Fot. Pixabay

Włoskie rolnictwo w znacznej mierze oparte jest na pracownikach najemnych. O ile w Polsce zatrudnienie sezonowe opiera się pracownikach z Ukrainy i krajów azjatyckich, o tyle we włoskich gospodarskich przodują Albańczycy, Rumuni i Hindusi. Najważniejsza z tamtejszych grup rolnych, czyli Coldiretti notuje masowy odpływ rąk do pracy. Problem z pracownikami sezonowymi zrzeszenie zgłaszało już na samym początku epidemii. Rolnicy wezwali włoski rząd, aby ten rozważył możliwość nadzwyczajnego dostosowania prawa do możliwości zatrudniania studentów i osób w wieku emerytalnym.

Problem w tym przypadku nie kończy się na utracie płynności finansowej gospodarzy. Włochy w znacznej mierze zaspokajają potrzeby żywnościowe swojego społeczeństwa – w sytuacji załamania tamtejszej gospodarki rolnej kraj stanąłby przed możliwym wstrzymaniem dostaw żywności i potencjalną klęską głodu. O ile w obecnej sytuacji Włochy mogłyby liczyć na pomoc krajów unijnych oraz państw pozawspólnotowych, o tyle trudno przewidzieć konsekwencje dalszego rozprzestrzeniania się wirusa w innych krajach. Nie można wykluczyć, że wobec postępu pandemii, możliwość pomocy dla Półwyspu Apenińskiego stanie się niemożliwa. Tymczasem jednak, wobec bierności rządu, dostawy żywności we Włoszech pozostają zagrożone.

Załamanie patriotyzmu konsumenckiego

Włoski rząd wystosował apel do tamtejszego społeczeństwa, które wobec rozwoju pandemii zwróciło się w stronę produktów niepochodzących od włoskich dostawców. Zdaniem decydentów taki stan rzeczy musi się zmienić – w innej sytuacji włoscy rolnicy staną przed kolejnym problemem, czyli groźbą bankructwa. Rząd namawia, aby korzystać zarówno z gotowych włoskich produktów, jak i wszelkich innych komponentów. Również Włochy – podobnie do Polski – borykały się z drastycznymi zwyżkami cen spowodowanymi nieuczciwymi praktykami sprzedawców i pośredników. Miało to niebagatelny wpływ na wybory konsumencie i przyczyniło się do pogłębienia zapaści na włoskim rynku rolno-spożywczym.

Dodatkowym ciosem dla włoskich rolników jest zamknięcie tamtejszych punktów gastronomicznych oraz drastyczne ograniczenie możliwości przemieszczania się. Także handel detaliczny i sprzedaż bezpośrednia, popularna w wielu regionach kraju, w zasadzie straciły swoje możliwości rynkowe. Włosi zaopatrzyli się w zapasy produktów o długim terminie przydatności do spożycia już wcześniej, co także przekłada się na obniżanie poziomu obecnie dokonywanych zakupów.

Problem z transportem

Włoscy rolnicy zrzeszeni w Coldiretti wezwali także państwa Unii Europejskiej do liberalizacji zasad rządzących obecnie ruchem granicznym. Ich zdaniem wprowadzone obostrzenia uderzają we włoskich producentów, którzy uzależnili swój eksport od kierunków unijnych. Zdaniem Coldiretti aż 60 proc. krajowego eksportu trafia właśnie na rynki wspólnotowe. Włosi twierdzą, że ich kraj jest jednym z najbardziej poszkodowanych w kontekście transportu produktów o krótkiej dacie przydatności do spożycia, które nie są w stanie wytrzymać wydłużonego czasu transportu. Również włoska minister rolnictwa zapewniła, że wykorzysta wszystkie swoje możliwości w trudnych negocjacjach z głowami państwa.

Włoscy rolnicy dezynfekują ulice

Pozytywem trudnej sytuacji jest akcja rolników, którzy wykorzystali prywatne opryskiwacze do odkażania włoskich ulic. Rolnicy pojawiają się w miastach i na wsiach, rozpylając środki dezynfekujące. Jak podkreślają włoskie władze, pomoc jest nieoceniona. Dzieje się tak dlatego, że maszyny rolnicze – a w szczególności opryskiwacze używane w produkcji sadowniczej – potrafią dostać w trudno dostępne dla innych maszyn miejsca. Nie wiadomo, jak długo rolnicy będą w stanie pomagać w ten sposób społeczeństwu, ponieważ załamanie importu powoduje brak dostępności części zamiennych do maszyn rolniczych.

Najnowsze informacje płynące z Włoch są tragiczne. Władze informują, że w wyniku pandemii koronawirusa zmarło tam więcej osób niż w Chinach. Liczba zmarłych niebezpiecznie zbliża się do 4 tysięcy.

* autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej