W zeszłym roku odnotowano w naszym kraju aż osiem tysięcy przypadków korupcyjnych zachowań – wynika z rejestrów policji. Trzy czwarte Polaków jest przekonanych, że korupcja w Polsce jest naprawdę dużym problemem. Hamuje rozwój, wykoślawia stosunki gospodarcze a zdemoralizowani urzędnicy winni przestępstw pozostają niemal całkowicie bezkarni. Czy wreszcie pojawiała się szansa na zmianę?

Byszek/Pixabay

Nie tylko Polska jest zagłębiem tej patologii. Większość Europejczyków jest przekonana o tym, że funkcjonariusze publiczni (w szczególności urzędnicy) zwykle pozostają bezkarni – wynika z badania Transparenty International „Globalny Barometr Korupcji 2021”. Obywatele krajów unijnych są przy tym przekonani, że rządy ich państw zupełnie nie radzą sobie z korupcją, a nawet same są skorumpowane. Niepokojąco dużo Europejczyków sygnalizuje, że było zmuszonych skorzystać z osobistych koneksji, by uzyskać dostęp do jakiejś usługi publicznej (np. opieki zdrowotnej czy edukacji). W całej UE w latach 2019-20 aż 106 milionów ludzi używało jakiejś formy protekcji. Polska nie jest na tym tle wyjątkiem. Niemal co trzeci Polak uciekał się do jakiejś formy kumoterstwa, nepotyzmu czy właśnie płatnej protekcji.

Co robi CBA?

Jeszcze w 2020 r. CBA przedstawiło publikację pod nazwą. „Wytyczne antykorupcyjne dla administracji publicznej w zakresie jednolitych rozwiązań instytucjonalnych oraz zasad postępowania dla urzędników i osób należących do grupy PTEF”. Powołano się na cele określone w Rządowym Programie Przeciwdziałania Korupcji na lata 2018-2020. Jego celem miało być „dążenie do zbudowania efektywnego systemu prewencji w skali całej administracji”.

Nic jednak nie wiadomo o tym, by od tamtego czasu faktycznie zbudowano jakiś system prewencji. Czy coś się tu „zadziało” nie tylko na papierze? Czy jakiś ważny urzędnik poszedł do więzienia? Chyba niewiele się wydarzyło lub wręcz nic. Gdyby było inaczej, z pewnością rząd by się tym pochwalił.
Administracja państwowa, na czele z kolejnymi ministrami zdrowia, zajmowała się przez ostatnie dwa lata głównie zwalczaniem „pandemii”. Owa „pandemia” COVID-19 stała się też pretekstem i przyczynkiem do rażących zachowań korupcyjnych, które dotąd nie zostały rozliczone – nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności, nawet politycznej.

Pisane są ostrzejsze kary

Dopiero od niedawna Ministerstwo Sprawiedliwości forsuje projekt zmian w kodeksie karnym, przewidujący zaostrzenie kar za korupcję. Im wyższa łapówka, tym wyższa ma być kara. Za „przytulenie” więcej niż miliona złotych można będzie dostać – przynajmniej w teorii – od trzech do dwudziestu lat. Obecnie za uzyskanie korzyści majątkowej powyżej 200 tys. złotych można pójść do więzienia na dwa do dwunastu lat. Faktem jest, że trudno tak samo traktować sprawców, którzy udzielili czy przyjęli korzyść majątkową do 200 tys. zł i tych robiących wielomiliardowe przekręty, więc projektowane zmiany – co do zasady – mają sens.

„Góra” pozostaje bezkarna

Polacy widzą, że władza nie radzi sobie z korupcją. Mówią o tym chętnie przy okazji anonimowych sondaży i badań. W jaki sposób władze mogą sobie radzić sobie z korupcją skoro do najbardziej skorumpowanych instytucji publicznych Polacy zaliczają – zapewne nie bez słuszności – administrację rządową, urząd premiera i parlament…
Aż 78 proc. respondentów pytanych przez Transparenty International deklaruje przy tym brak zaufania do rządu. Niemal tak mocno nie ufamy tylko sądom. To również ogromnie niepokoi. To one powinny być ostoją – wręcz oazą – prawości, gdzie pokrzywdzony przez urzędników przedsiębiorca czy inny obywatel znajdzie sprawiedliwość.

Warto przypomnieć, że niedługo po tym, jak Polska odzyskała niepodległość, za korupcję przewidziano karę śmierci przez rozstrzelanie. Wprowadzono ją ustawami z roku 1920 i 1921 o odpowiedzialności urzędników za przestępstwa popełnione z chęci zysku.

Dziś karać śmiercią się nie da, bo w „humanitarnej” Unii Europejskiej taka kara nie jest akceptowana. We współczesnej Polsce funkcjonuje ustawa z 20 stycznia 2011 r. o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa. W praktyce jest niemal martwa. Lwia część prawomocnie skazanych funkcjonariuszy publicznych otrzymuje bowiem wyroki w zawieszeniu.

W przeżartej korupcją, także w układach lokalnych, gospodarce nie ma miejsca na wolny rynek. Nie ma więc mowy o trwałych podstawach rozwoju. Polska przypomina tu bardziej jakiś bantustan pełen mniejszych lub większych „geszeftów”, niż cywilizowany kraj z równymi prawami startu i rozwoju dla wszystkich. Zaostrzenie prawa korupcyjnego to oczywiście dobry ruch. Trzeba będzie jednak jeszcze to prawo egzekwować.

Poprzedni artykułKryzys na Ukrainie ma stać się symbolem nowego porządku politycznego na świecie
Następny artykułJak prezesi z Polski chcą rozwijać swoje firmy?