Zastanawiające, że nagle wszystkich zaczęła obchodzić litera prawa. Rzeczywiście, dyplomatów nie wolno znieważać ani atakować. Nie wolno było jednak też rozporządzeniem całkowicie zamykać ludzi na trzy miesiące w domach. To oczywiste dla każdego prawnika, który rozumie hierarchię źródeł prawa i zależny charakter rozporządzeń wykonawczych względem ustaw – pisze w najnowszym felietonie Michał Góra.

Od pewnego czasu z zainteresowaniem przysłuchuję się różnym narracjom, jakie wypływają (nie będę może złośliwe dodawał, że niczym ściek) z mediów. Najciekawsze w tym wszystkim jest, że są one często albo wewnętrznie, albo wzajemnie sprzeczne.

I tak przez dwa poprzednie lata tzw. progresywne gazety publikowały zdjęcia przedstawiające kobiety (ale też mężczyzn) unoszących fragmenty kartonu z napisem „my body, my choice”. Niekiedy z dodatkowym piktogramem symbolizującym przekreśloną strzykawkę, co rzeczywiście jest nieco infantylne. Z towarzyszących artykułów wynikało, że chodzi o protesty nieodpowiedzialnych miłośników wolności, w tym przypadku medycznej. Sprawa jest skomplikowana i rozbija się z jednej strony o imponderabilia i prawa ludzkie, a z drugie o nieco bardziej zobiektywizowane i deterministycznie ujmowane prawa biologii. Przyznaję to bez bicia. Tego samego nie chcą najwyraźniej przyznać autorzy tychże archiwalnych artykułów prasowych. Dla nich kwestia jest jasna – to idioci protestowali.

Co zabawne, albo i nie, dzisiaj prawie identyczne zdjęcia są już okraszane tekstami pisanymi w innym tonie. Rzecz się rozchodzi o kontrowersję powstałą wokół zapowiedzi usunięcia z amerykańskiego porządku prawnego precedensu legalizującego aborcję w oparciu o prawo do prywatności. Podobnie, jak wyżej, przyznaję bez bicia, że problem jest złożony. Niemniej, aktualnie protestujący domagają się właściwie tego samego, co poprzednio protestujący, to znaczy autonomii cielesnej i żeby państwo nie wtrącało się, jakim to zabiegom muszą albo nie mogą się poddawać, nie inwigilowało ich statusu medycznego i tym podobnych spraw. Nie da się jednak ukryć wrażenia, że krucjata tych drugich jest już oceniana jako słuszna, bo „aborcja to prawo człowieka”. Tych pierwszych już tak nie oceniano, bo prawo do świadomej i swobodnej zgody na poddanie się zabiegom medycznym albo niechęć do śledzenia różnych spraw aplikacjami rządowymi było widziane jako fanaberia. Być może tak zresztą jest, że ten nasz indywidualistyczny liberalizm to wymysł, ale śmiem twierdzić, że jednak potwierdzony przez prawo międzynarodowe i europejskie.

Podobnie jest z problemem oblania farbą rosyjskiego ambasadora. W normalnych warunkach byłoby zupełnie oczywiste, że czyn ten należy ocenić jako skandaliczny i karalny, bo status dyplomatów i ich nietykalność jest szczególnie chroniona. Nie od rzeczy jest mimo wszystko wspomnieć, że nie żyjemy obecnie w normalnych czasach. To po pierwsze. A po drugie to zastanawia mnie, co sobie myśleli ci, których ten akt dzisiaj oburza (zresztą mnie w pewnym sensie też, na pewno go nie pochwalam), kiedy na przykład przymykali oko na poluzowanie standardów społecznościowych i obrażanie Rosjan jako narodu w social mediach, gdy chodzi o sprawy wojny? Czym innym mogło się to skończyć, jeśli nie puszczeniem oczka w stylu jednego z poznańskich raperów: „Wiecie, co z nim zrobić!”. Nie bardzo rozumiem, dlaczego można w Internecie pisać „Ruska dzicz”, ale już nie oblewać ambasadora farbą. Nie chcę bronić Rosjan, zwłaszcza tych mających krew na rękach, ale bądźmy przynajmniej konsekwentni i znajmy źródła naszej własnej demoralizacji oraz wynikanie jednych zachowań z drugich.

W ogóle zastanawiające jest to, że nagle wszystkich zaczęła obchodzić litera prawa. Rzeczywiście, dyplomatów nie wolno znieważać ani atakować. Nie wolno było jednak też rozporządzeniem całkowicie zamykać ludzi na trzy miesiące w domach. To oczywiste dla każdego prawnika, który rozumie hierarchię źródeł prawa i zależny charakter rozporządzeń wykonawczych względem ustaw. Jest zresztą wątpliwe, czy w ogóle jakikolwiek minister powinien mieć tak daleko idące kompetencje, przy jednocześnie marnej kontroli ze strony parlamentu.

I kto ma teraz decydować, kiedy prawo obowiązuje ściśle, a kiedy sami możemy sobie oceniać, czy jeszcze moralnym jest go przestrzegać, czy już nie? Proponowałbym się zdecydować. Albo w ogóle nie wolno oblewać ambasadorów farbą i zamykać nielegalnie ludzi w domach, albo wolno jedno i drugie. Wtedy jednak powstaje pytanie: po co nam w ogóle jakieś pisane prawo?

Michał Góra

Poprzedni artykułPolsce grozi nowa unijna kara 6 mld euro! Zobacz, co znowu nie podoba się eurokratom
Następny artykułPodatek dochodowy obniżony! Sprawdź nowe stawki