Od 1 kwietnia rosyjski gaz ziemny nie płynie już na Łotwę, do Estonii i na Litwę – poinformował szef łotewskiego operatora magazynów gazu ziemnego. Z kolei Słowacja gotowa jest pójść Władimirowi Putinowi na rękę i płacić za rosyjski gaz w rublach. Takiej możliwości nie widzą m.in. władze Polski, Niemiec czy Francji.

piviso/Pixabay

– Jeśli istniały jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy można mieć zaufanie do dostaw z Rosji, to obecne wydarzenia wyraźnie pokazują, że nie ma już takiego zaufania – oznajmił Uldis Baris, prezes Zarządu Conexus Baltic Grid. – Od 1 kwietnia rosyjski gaz ziemny nie płynie już na Łotwę, do Estonii i na Litwę – dodał.

Według Barisa, potrzeby rynku bałtyckiego są obecnie zaspokajane przez rezerwy gazu zgromadzone w podziemnym magazynie na Łotwie.

– Uniezależniliśmy się od dostaw rosyjskiego gazu jako pierwszy kraj UE spośród państw będących odbiorcami Gazpromu – podkreślił wcześniej litewski minister energetyki Dainius Kreivys. Dodał, że „jest to wynik wielu lat konsekwentnej polityki energetycznej i podjętych w odpowiednim czasie decyzji infrastrukturalnych”. Całe zapotrzebowanie kraju na gaz jest obecnie zaspokajane przez terminal skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Kłajpedzie. Zgodnie z planowanym harmonogramem co miesiąc do terminalu będą docierały trzy duże ładunki LNG, co powinno wystarczyć dla wszystkich klientów.

„W razie potrzeby gaz może być również dostarczany na Litwę przez interkonektor gazowy z Łotwą, a od 1 maja również przez interkonektor gazowy z Polską” – poinformowało litewskie Ministerstwo Energetyki.

Gaz z Rosji jest nadal przesyłany tranzytem przez Litwę na potrzeby obwodu kaliningradzkiego.

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda wezwał pozostałe państwa członkowskie UE do pójścia za przykładem państw bałtyckich. „Jeśli my możemy to zrobić, to może to zrobić również reszta Europy!” – napisał na Twitterze.

Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał pod koniec marca dekret, w myśl którego odbiorcy gazu z Rosji mają za surowiec płacić od 1 kwietnia w rublach. Dotychczasowe groźby Rosji dot. odcięcia Zachodu od gazu póki co nie miały jednak pokrycia w działaniach.

Z kolei słowacki minister gospodarki Richard Sulik stwierdził, że jego kraj jest gotowy do płacenia za gaz w rublach. – Jestem ministrem gospodarki i muszę zaopatrywać słowacką gospodarkę w energię. Nie zgadzam się z wojną, ale też patrzę na nią z ekonomicznego punktu widzenia – powiedział.

Jak podaje portal aktuality.sk, minister zastrzegł jednak, że decyzja rządu może się jeszcze zmienić. Obecnie słowacki przemysł gazowy płaci za towar w euro. Następna zapłata Słowacji powinna nastąpić 20 maja, co oznacza, że Słowacja ma jeszcze kilka tygodni na rozwiązanie tego problemu.

Pod koniec marca prezydent Słowacji Zuzana Czaputova i prezydent Łotwy Egils Levits poparli w Bratysławie surowe zachodnie sankcje wobec Rosji za jej inwazję na Ukrainę. Zdaniem obojga przywódców sankcje powinny zniechęcać Moskwę do dalszych ataków.

Przeciwko płaceniu w rublach jest polski rząd, ale także władze m.in. Niemiec czy Francji. W weekend sprzeciw takiemu rozwiązaniu wyraziły także władze Bułgarii. Unia Europejska rozważa natomiast możliwość wspólnych zakupów surowców dla wszystkich krajów członkowskich.

businessinsider.pl

Poprzedni artykułObajtek o unijnym podatku na dostawy rosyjskiej ropy
Następny artykułKobiety z Ukrainy dominują wśród zatrudnionych uchodźców