Najpierw zamawiały na potęgę, teraz bronią się przed dostawami. Polska i kilka innych krajów europejskich broni się zaciekle przed dostawcami preparatów antycovidowych. Trwają rozmowy zarówno z koncernami farmaceutycznymi, jak i z Unią Europejską, która rozdzielała „kontyngenty” preparatów. Szczegóły kontraktów nadal okryte są tajemnicą. Jedno jest pewne: na zakupy niepotrzebnych już oraz marnujących się w magazynach szczepionek wydano potężne pieniądze podatników.

torstensimon/Pixabay

18 maja tego roku, z inicjatywy polskiego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, odbyło się wirtualne spotkanie z przedstawicielami służby zdrowia ze Słowacji, Rumunii, Bułgarii, Luksemburga oraz Finlandii. Urzędnicy ustalili na nim, że napiszą wspólny list do Komisji Europejskiej w sprawie konieczności renegocjacji kontraktów szczepionkowych.

„Mamy nadzieję, że dyskusja z Komisją i między państwami członkowskimi, pozwoli na elastyczność w umowach dotyczących szczepionek” – takie stwierdzenie pada w liście do KE, która wezwana została do tego, by „odkręcić” kwestię przeszacowanych zamówień. „Liczymy na to również, że producenci szczepionek wykażą zrozumienie dla wyjątkowych wyzwań, przed jakimi stoi Polska wspierając Ukrainę i dając schronienie milionom obywateli Ukrainy uciekającym przed wojną” – dodał polski minister.

W innym jeszcze liście bułgarskie ministerstwo zdrowia wzywa do „otwartego dialogu” z Komisją Europejską i koncernami farmaceutycznymi. Bułgarski minister ubolewa, że obecne porozumienie zmusza państwa członkowskie do „kupowania ilości szczepionek, których nie potrzebują”.

Nie chcą toksycznych preparatów

Dziś już wiemy, że przygotowane w ekspresowym tempie preparaty szczepionkowe na COVID-19 posiadają całe spektrum niekorzystnych działań ubocznych. Przyznać jednak należy, że reakcje organizmu na nie są bardzo różne. Nie zawsze negatywne. Bardzo wielu ludzi przeszło nawet czterokrotną iniekcję i nic im nie jest. W każdym razie przeszło ją bez widocznych szkód na zdrowiu.

Faktem jest również, że liczba przypadków zachorowań na covid gwałtownie wzrosła w prawie każdym kraju, który rozpoczął kampanię masowych szczepień. Naukowcy potwierdzili już niejednokrotnie, że nie tylko wirus jest szkodliwy. Badanie Salk Institute wykazało, że „charakterystyczne” białko kolca SARS-CoV-2 uszkadza komórki i może atakować narządy wewnętrzne. Niepokojącym zjawiskiem, które ujawniono w powtarzających się badaniach nad „szczepionkami” na COVID-19, jest występowanie tzw. rzekomych infekcji. Pojawiają się one albo bezpośrednio po szczepieniu albo dokładnie w trzy tygodnie po nim. Okazuje się, że szczepienie może wywołać objawy podobne do samej choroby. Gdy na przykład Kambodża rozpoczęła kampanię szczepienną na początku lutego 2021 roku, nie notowano w tym kraju ani jednego przypadku śmiertelnego. Po tym, jak zaczęto szczepić na masową skalę, liczba zgonów gwałtownie wzrosła.

Anthony Fauci, niesławni członkowie rad medycznych, internetowi lekarze, samozwańczy eksperci od koronawirusów, a za nimi główne media kłamali jak najęci na temat skuteczności szczepionek, świadomie przemilczając ryzyko wywołania przez nie poważnych schorzeń, a nawet zgonów.

Co w tym preparacie jest?

W USA, UE i Wielkiej Brytanii zaobserwowano tysiące zgonów w następstwie szczepień przeciwko COVID-19. Często bezpośrednio po podaniu szczepionki i jakże często wśród młodych ludzi uprawiających sport. Białko kolczaste wytwarzane jest przez komórki w wyściółce naczyń krwionośnych (w śródbłonku) i potrafi aktywować płytki krwi powodując zakrzepy i krwawienie. Fatalnym efektem podania preparatu jest gwałtowna reakcja autoimmunologiczna organizmu, podczas której limfocyty atakują własne ciało, wywołując rozległe stany zapalne (i potencjalną niewydolność narządów wewnętrznych). Badacze zaobserwowali też obniżenie odporności organizmu spowodowane utratą białych krwinek – właśnie po po szczepieniu preparatami Pfizer i AstraZeneca.

Nic więc dziwnego, że zainteresowanie szczepieniami na COVID-19 gwałtownie spadło. Ludzie dowiedzieli się, że ryzyko może przewyższać potencjalne korzyści płynące z zaszczepienia.

Czy Komisja Europejska to zrozumie?

W osobnym, napisanym jeszcze w kwietniu tego roku liście do przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen, premierzy Estonii, Łotwy i Litwy ubolewają, że pomimo kurczącego się zainteresowania preparatami, te nadal są dostarczane do krajów bałtyckich i innych państw członkowskich. „Wywiera to presję nie tylko na sieci logistyczne i magazynowanie, ale ma też konsekwencje budżetowe” – napisali postulując, by państwa członkowskie otrzymały prawo do podjęcia negocjacji z producentami szczepionek. Powinny mieć prawo do „przekształcenia, zawieszenia lub całkowitego anulowania dostaw szczepionek o krótkim okresie przydatności do spożycia”.
Wkrótce okaże się, czy jest to możliwe i na jakich ewentualnie zasadach będzie przebiegać. Rządy europejskie wiedzą bowiem dobrze, że prędzej czy później, zostaną rozliczone z tej nietransparentnej, obfitującej w liczne dramaty ludzkie akcji szczepień.

Poprzedni artykułKPO to krajowy plan kapitulacji przed Brukselą!
Następny artykułSenatorowie zdecydowali o odpisie podatku dla Organizacji Pożytku Publicznego