Rząd RP już na początku maja złożył w Brukseli projekt Krajowego Planu Odbudowy (KPO), prosząc o jego przyjęcie. Wszystkie terminy na to dawno – bo 1 sierpnia – minęły. Instrument ten jest wykorzystywany przede wszystkim jako presja polityczna na rząd w Warszawie. Mamy początek października i jeśli pozytywna decyzja nie zapadnie jeszcze w tym miesiącu pieniądze z Unii, w postaci dotacji oraz tanich pożyczek, mają nikłe szanse trafić w tym roku do Polski.

Pixabay

Fundusz Odbudowy UE (Next Generation EU) to specjalny plan rekonstrukcji gospodarek europejskich na okres w czasie i po zakończeniu pandemii COVID-19.
– Komisja Europejska kontynuuje ocenę polskiego KPO na podstawie kryteriów określonych w rozporządzeniu w sprawie instrumentu naprawy i odporności – informował pierwszego sierpnia tego roku Tim McPhie, jeden z rzeczników Komisji Europejskiej. Obecnie zapadła w tej kwestii cisza.

Nowy Plan Marshalla

Fundusz Odbudowy można porównać do Planu Marshalla, przyjętego przez kraje zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej po zakończeniu II wojny światowej. Rząd PRL odrzucił wówczas ten plan, dzięki któremu w latach 1948-1952 szesnaście krajów europejskich skorzystało z bezzwrotnych dotacji w wys. 13,3 mld dolarów (obecnie jest to ok. 140 mld) na odbudowę zniszczonej działaniami wojennymi Europy. W ogromnym stopniu tych pieniędzy używały Niemcy, dzięki nim dynamicznie rozwijając swoją gospodarkę.

Trzonem Funduszu Odbudowy, najbardziej interesującym z punktu widzenia przedsiębiorców, jest tzw. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, w ramach którego zostało wydzielonych (łącznie na wszystkie kraje) 672,5 mld euro. Pieniądze te są przeznaczone przede wszystkim na wsparcie inwestycji publicznych oraz na reformy prawodawstwa unijnego.

Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności ma promować rozwój zielonej gospodarki, transformację cyfrową, inteligentny trwały wzrost sprzyjający włączeniu społecznemu, spójność społeczną i terytorialną oraz budowanie odporności i gotowości na sytuacje kryzysowe.

Oczywiście chodzi także o naprawę – w poszczególnych krajach Wspólnoty – szkód gospodarczych i społecznych, będących efektem lockdownów. Postpandemiczna Europa ma być Europą odporną na przyszłe kryzysy, o zaawansowanej cyfryzacji oraz koniecznie o „zielonych” podstawach.

Ile dla Polski?

Z samego Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (Recovery and Resilience Facility – RRF) Polska ma szansę otrzymać 23,9 mld euro dotacji (na cele stałe) i ponad 2,1 mld euro tanich pożyczek, a o pozostałe 22 mld euro w postaci pożyczek będzie mogła wnioskować do 2023 roku. Czas na wykorzystanie tych wszystkich pieniędzy mamy do 2026 r.

– Komisja Europejska rozumie KPO jako poprawę sytuacji przedsiębiorstw i poprawę poszczególnych krajów w dłuższej perspektywie. Chodzi o rzeczy mało związane z polityką – a raczej o te związane z konkretnymi projektami inwestycyjnymi, które powinny być podjęte niezależnie od tego, kto rządzi krajem – uważa prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów.

Nie wygląda to jednak chyba aż tak różowo. Nie chodzi jedynie o niuanse merytoryczne. Projekt polskiego KPO był wynegocjowany już w zasadzie w połowie lipca tego roku. Jednak po burzliwym sporze na temat „zielonej” transformacji polskiej energetyki, po decyzji Trybunału Konstytucyjnego podważającego nadrzędność prawa Unii w Polsce oraz po odmrożeniu – wbrew TSUE – Izby Dyscyplinarnej SN, został zamrożony przez brukselskich urzędników.