fbpx
środa, 28 lutego, 2024
Strona głównaKrajKrótka historia o kwarantannie pracowniczej

Krótka historia o kwarantannie pracowniczej

Niewielka firma w centralnej Polsce. Właściciel, nazwijmy go Jerzym Pracowitym, ma duże doświadczenie. Działalność gospodarczą prowadzi od początku lat 90. Dlaczego zdecydował się kiedyś na pójście „na swoje”? Nie tylko dlatego, że praca w biurze konstrukcyjnym była dla niego nudna, po prostu niesatysfakcjonująca. To były lata, gdy wszystko wydawało się możliwe. Wszystko niemal stało w zasięgu ręki i było do osiągnięcia. Dopiero hiperinflacja, a potem balcerowiczowskie tzw. chłodzenie gospodarki, uświadomiły wielu przedsiębiorcom, że prowadzenie własnego biznesu nie będzie łatwe. Na to wszystko, z roku na rok, nakładały się rosnące daniny i powinności wobec państwowej administracji.

Jerzy, jak to się mawia, z niejednego pieca chleb jadł. Lubi, to co robi. Potrafi robić to, co lubi. Przy tym posiadanie własnego biznesu dawało mu (i jeszcze daje) poczucie pewnej niezależności. Wszystko szło raz lepiej, raz gorzej, ale systematycznie – do przodu. Wydawać by się mogło, że zdywersyfikowana działalność nie tylko bilansuje rachunek zysków i strat, że pozwala elastycznie panować nad strumieniem przychodów oraz nad kosztami. Przy tym zapewnia bezpieczeństwo pracownikom i stabilizację rodzinie Jerzego.

Koronawirus nawiedził firmę

Gdy jednak u jednego z pracowników w połowie kwietnia test na obecność koronawirusa wyszedł pozytywny, nikt nie spodziewał się, że w firmie wszystko momentalnie stanie. Teksty na COVID-19 raz wychodziły tak, innym razem „owak”. Nie wchodząc jednak w szczegóły: w efekcie nałożonej kwarantanny dziewięciu kluczowych pracowników firmy zostało „uziemionych”, czyli wyłączonych z pracy. Placówkę bankową, którą Jerzy wziął we franczyzę, w jednej chwili zamknięto i zaplombowano. Nawet nie mogli zabrać ze sobą laptopów. Ze względu na RODO funkcjonowanie placówki okazało się niemożliwe, zdalnie nie da się tu nic zrobić. Lokalne targowisko co prawda działa, ale objęci kwarantanną stali pracownicy firmy, na czele z panem Jerzym, de facto utracili nad nim kontrolę i nie mogą pobierać opłat.

Firma pana Jerzego nadal stoi, a on czuje się bezsilny. Przychodów nie ma. Koszty stałe – podobnie jak to jest w przypadku dziesiątków tysięcy małych firm – nie ma zmiłuj, trzeba płacić. W tym duże obciążenie, czyli ZUS. Według obowiązujących przepisów, za pierwsze 33 dni „niezdolności do pracy” zapłacić pracownikowi musi pracodawca. Na podstawie decyzji Sanepidu, kwarantanną zostali objęci właściciele firmy i pracownicy, którym za czas tejże kwarantanny płaci oczywiście pracodawca.

Jeśli dotyczyłoby to pojedynczego pracownika i w normalnej sytuacji, gdy działalność firmy nie jest sparaliżowana, nie byłoby żadnego problemu. A tak problem jest i to poważny. Tego z perspektywy „Warszawki”, decydentów układających misterne plany pomocy w ramach kolejnych wersji tzw. tarczy antykryzysowej, z pewnością nie widać. Nie widać też innych problemów, dołujących drobnych przedsiębiorców w tzw. terenie. A szkoda, bo łatwo się mówi, że na nich polska gospodarka stoi, bo MŚP generują blisko 70 proc. krajowego PKB.

Wiatrak w zamrażarce

Pan Jerzy ma jedno życzenie. Żeby przetrwać i żeby wszystko wróciło do normy, a być może do jakiejś nowej całkiem „normalności’. A właściwie dwa życzenia: chce też rozpocząć nową inwestycję w dziedzinie OZE, a konkretnie energetyki wiatrowej. Jeszcze przed wybuchem epidemii zaprojektował – nie korzystając z dotacji na ten cel – wysokowydajny wiatrak nowej generacji. Wiatrak oparty jest na niewielkiej, wysokosprawnej turbinie. Cichy, osiąga przy tym niesamowite wyniki, przy jednoczesnym zmniejszeniu jej rozmiaru, więc przepisowe ograniczenia lokalizacji nie są przeszkodą przy jego wykorzystaniu. Jerzy przez siedem długich lat projektował nową turbinę wiatrową.

Teraz jest pandemia a wiatrak „czeka” w gospodarczej zamrażarce. Nie pracuje, więc nie zarabia ani nie przynosi korzyści środowisku naturalnemu. Firma Jerzego Pracowitego przecież stoi. Nie ma kto nowej inwestycji obsłużyć.

Pytamy go, jak widzi przyszłość swojego biznesu? Żartobliwie odpowiada: „Proszę odmówić za nas trzy zdrowaśki”. Bo co ma więcej powiedzieć?

Robert Azembski
Robert Azembski
Dziennikarz z ponad 30-letnim doświadczeniem; pracował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Wprost” , „Gazecie Bankowej” oraz wielu innych tytułach prasowych i internetowych traktujących o gospodarce, finansach i ekonomii. Chociaż specjalizuje się w finansach, w tym w bankowości, ubezpieczeniach i rynku inwestycyjnym, nieobce są mu problemy przedsiębiorców, przede wszystkim z sektora MŚP. Na łamach magazynu „Forum Polskiej Gospodarki” oraz serwisu FPG24.PL najwięcej miejsca poświęca szeroko pojętej tematyce przedsiębiorczości. W swoich analizach, raportach i recenzjach odnosi się też do zagadnień szerszych – ekonomicznych i gospodarczych uwarunkowań działalności firm.

INNE Z TEJ KATEGORII

Arbitralne praktyki ZUS ukrócone

Prawotwórcza działalność Zakładu Ubezpieczeń Społecznych stosującego nieustawowe pojęcie tzw. wspólnika iluzorycznego została ukrócona przez Sąd Najwyższy.
2 MIN CZYTANIA

Księgarnie znikają z handlowej mapy Polski

W ciągu ostatnich dziesięciu lat działalność zamknęła niemal co trzecia księgarnia w Polsce. Regularnie rosną też długi sklepów z książkami.
2 MIN CZYTANIA

Będzie można budować schrony bez pozwolenia

Polski rząd pracuje nad zmianami w prawie budowlanym, które mają umożliwić obywatelom budowanie przydomowych schronów bez pozwolenia.
2 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Kiedy wreszcie skończymy z kosztowną blagą klimatyczną?

Do roku 2030 osiągnięcie tzw. celów zrównoważonego rozwoju, tak chętnie wiązanych z ocieplaniem się klimatu, będzie kosztować każdego mieszkańca w gospodarkach typu zachodniego nawet 2026 dolarów rocznie – oszacowała Konferencja ONZ ds. Handlu i Rozwoju.
2 MIN CZYTANIA

Kasy samoobsługowe pójdą w odstawkę?

Jeden z portali tak zatytułował swój artykuł na temat marketowego handlu: „Polacy pokochali kasy samoobsługowe”. Czy aby na pewno?
3 MIN CZYTANIA

Producenci usilnie wspierają spadającą sprzedaż elektryków

Po utracie ulg podatkowych producenci luksusowych pojazdów elektrycznych obniżają ich ceny, by wesprzeć spadającą sprzedaż.
2 MIN CZYTANIA