Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego alarmuje, że kryzys na granicy polsko-białoruskiej mocno uderza w przewóz średniodystansowy.

Pixabay.com

Dyrektor generalny związku Andrzej Bogdanowicz w rozmowie z PAP wyjaśnił, że po zamknięciu Kuźnicy transport przeniósł się na przejście w Bobrownikach, co spowodowało znaczne wydłużenie się kolejki ciężarówek chcących przekroczyć granicę polsko-białoruską. W środę rano czas oczekiwania na przekroczenie granicy wynosił 39 godzin, natomiast wieczorem już 67. Wszystko przez kryzys imigracyjny, który wydłużył procedury kontrolne na granicy.

— Nie mamy dokładnych danych, ile w kolejce w Bobrownikach jest polskich samochodów, ale szacujemy, że jakieś 30 proc. to nasi — powiedział Bogdanowicz. — Przy transporcie średniodystansowym, każda dodatkowa doba postoju na granicy powoduje, że następnym tygodniu pracy kierowcy, taki przewóz się nie mieści w grafiku. Kierowca bowiem, musi odebrać odpoczynek tygodniowy po 5 dniach pracy, więc jak wypadnie mu jeden dzień na staniu w kolejce, on już nie pojedzie od razu w podobną trasę. I jak mówią przewoźnicy, z tego tygodniowego zarobku, jest to strata 50 proc. czyli jakieś kilkaset euro, albo całości jakieś 1,5 tys. euro — wyjaśnił, wskazując że ze względu na określone planowanie tras straconej doby nie da się już nadrobić.

Poprzedni artykułCud Niepodległej. Jak 103 lata temu Polska odzyskała niepodległość
Następny artykułŁukaszenka grozi Europie zablokowaniem dostaw gazu