Święty Mikołaj kojarzy się dzisiaj przede wszystkim z dobrodusznym, korpulentnym i uśmiechniętym panem w słusznym wieku, z długą białą brodą, w czerwonym kubraczku i w czerwonej czapce. Oczywiście nieodłącznym jego atrybutem są ciągnione przez renifery wielkie sanie, wypełnione po brzegi prezentami. Taki obraz ulubionego świętego naszych dzieci i wnuków stworzyła popkultura i branża handlowa.

Do rozpropagowania na całym świecie takiego właśnie wizerunku patrona Mikołajek w dużej mierze przyczyniła się w latach 30-tych XX wieku jedna z amerykańskich firm produkująca pewien napój o ciemnej barwie. Ten wizerunek świętego przetrwał do naszych czasów, warto jednak wiedzieć, kim był i jaka jest prawdziwa historia św. Mikołaja.

Według najstarszych przekazów ten późniejszy święty urodził się około 270 roku w Licji, w miejscowości Patras, na terenie dzisiejszej Turcji. Był dzieckiem wymodlonym przez zamożne chrześcijańskie małżeństwo. Oboje małżonkowie, nie mogąc doczekać się potomka, prosili Boga o tę łaskę w modlitwach i zostali wysłuchani.
Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga w charakterystyczny dla siebie sposób: obdarowując.

Trzy siostry

Już od najmłodszych lat Mikołaj – przyszły biskup Miry (Myry) – był bardzo pobożny i chętnie pomagał ubogim, co było o tyle łatwiejsze, że jego rodzice byli bardzo zamożnymi ludźmi. Zapisana legenda opowiada o trzech siostrach. Według niej młody Mikołaj (jeszcze przed wyborem na biskupa) miał chciwego i bogatego sąsiada, który drwił z pobożności świętego. Bóg sprawił, że stracił on majątek oraz popadł w skrajną biedę. Gdy nie miał już z czego utrzymać rodziny, postanowił sprzedać swoje trzy córki do domu publicznego, ponieważ nikt nie chciał ich poślubić bez otrzymania stosownego posagu. Mikołaj, po długich rozważaniach tekstów Pisma Świętego i modlitwie, postanowił pomóc sąsiadowi. Dwukrotnie, pod osłoną nocy, wrzucił przez okno pieniądze przeznaczone na posag dla dwóch sióstr. Gdy sąsiad wyprawił już dwa wesela, postanowił dowiedzieć się, skąd biorą się tajemnicze pieniądze, które spadły mu dosłownie z nieba.
Czuwał całą noc i ze zdumieniem odkrył, że to Mikołaj po raz trzeci wrzuca pieniądze przez okno. Tym razem na posag dla jego ostatniej córki. Zawstydzony i wzruszony bogacz gorąco podziękował Mikołajowi, którym do niedawna tak pogardzał.

Miłosierny czyn młodego Mikołaja sprawił, iż chciwy sąsiad radykalnie zmienił swoje życie, postępując odtąd zgodnie z przykazaniami bożymi.

Biskup Miry

Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. On jednak wybrał inną drogę. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań. Nie pragnął też rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.

Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce jednak wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił więc klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego – Miry. Okazało się, że właśnie w tym czasie chrześcijanie w Mirze przeżywali żałobę po stracie swojego biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę.

Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę, uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku. Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem, niosąc Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej, ale starając się też nawracać pogan.

Prześladowania

Owocna działalność Mikołaja w Mirze w 303 roku została przerwana (na około 10 lat) edyktem Dioklecjana, w którym cesarz zarządził prześladowanie chrześcijan. Cesarski edykt nakazał uwięzienie wszystkich „chrześcijańskich przywódców” i Mikołaj, będąc biskupem Miry, na wiele lat trafił do lochu. Cesarz zapowiedział, że wszyscy, którzy wyrzekną się chrześcijaństwa, zostaną uwolnieni. Wśród licznych odstępców było wielu biskupów, jednak Mikołaj, choć groziła mu śmierć, postanowił wytrwać w wierze. W całym cesarstwie torturowano i zabijano chrześcijan, szczególnie prezbiterów i biskupów. Zamordowany został m.in. biskup nieodległej Nikomedii. Na szczęście kolejny cesarz, Konstantyn Wielki, uczynił z chrześcijaństwa religię państwową i chrześcijanie mogli opuścić lochy i więzienia.

Kolejne cuda

Po latach spędzonych w lochu na wolność wyszedł też biskup Mikołaj. Dobro i cuda, które czynił, przysparzały mu coraz większej chwały. W tym czasie wojsko cesarza Konstantyna zostało wysłane do tłumienia buntu we Frygii i wylądowało w porcie Andriake, nieopodal Miry. Tam na karę śmierci zostało skazanych trzech żołnierzy, których w ostatnim momencie uratował Mikołaj, wykazując ich niewinność.
Po zakończonej kampanii cesarz Konstantyn skazał na śmierć trzech dowodzących wyprawą oficerów oskarżonych o nadużycia. W noc przed egzekucją oficerowie błagali w modlitwach Mikołaja o pomoc. Biskup przyśnił się wtedy Konstantynowi i rzymskiemu prefektowi, zaświadczając o niewinności skazanych i wskazując winnych. Rano przed obliczem senatu, oficerowie zostali uniewinnieni i wysłani do Mikołaja z bogatymi darami.
Innym razem Mikołaj, kierowany gorącą pobożnością i nabożeństwem do Męki Pańskiej, postanowił odbyć pielgrzymkę do Jerozolimy. W czasie podróży morskiej pielgrzymów zaskoczyła wielka burza. Wydawało się, że statek zatonie. Marynarze zaczęli prosić Mikołaja o wstawiennictwo do Boga. Święty Mikołaj wzniósł oczy ku niebu, burza uciszyła się i statek ocalał. Kiedy zaś spadł z pomostu marynarz, Mikołaj wzywając imienia Boga, wskrzesił go z martwych. Tradycja głosi, że święty biskup Miry wskrzesił także trzech młodych ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że nie uregulowali należności.

Wciąż trawiła go troska o zbawienie dusz grzeszników. Wielu złodziei skłonił do skruchy i zmiany życia, a także do zwrotu zagarniętych kosztowności.

Kto obdarowuje, ten zyskuje

Biskup Mikołaj zmarł 6 grudnia, w wieku około 70 lat (pomiędzy 345 a 352 rokiem, nie znamy dokładnej daty). Podobno w chwili śmierci patronowi mikołajek ukazali się aniołowie i rozbrzmiały chóry anielskie. Biskup pochowany został w Mirze, jednak w 1087 roku, w obawie przed profanacją grobu przez Turków, ciało świętego zostało przeniesione do Bari w Południowej Italii.

Mikołaj pomagał potrzebującym także po śmierci; znany jest na przykład przekaz o tym, że ukazał się we śnie kapitanowi statku, który płynął z Aleksandrii do Konstantynopola i skłonił go do zawinięcia do portu w głodującym mieście Andriake. Tam wyładowano na ląd sto korców zboża, które rozdzielono między głodujących mieszkańców miasta ratując im życie. Gdy statek dopłynął do Konstantynopola okazało się, że w ładunku niczego nie brakuje.

W dzisiejszym dniu pamiętajmy, aby obdarować swoich bliskich nie tylko prezentami, ale dobrem, bo to nam chce przekazać św. Mikołaj. Dobro wraca, a kto obdarowuje, ten zyskuje.