fbpx
piątek, 17 maja, 2024
Strona głównaFelietonKto rządzi Unią Europejską?

Kto rządzi Unią Europejską?

Jedna z telewizji internetowych poprosiła mnie o wypowiedź do filmu na temat Europejskiego Zielonego Ładu. Ostatnie pytanie brzmiało: Dlaczego Unia Europejska tak bardzo forsuje zieloną politykę?

Moją wypowiedź zacząłem od tego, że na początku należy sobie odpowiedzieć na pytanie: kto rządzi Unią Europejską? Nie są to bynajmniej – jakby się wszystkim wydawało – eurokraci w rodzaju Niemki Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, Belga Guya Verhofstadta, przewodniczącego grupy liberalnej w Parlamencie Europejskim, czy wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej: Holendra Fransa Timmermansa, Czeszki Věry Jourovej albo Dunki Margrethe Vestager, która nawiasem pisząc, jako komisarz ds. konkurencji bezczelnie faworyzowała koncerny duńskie, tym samym dyskryminując na przykład firmy polskie.

Eurokraci zajmujący takie stanowiska z reguły są wyłącznie kukiełkami. Za sznurki pociąga ktoś inny. No więc kto? Ostatnie afery korupcyjne na najwyższych szczytach unijnej władzy pokazują, że za sznurki za pomocą potężnych łapówek pociągają bardziej lub mniej legalnie działający lobbyści. W Parlamencie Europejskim wybuchała obejmująca coraz szersze kręgi sprawa greckiej socjalistki Evy Kaili, wiceprzewodniczącej PE, która została oskarżona o łapówkarstwo, udział w grupie przestępczej i pranie brudnych pieniędzy. Neelie Kroes, była wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za agendę cyfrową, osobiście miała lobbować na rzecz amerykańskiego Ubera, a Didier Reynders, unijny komisarz ds. sprawiedliwości, był podejrzewany o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Sędzia Koen Lenaerts, przewodniczący Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, według francuskiej gazety „Libération” miał handlować wpływami, a pracujący w Europejskim Trybunale Obrachunkowym audytor Karel Pinxten został skazany za oszustwa finansowe. Nie chodzi tylko o prymitywne łapówki, ale także inne zachęty. Prezydent Rosji Władimir Putin płaci intratnymi stanowiskami, na które połasili się m.in. były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, były kanclerz Austrii Wolfgang Schuessel, Marion Scheller z niemieckiego ministerstwa gospodarki, była minister spraw zagranicznych Austrii Karin Kneissl czy były premier Finlandii. No ale przecież ci wszyscy lobbyści rozdający łapówki i stanowiska też nie reprezentują zwykle własnych interesów, ale interesy swoich mocodawców. Ktoś ich posłał, by zakulisowo wywrzeć presje na eurokratów.

Z obrazu, jaki się wyłania w tym zapętlonym euroświecie, mamy poszlaki, na podstawie których można próbować wysnuwać pewne wnioski. Ludzi, na rzecz których zakulisowo działają lobbyści, podzieliłbym na cztery grupy. Po pierwsze, są to wielkie, zwykle międzynarodowe korporacje. To firmy farmaceutyczne najwięcej zyskały na wymuszaniu brania preparatów przeciwko koronawirusowi. Przewodnicząca von der Leyen broni się przed wyjaśnieniem podejrzanych szczegółów dotyczących „negocjacji” cen preparatów z szefem firmy Pfizer. Czy to wysłannicy niemieckiego przemysłu najpierw lobbowali za fotowoltaiczną i wiatrakową rewolucją, a teraz za kupowaniem pomp ciepła, bo je wytwarzają? A kto wywalczył będący całkowitym zaprzeczeniem oficjalnego stanowiska Brukseli o usuwaniu barier w usługach pakiet mobilności, który blokuje optymalne możliwości alokacji zasobów, jakie zapewniają rozwiązania wolnorynkowe? „Mamy do czynienia z jawnym układem kilku najsilniejszych państw UE. Te pod pretekstem zielonej rewolucji próbują zrobić po prostu wielki biznes. W końcu większość nowoczesnych, lansowanych przez media zielonych technologii powstaje właśnie u nich i jest importowana do reszty mniej zamożnych krajów” – pisze Robert Zawadzki, publicysta specjalizujący się w tematyce klimatyczno-energetycznej i geopolitycznej, w książce pt. Odnawialne źródła władzy. Polityka klimatyczna jako oręż podboju świata.

Czeski europoseł Petr Mach kilka lat temu zwrócił mi uwagę, że to stowarzyszenie producentów żarówek wnioskowało do Komisji Europejskiej i dokładnie napisało, jak regulacja dotycząca zakazu tradycyjnych żarówek powinna wyglądać. Mach widział ten list i potem widział wdrożoną regulację. Były identyczne! Z kolei nieżyjący już europoseł Michał Marusik opowiadał mi, że bardzo wiele standardów ustanawianych dla jakichś grup produktów czy usług są to standardy, które wyraźnie preferują pewne przedsięwzięcia czy pewne koncerny. To tak, jak się na polskim rynku mówi „ustawiony przetarg”, czyli przetarg, którego warunki podane są w taki sposób, że spełnić je może tylko jedna firma. Na przykład – mówił Marusik – wprowadzono zakaz usuwania płodu metodami chemicznymi, ale dodano jeden wyjątek dla jednej konkretnej tabletki produkowanej przez jeden konkretny francuski koncern. Jak to się dzieje, że niemieccy eurodeputowani zwykle kierują najważniejszymi – gospodarczymi czy dotyczącymi przemysłu – komisjami w Parlamencie Europejskim?

Druga grupa to banksterzy. To oni z pewnością stoją za pomysłem stopniowego rugowania gotówki z obrotu. To dlatego, że zarabiają gigantyczne kwoty na transakcjach bezgotówkowych, a chcą jeszcze więcej. W tym przypadku ich interesy z interesami polityków są zbieżne, bo dzięki eliminacji gotówki na rzecz obrotu bezgotówkowego ci drudzy będą mieli pełny obraz sytuacji finansowej każdego człowieka. To nic innego jak „totalitarna inwigilacja”, ocenił Richard Koller, prezes Ruchu Wolnej Szwajcarii. A przecież i jednym, i drugim chodzi i o pieniądze, i o kontrolę. Można się też domyślać, że to banksterzy stoją za pomysłami „ratowania” Grecji kolejnymi kredytami czy tworzenia narzędzi kontroli nad krajami członkowskimi, takich jak unijny Fundusz Odbudowy, których celem jest dalsze zadłużanie nieświadomych niczego podatników i przyszłych pokoleń.

Trzecia grupa to służby specjalne krajów Unii Europejskiej. Trzeba tu brać pod uwagę przede wszystkim służby państw poważnych, czyli niemieckie i francuskie. To one działają na korzyść własnych krajów nie tylko z politycznego punktu widzenia, ale i gospodarczego. Uzupełniają lobbystów podsyłanych eurokratom przez krajowe korporacje. Te działania z oczywistych względów skoro są korzystne dla tych krajów członkowskich, na rzecz których one działają, jednocześnie zwykle są niekorzystne dla pozostałych, takich jak Polska, Węgry czy Grecja. Bo to truizm, że interesy krajów członkowskich Unii Europejskiej bardzo często nie tylko nie są zbieżne, ale często są rozbieżne.

Jednak wydaje się, że najbardziej niebezpieczna jest grupa czwarta. To służby specjalne poważnych państw pozaunijnych działające na szkodę Unii Europejskiej. Jakie służby mogą tu wchodzić w grę? Przede wszystkim państw, dla których Wspólnota jest konkurentem gospodarczym czy też geopolitycznym wrogiem. W latach 2000–2021 udział przemysłu w PKB Unii Europejskiej spadł z 18 proc. do 15 proc., co prawdopodobnie jest pokłosiem zielonej polityki. Komu więc zależy na gospodarczym i politycznym osłabieniu Wspólnoty? Wydaje się, że chodzi przede wszystkim o Stany Zjednoczone i Rosję. I to one – niekoniecznie z tych samych powodów – mogą suflować Brukseli wdrażanie zielonego wariactwa.

Przed wojną na Ukrainie na unijnej polityce energetyczno-klimatycznej ewidentnie zyskiwała przede wszystkim Rosja. Uruchomienie Nord Streamu spowodowało wzrost eksportu rosyjskiego gazu ziemnego. Unijne regulacje antyprzemysłowe i dotyczące CO2 doprowadziły do redukcji wytwarzania stali i aluminium we Wspólnocie na rzecz zwiększenia zainteresowania tańszymi wyrobami rosyjskich hut, a efektem zamykania kopalni była konieczność importu węgla z Syberii. Niedawno wyszło natomiast na jaw, że Alessia Virone, dyrektor amerykańskiej organizacji ekologicznej Clean Air Task Force, miała przygotować Juttcie Paulus, niemieckiej europosłance Zielonych, poprawki do unijnego rozporządzenia dotyczącego redukcji emisji metanu w sektorze energetycznym. Z kolei ofiarami amerykańsko-rosyjskiej wojny na Ukrainie są nie tylko Ukraińcy. Jej skutkiem będzie też poważne gospodarcze osłabienie dwóch konkurentów Waszyngtonu: wykrwawiającej się na polu bitwy Moskwy oraz Berlina, który musiał pozrywać kontakty gospodarcze z Rosją. Z pewnością swoje palce w unijnej polityce maczają też najlepsze służby świata, czyli izraelskie (dziennik „The Guardian” poinformował niedawno, że grupa hakerów dowodzona przez byłego oficera Mossadu manipulowała w 33 wyborach prezydenckich na całym świecie), a także arabskie (co pokazuje Katagate, choć być może za nimi stoją inne siły) oraz być może chińskie, chociaż dla tego ostatniego państwa Unia Europejska jest głównie klientem, a z geopolitycznego punktu widzenia Pekinu Europa to tylko mały półwysep na końcu euroazjatyckiego kontynentu.

W czyim więc interesie Unia Europejska forsuje coraz bardziej absurdalne pomysły: ten cały ETS, konkluzje BAT i inne regulacje, zakaz samochodów spalinowych, zakaz kotłów węglowych, gazowych i olejowych, robaki w jadłospisie, przymusowe odłogowanie ziemi rolnej, wyłączenie olbrzymich powierzchni lasów z gospodarki czy zalanie gruntów rolnych w Polsce? Internauci sugerują, że na przykład „deal z likwidacją rolnictwa w Europie Centralnej polega zdaje się na tym, że w zamian za import niemieckich samochodów kraje Ameryki Południowej (np. Argentyna, Urugwaj) będą mogły sprzedawać swoje produkty rolnicze na pustym europejskim rynku. Tracimy my, zyskują Niemcy…”. Być może. Czy wyjdzie na jaw, kto konkretnie stoi za zmuszaniem do realizacji unijnej polityki energetyczno-klimatycznej (przeciek z dyrektor Virone już jest)? Czy nie są to te same rządy, fundacje i korporacje, które finansują obłąkany projekt C40 Cities, czyli m.in. rząd Niemiec i Danii, fundacje Sorosa, Fundacja HP, Ikea, Velux, Google, FedEx, American Express, L’Oreal? Czy ktoś za to odpowie? Bo nikt nie pytał Europejczyków o zgodę w tej kwestii, mimo że zielona polityka wywróci ich życie do góry nogami. A jest ona narzucana siłą, tak samo jak choćby zwalczanie kułaków i kolektywizacja wsi w ZSRR czy likwidacja prywatnego handlu w Polsce Ludowej.

Problem jednak nie polega na tym, że różne grupy wpływu chcą rządzić. I państwa czy w szczególności Unia Europejska na to pozwala. Grupy interesu zawsze chciały, chcą i będą chciały wtrącać się do polityki, by coś na tym zarobić. Fundamentalny problem polega na tym, że normalnością stała się aberracja, iż politycy (w tym wypadku eurokraci) mogą bezkarnie i bez żadnej odpowiedzialności wprowadzać regulacje, zakazy, limity, ograniczenia, normy, podatki, kary, których oficjalnym celem jest zmiana zachowania podmiotów na rynku. W ten sposób państwo nie powinno ingerować w gospodarkę ani w życie wolnych ludzi, a co dopiero twór międzynarodowy. Rynek powinien być domeną wyłącznie konkurencyjnego sektora prywatnego, a szczególnie w przypadku tzw. sektorów strategicznych. Bo państwo, czyli politycy potrafią wszystko tylko zepsuć, a w najlepszym razie zmonopolizować. I właśnie za sprawą tych wszystkich kwestii, którymi zajmuje się Bruksela (kolejne obszary, jak lasy czy obrona, planuje przejąć), a którymi zajmować się nie powinna, Unia Europejska stała się terenem totalnej wojny brudnych sił, które działają na niekorzyść mieszkańców Wspólnoty, konsumentów i podatników.

Tomasz Cukiernik

Tomasz Cukiernik
Tomasz Cukiernik
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i wydawca, a z zamiłowania – podróżnik. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego oraz studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jest autorem książek: Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka (2004) – II wydanie pt. Wolnorynkowa koncepcja państwa (2020), Dziesięć lat w Unii. Bilans członkostwa (2005), Socjalizm według Unii (2017), Witajcie w cyrku (2019), Na antypodach wolności (2020), Michalkiewicz. Biografia (2021) oraz współautorem biografii Korwin. Ojciec polskich wolnościowców (2023) i 15 tomów podróżniczej serii Przez Świat. Aktualnie na stałe współpracuje m.in. z miesięcznikiem „Forum Polskiej Gospodarki” (i z serwisem FPG24.PL) oraz tygodnikiem „Do Rzeczy”.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Unia Europejska jako niemieckie imperium w Europie

Dr Magdalena Ziętek-Wielomska stawia w swojej książce tezę, że unijne regulacje są po to, żeby niemieckie koncerny uzyskały przewagę konkurencyjną nad firmami z innych krajów członkowskich Unii Europejskiej.
6 MIN CZYTANIA

Rocznica członkostwa w Unii

1 maja mija 20 lat, odkąd Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Niestety w polskiej przestrzeni publicznej krąży wiele mitów i półprawd na ten temat. Dlatego właśnie napisałem i wydałem książkę „Dwadzieścia lat w Unii. Bilans członkostwa”.
4 MIN CZYTANIA

Urojony klimatyzm

Bardziej od ekologizmu preferuję słowo „klimatyzm”, bo lepiej oddaje sedno sprawy. No bo w końcu cały świat Zachodu, a w szczególności Unia Europejska, oficjalnie walczy o to, by klimat się nie zmieniał. Nie ma to nic wspólnego z ekologią czy tym bardziej ochroną środowiska. Chodzi o zwalczanie emisji dwutlenku węgla, gazu, dzięki któremu mamy zielono i dzięki któremu w ogóle możliwe jest życie na Ziemi w znanej nam formie.
6 MIN CZYTANIA