Ewa Gajewska miała sklep z ubraniami w skierniewickiej galerii – już go nie ma. Drugi lockdown, jak powracająca fala, zmiata jej biznes. Gwóźdź do trumny wbił właściciel obiektu nie godząc się ani na obniżkę czynszu, ani nawet na rozłożenie go na raty. Takich sytuacji jest mnóstwo – wynajmujący nie chcą płacić za najemców, a najemcy nie mają kogo prosić o rekompensatę za niezawinioną przez siebie sytuację. Idą więc do sądu.

Najemcy nie mogą już płacić takiego samego czynszu, jak przed pandemią, a przecież ten i tak nigdy nie był niski. Tylko część właścicieli galerii (wiedząc, że zdalna sprzedaż i tak skłania wielu przedsiębiorców do opuszczenia podnajmowanych lokali) stara się jeszcze wczuć w sytuację najemców zgadzając się na obniżenie opłat. Tylko cześć, bo wielu już się nie godzi. Owszem, godzili się na to jeszcze w czasie pierwszego, zeszłorocznego lockdownu, czyli wiosną 2020. Dziś już nie chcą. Sami płacić muszą koszty stałe, a nie są gminą czy spółdzielnią mieszkaniową, żeby mogli sobie pozwolić na takie „rabaty”.

Nic już nie daje najemcom odwoływanie się do solidarności społecznej. Balcerowiczowska, silnie zideologizowana rzeczywistość III RP, z rozmysłem skonstruowana pod „zdrowych, młodych i zaradnych” (oraz z koneksjami!) tak ludzi ogłupiła, że naturalne ludzkie odruchy współczucia w biznesie wzbudzają dziś pogardliwe wzruszenie ramion.

Sądy z empatią

Pierwsza wygrana sprawa przeciwko wynajmującemu jest już faktem. Szczeciński sąd obniżył skarżącej czynsz o blisko 70 procent. Właściciel lokalu – pomimo próśb, błagań i przekonywań, że agencja żyje tylko z turystyki krajowej, nie zgodził się na obniżenie dzierżawcy czynszu. Przedsiębiorczyni narosły długi i postanowiła udać się do sądu.

– Nadzwyczajna sytuacja jest dobrą podstawą do roszczenia o obniżenie czynszu przez czas, gdy klient osiągał zerowe obroty lub znacząco niższe niż w latach poprzednich. Sąd porównał przychody wynajmującego lokal z czasu pandemii z latami poprzednimi – tłumaczy mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz&Sosnowski. – Przecież wystąpienie epidemii nie zostało wzięte pod uwagę przy negocjowaniu warunków finansowych dzierżawy oraz podczas podpisania umowy. Czynsz został przez sąd obniżony proporcjonalnie do spadku przychodów najemcy.

Takich sytuacji będzie z pewnością coraz więcej, bo ścieżka prawna została już tu przetarta. Według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, między styczniem 2020 a styczniem bieżącego roku, same zaległości czynszowe Polaków wzrosły o 20 mln zł – do 175,6 mln zł. Z tego 15,7 mln zł to długi wynajmujących lokale firm. Liczba dłużników co prawda spadła; z ponad 9,1 do 8,5 tys. osób, ale przeciętna wartość długu wzrosła. Według danych zgromadzonych w BIG InfoMonitor średnia wartość zaległego czynszu przypadająca na firmę wynosi 37 511 zł. Długi te rosną, bo co z tego, że restauracja, bar czy salon kosmetyczny nie działają, skoro właściciel lokalu nadal każe sobie płacić pełną kwotę za dzierżawę nie zgadzając się na jakiekolwiek ustępstwa.

Państwo powinno wyrównywać?

Co ciekawe, osoby prowadzące działalność w lokalach należących do miasta, gdzie pieniądz nie jest obracany kilka razy przez prywatnego właściciela, bez problemu uzyskiwały (i uzyskują!) obniżki lub umorzenia czynszu. Przedsiębiorcy, których lokale należą do właściciela komercyjnego już na taką wyrozumiałość wynajmujących nie mogą liczyć. Mała obniżka lub niewielkie odroczenie płatności niewiele pomagają.

Z drugiej strony, dlaczego właściciele kamienic czy galerii mają być zawsze „dobrymi wujkami”? Sami są często w kiepskiej sytuacji. Sami czekają na zmiłowanie PFR, by dostać pomoc tarczową, a koszty podatkowe, mediów, prądu, sprzątania itp. muszą pokrywać na bieżąco. Jakże łatwo być Janosikiem na czyjś koszt.

Oczywiście w jakimś sensie takim Janosikiem jest też państwo, gdy jednym podatnikom pieniądze zabiera, by dopłacać innym. Taka jednak jest także rola państwa, które powinno organizować działania w ramach solidaryzmu społecznego. Może to więc ten państwowy adres jest właściwszym adresem, pod który powinien zgłosić się przedsiębiorca mordowany koronakryzysem i epidemicznymi szykanami, a nie druga firma, która często znajduje się w podobnie złej sytuacji, w podobnym kryzysie, co bankrutujący najemca.