Projekt ustawy o zmianie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji kilka dni temu trafił do błyskawicznych konsultacji. Błyskawicznych, bo sprawa rozstrzygnąć ma się zaledwie w dwa tygodnie. To zdumiewające, zważywszy na to, że chodzi przecież o wielomiliardowe inwestycje związane z siecią 5G. A przy okazji o dobre relacje gospodarcze z Chinami.

Projekt zawiera ocenę ryzyka dla dostawców sprzętu lub oprogramowania, istotnego dla podmiotów krajowego systemu cyberbezpieczeństwa. Sprawa jest niezwykle istotna z punktu widzenia budowy w Polsce sieci 5G, więc dziwić nie powinno, że wzbudza ogromne zainteresowanie. Niestety, przy okazji wzbudza też sporo kontrowersji. Wystarczy jednak zagłębić się w jego treść, by zrozumieć dlaczego.

Nowelizacja zakłada, że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, czyli ciało doradcze działające od 2018 roku przy Radzie Ministrów, otrzyma kompetencje do oceny ryzyka dostawców sprzętu lub oprogramowania istotnego dla krajowego cyberbezpieczeństwa i bezpieczeństwa narodowego.

Jakie kryteria oceny ma – według projektu – brać pod uwagę?

  1. Stopień i rodzaj powiązań pomiędzy dostawcą sprzętu lub oprogramowania a państwem jego pochodzenia
  2. Prawodawstwo tego państwa w zakresie ochrony praw obywatelskich i praw człowieka
  3. Strukturę własnościową dostawcy sprzętu lub oprogramowania
  4. Zdolność ingerencji państwa pochodzenia dostawcy w swobodę działalności gospodarczej dostawcy sprzętu lub oprogramowania

Brakuje w nim natomiast jasnych standardów technicznych, brakuje przejrzystego procesu decyzyjnego. Nie ma więc żadnych złudzeń, że projekt zainspirowany jest oczywistymi względami politycznymi.

Sporządzona przez Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa ocena ryzyka dostawcy określi trzy stopnie ryzyka. Najwyższy przewidziany jest dla firm, które stanowią poważne zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa państwa i jednocześnie dla których zmniejszenie poziomu tego ryzyka przez wdrożenie środków technicznych lub organizacyjnych nie jest możliwe.

Po oficjalnym ogłoszeniu wstępnych wyników oceny operatorzy będą musieli w ciągu pięciu lat usunąć z ich obecnych sieci cały sprzęt od dostawców ocenionych jako „dostawcy wysokiego ryzyka”. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by domyślić się, że celem projektu ma być firma Huawei. Każdy, kto choć trochę łączy fakty, od razu odkryje, że chodzi o to, by „legalnie” wykluczyć Huawei z budowy 5G w Polsce.

5G to „odwieczny” przedmiot sporu między Chinami, a Stanami Zjednoczonymi. Bezpieczeństwo tej sieci nie jest już kwestią czysto techniczną, ale zostało ściśle powiązane z geopolityką. Nie jest żadną tajemnicą, że USA nałożyły sankcje na Huawei, a prezydent Donald Trump i jego administracja gdzie tylko mogą, nieustannie lobbują za wykluczeniem chińskiej firmy pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa narodowego. Nic dziwnego, że niemal cały technologiczny świat i wszystkie firmy telekomunikacyjne zostały mimowolnie zaangażowane w ten spór. Niektóre kraje zostały zmuszone do wyboru jednej strony konfliktu, ale większość jest w stanie znaleźć równowagę między dwoma biegunami.

15 lipca oficjalnie ograniczenia dla Huawei wprowadził rząd Wielkiej Brytanii. „The Economist” przyznał, że decyzja o wdrożeniu 5G bez Huawei jest wynikiem wyłącznie politycznych rozgrywek, ponieważ Wielka Brytania po Brexicie chętna jest do zawarcia umowy handlowej z USA i Australią, a rząd Wielkiej Brytanii doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji upolitycznienia kwestii związanych z 5G. Tamtejszy minister kultury, Oliver Dowden, przyznał, że zakaz dla Huawei opóźni wdrożenie 5G w Wielkiej Brytanii o kolejny rok, a koszt przedsięwzięcia wzrośnie o 1 miliard funtów.

Warto w tym miejsce zadać pytanie, czy wykluczenie Huawei w stu procentach zagwarantuje bezpieczeństwo sieci 5G? Większość ekspertów jest zdania, że nie – a przy okazji przyczyni się do ograniczenia konkurencji oraz zwiększy koszty budowy sieci 5G.

Jak może to wyglądać w Polsce? W przypadku wykluczenia Huawei z naszego rynku bezpośrednie straty ekonomiczne największych polskich operatorów mają przekroczyć 8,5 mld euro. Kto poniesie ten koszt? Rząd czyli podatnicy? Czy operatorzy, czyli… polscy konsumenci? Na jedno w zasadzie wychodzi. Efektem będzie również poważne opóźnienie wdrożenia 5G w Polsce. W okresie po epidemii wywrze to negatywny wpływ na ożywienie gospodarcze Polski.

Warto też zastanowić się, czy Polsce potrzebne jest gwałtowne pogorszenie relacji z Chinami (do czego ustawa wymierzona w Huawei z całą pewnością doprowadzi), czyli drugim co do wielkości naszym partnerem handlowym. W 2019 roku obroty handlowe między Polską a Państwem Środka sięgnęły 33,4 miliardów dolarów. Chiny to ogromny rynek zbytu, z populacją sięgającą 1,4 mld.

To jasne, że Stany Zjednoczone są i pozostaną naszym najważniejszym sojusznikiem. Czy jednak to oznacza, że Polska powinna wybiegać „przed orkiestrę” i – kosztem swoich ekonomicznych interesów – tak jawnie psuć sobie relacje z Chinami, nakładając na siebie dodatkową presję polityczną i gospodarczą i narażając się na poważne finansowe straty?