Nie zachęcamy ani nie zniechęcamy przedsiębiorców do dochodzenia odszkodowań za niesłusznie zamrożoną działalność, jednak podejmowane obecne działania procesowe mogą nie mieć wystarczająco mocnych podstaw prawnych i będą daremne. Przy obecnym rozkładzie sił w polskim parlamencie mrzonką jest też przeprowadzenie ustawy odszkodowawczej. Co może więc okazać się skuteczne?

4,5-5 mld zł – tyle wynoszą, według Polskiej Federacji Fitness, straty branży spowodowane lockdownem. Z kolei Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) wylicza, że właściciele galerii handlowych stracili ok. 5 mld, a same tylko sklepy i punkty działające w tych obiektach nawet 30 mld zł. Zachęcane przez prawników, po odszkodowania do sądów wybierają się kolejne branże i sektory. Bazą do wysuwania roszczeń są przepisy konstytucyjne oraz wyroki sądów administracyjnych. Ich uzasadnienia są jednoznaczne: obostrzenia i rygory związane z ogłoszoną pandemią należy wprowadzać za pomocą ustaw – nie rozporządzeń. W tym duchu wypowiedział się 27 października 2020 r. WSA w Opolu, w nieprawomocnym wyroku (II SA/Op 219/20) oraz WSA w Warszawie 26 listopada 2020 r. (VIII SA/Wa 491/20).

Grupowo czy indywidualnie?

Przedsiębiorcy mogą składać pozwy indywidualne lub grupowe. 7 stycznia br. kancelaria Dubois i Wspólnicy wysunęła pierwszy zbiorowy pozew przeciwko Skarbowi Państwa za szkody wywołanie wprowadzeniem zakazu prowadzenia działalności. Jak wskazują jednak dane Ministerstwa Sprawiedliwości, w latach 2010-2015 zaledwie ok. 38 procent spraw w postępowaniu grupowym było rozpoznane merytorycznie.

– W 2016 r., spośród trzydziestu złożonych pozwów grupowych aż piętnaście zostało odrzuconych i zwróconych, a kolejne dwa zostały oddalone; ponad połowa ze złożonych pozwów była nieskuteczna – zauważa w swoim upublicznionym opracowaniu mec. Anna Çoban, z kancelarii Coban Legal. Sugeruje tym samym, że skuteczniejszą drogą prawną jest składanie indywidualnych pozwów, gdzie łatwiej jest wyliczyć realne straty każdej firmy. Jeśli sądy uznałyby, że przedsiębiorcy zostali poszkodowani bez wystarczających podstaw prawnych, dopiero po ewentualnej wygranej sprawie będą mogli oni wnioskować o odszkodowania. Sami muszą też dowieść, ile pieniędzy stracili.

Artykuł 417 KC

Zgodnie z treścią art. 417 KC „za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa”. Teoretycznie więc daje to podstawę do dochodzenia odszkodowania od państwa. Tyle, że tutaj zastosowanie może mieć nie art. 417 KC, tylko 417(1), bo premier skierował do TK wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności art. 417 KC w zakresie, w którym uprawnia on sądy do decydowania o tym, czy akt wykonawczy był zgodny z konstytucją, czy nie. Najpierw więc przedsiębiorcy muszą uzyskać tzw. prejudykat, że rozporządzenia covidowe są nielegalne, bo niezgodne z Konstytucją.

Ustawą? Wątpliwe, czy przejdzie

Projekt złożonej świeżo w Senacie specustawy, wypracowanej w konsultacji z przedstawicielami branż hotelarstwa, gastronomii, branży fitness i eventowej określa, że „każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu epidemii, w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2, służy roszczenie o odszkodowanie”. Odszkodowanie to ma obejmować wyrównanie straty majątkowej, ale bez korzyści, które poszkodowany mógłby osiągnąć, gdyby strata nie powstała. Zostałoby także pomniejszone o równowartość pomocy publicznej udzielonej poszkodowanemu. Czy jednak taki projekt ma szansę przejść procedurę legislacyjną w parlamencie?

To nie my powinniśmy płacić

Koronakryzys spowodował, że rośnie świadomość tego, czym jest Skarb Państwa oraz tzw. budżet rządu. Pozywając Skarb Państwa faktycznie wysuwamy roszczenia finansowe wobec samych siebie. Sprawy powinny się toczyć przeciwko konkretnym urzędnikom oraz instytucjom państwowym, które reprezentują. Należałoby udowodnić im, że wprowadzili restrykcje bez wystarczających podstaw prawnych, a następnie zobligować do zapłacenia za błędy z własnej kieszeni. To jest sprawiedliwsze rozwiązanie, które dotknęłoby osobiście tych, którzy zawinili, stanowiąc także odstraszającą naukę na przyszłość.

Odpowiedzialność urzędników państwowych za błędne decyzje reguluje od 17 maja 2011 r. ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych”. Niestety państwowi funkcjonariusze od lat pozostają bezkarni. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w latach 2011-2015 nie odnotowano prawomocnych wyroków skazujących urzędników na podstawie tej ustawy, a w roku 2016 był wydany jeden tylko wyrok – nieprawomocny.

Ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych może jednak stanowić zbyt wątłą podstawę prawną, by tylko na niej oprzeć wysuwanie ogromnych roszczeń odszkodowawczych. Przewiduje też stosunkowo niewielkie kary. Została napisana z myślą o karaniu skorumpowanych funkcjonariuszy publicznych rażąco naruszających prawo, a nie o wynagradzaniu przedsiębiorcom strat wynikłych z ich błędnych decyzji.

To nie oznacza jednak, że nie można, czy nawet nie powinno się już teraz formować takiego kierunku myślenia i rozważyć prawne możliwości pociągnięcia państwowych decydentów także do osobistej odpowiedzialności za wyrządzone firmom szkody. Tak, by do odszkodowań dołożyli się również ze swoich majątków.

„Mamy też, rzecz jasna, samą pandemię i niezdolność jej przezwyciężenia przez kraje biedne i wiele innych państw (…). Pandemia wykorzystywana jest jako odpowiednik wojny pozwalającej odwrócić uwagę od wielu spraw i usprawiedliwić liczne błędy” – uważa prof. Siergiej Karaganow, rosyjski historyk i ekonomista, dziekan Wydziału Gospodarki i Polityki Światowej Narodowego Uniwersytetu Badawczego – Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie (za: „Myśl Polska, nr 3-4).

Pozostawmy to bez komentarza.