Zachowując sceptycyzm wobec niektórych pomysłów polityków trzeba przyznać, że przekop Mierzei Wiślanej i to, co się z nim wiąże czy wiązać będzie, ma głęboki sens. Sens przede wszystkim biznesowy. Ale nie bez znaczenia jest także dobrze zdefiniowany aspekt zabezpieczenia się przed efektami zmiennych nastrojów naszego wschodniego sąsiada.

Obecnie, aby dotrzeć drogą wodną do Elbląga, trzeba przepłynąć przez Cieśninę Piławską. Ta zaś nie należy do Polski. Tylko od łaskawości Rosjan zawsze zależało i nadal zależy, czy polska jednostka zostanie przepuszczona przez ich wody. Przecież to absurd! Bywało nawet tak, że Rosjanie wyłapywali w cieśninie łodzie i jachty, które przekroczyły ich wodną granicę i ściągali je do Kaliningradu. Stamtąd właściciele musieli je potem odbierać na własny koszt. Sprawy były wyciszane, by nie tworzyć incydentów dyplomatycznych. Paraliżowało to ruch turystyczny.

Szkodliwe plotki

Nowy kanał ma mieć 22,8 km długości i 5 m głębokości, w tym przejście przez Zalew Wiślany – 10,176 km, a rzekę Elbląg – 10,381 km. Do samego portu w Elblągu będą mogły wpływać jednostki o zanurzeniu do 4 m, swobodnie będą mogły żeglować statki o długości 100 m i szerokości 20 m. Będzie to możliwe, bo inwestycja obejmie też przebudowę toru wodnego na rzece Elbląg i budowę mostu obrotowego w Nowakowie. Natomiast klasycznym fake newsem jest to, że kanał będzie można przepływać tylko łodziami i kajakami o zanurzeniu do 2,5 m. Plotki tego typu mają tylko ośmieszyć i zdezawuować przedsięwzięcie.

Bez wątpienia znacznie skrócona zostanie trasa żeglugowa pomiędzy Elblągiem a Gdynią (nawet do 39 mil morskich) i Gdańskiem (do 32 mil morskich). A skrócona droga to mniej samochodów w transporcie lądowym. Inwestycja sprzyja więc środowisku naturalnemu. Co równie ważne, przyniesie ona tylko dobre skutki ekonomiczne i biznesowe gminom położonym na trasie oraz dziesiątkom polskich firm zaangażowanym najpierw w samą budowę, a potem w utrzymanie nowego kanału we właściwym standardzie.

Samorządy chcą przekopu

Na początku września Urząd Morski w Gdyni zwiększył wartość kontraktu na budowę drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską. Prace przy przekopie Mierzei Wiślanej wyceniono początkowo na 880 mln zł. Teraz szacuje się, że inwestycja pochłonie w sumie w ciągu dwóch lat około 1,9 mld zł.

Dużo? Dużo, jeśli słuchamy jedynie sceptyków głoszących, że ta kwota zwróci się dopiero w ciągu kilkuset lat. Tego rodzaju budowa to nie inwestycja w fundusz, który ma przynieść określoną roczną stopę zwrotu. Przy tak fantastycznej estymacji nie wzięto pod uwagę niewątpliwych korzyści, jakie udrożniony kanał przyniesie gminom położonym wzdłuż trasy żeglugowej. Pominięto całkowicie zwiększone wpływy z turystyki jachtowej, zyski z hotelarstwa i gastronomii. A także zyski samego Elbląga z ruchu pasażerskiego.

Nie oszukujmy się, Mierzeja Wiślana jest wyjątkowo słabo zurbanizowana. Wszystkie miejscowości położone w jej polskiej części, za wyjątkiem Gdańska, były niegdyś wioskami rybackimi. Dziś bez cienia przesady można mówić o niedostatecznie wykorzystanych walorach turystycznych. Wykonanie przekopu pozwoli rozwinąć też projekty rozpoczęte przez miasta północnej Polski w czasach, gdy istniał jeszcze ruch wodny do Kaliningradu. Skorzystają: Krynica Morska, Tolkmicko, Braniewo, Frombork, Sztutowo i miejscowości przyległe. Udana inwestycja zainicjuje rozbudowę infrastruktury turystycznej, a także remonty nabrzeża (jak w przypadku Tolkmicka) oraz modernizację i rozbudowę portu we Fromborku.

Nic więc dziwnego, że większość samorządów nad Zalewem Wiślanym popiera przekop widząc w nim szansę na rozwój gospodarczy całego regionu. Inwestycja umożliwi też dotarcie do portu statków różnych bander – nie tylko polskich, ale i z innych krajów UE.

Zamówienia dla firm

Z całą pewnością przekop przyniesie kontrakty dziesiątkom polskich firm podwykonawczych oraz zatrudnienie dla setek, jeśli nie tysięcy pracowników. To bezapelacyjna korzyść ekonomiczna. Tego rodzaju inwestycje, animowane, a nawet wprost finansowane przez centralne władze, nikogo nie dziwią w rozwiniętych krajach. Gdy piszemy ten artykuł, już dziewięć firm złożyło oferty w przetargu na drugą część budowy drogi wodnej łączącej Zatokę Gdańską z Zalewem Wiślanym. Urząd Morski w Gdyni przeznaczy na tę inwestycję co najmniej 687,5 mln zł. Oferty firm opiewają na kwoty od 492,9 mln do 968,8 mln zł.

Przekop Mierzei Wiślanej staje się faktem. Trwają już prace przy inwestycji „Budowa drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską”. W rejonie samej zatoki wykonywany jest port osłonowy. Zakończenie inwestycji planowane jest już na wrzesień.

– Obecnie trwają prace na morskim odcinku falochronu zachodniego – potwierdza Bartosz Zabłocki, kierownik robót hydrotechnicznych z konsorcjum NDI/Besix. – Budujemy grodzie, czyli rząd dwóch ścianek. W najbliższym czasie planujemy rozpocząć główne roboty czerpalne, pozwalające nam na przyjęcie statków ze Skandynawii z kamieniem hydrotechnicznym, który zostanie wykorzystany do budowy narzutów na falochronie wschodnim i zachodnim – dodaje.

Lokalni podwykonawcy

Dostawy potrzebnego do budowy kamienia będą realizowane nie tylko ze Skandynawii, ale także z polskich kopalń na południu kraju. Wykonawcy to też w zdecydowanej większości polskie firmy wywodzące się z regionu. Na terenie budowy zainstalowano już węzeł betoniarski, by zmniejszyć – w miarę możliwości – transport po lokalnych drogach. W północnej i południowej części powstającego kanału trwają roboty ziemne. W miejscu nowej śluzy powstaje szczelna przesłona w technologii jet-groutingu.

Zaczęła się też budowa dwóch mostów obrotowych umożliwiających zachowanie płynności ruchu samochodowego niezależnie od przepływających kanałem jednostek. Prace widać szczególnie przy moście południowym, który ma zostać oddany do użytku w połowie przyszłego roku, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu turystycznego. Powstaje także budynek bosmanatu – trwają prace murarskie na kondygnacji parteru oraz roboty żelbetowe na stropach. Są już wykopy, nasypy, humusowanie skarp, stabilizacja.

Na Zalewie Wiślanym będzie też zlokalizowana sztuczna wyspa – widać już zarys jej budowy w centralnej części zalewu na wysokości Przebrna, w odległości około 2,5 km od brzegu Mierzei Wiślanej. Ma ona być jednym z elementów inwestycji kanału żeglugowego przez mierzeję i docelowo siedliskiem dla ptaków znajdującym się pod opieką profesjonalnych ekologów.

Polityczna przepychanka

Przekop Mierzei nie tylko nie podoba się niektórym organizacjom „ekologicznym”, ale i części opozycji. Okoniem stanęła europosłanka KO Róża Thun. Zorganizowała nawet w tej sprawie spotkanie z unijnym komisarzem ds. środowiska Virginijusem Sinkevičiusem. Usiłowała go przekonać, że inwestycja jest szkodliwa dla natury, wygeneruje tylko koszty, a i tak nie zwiększy bezpieczeństwa Polski. Europosłanka powinna jednak wiedzieć, że tego rodzaju inwestycje są wewnętrzną sprawą każdego z państw członkowskich, więc organów UE nie powinno się do tego mieszać.

Warto też przypomnieć, że w głosowaniu 24 lutego 2017 roku nad specustawą umożliwiającą budowę kanału przez Mierzeję Wiślaną 401 posłów było za, a przeciw jedynie 9 (18 wstrzymało się od głosu). Był więc właściwy czas i miejsce na polityczną kontestację inwestycji.