Fot. Pixabay

– Przez zaledwie 30 lat pod rządami Borgiów we Włoszech mieli wojnę, terror i rozlewy krwi, ale też Michała Anioła, Leonarda da Vinci i renesans. W Szwajcarii mieli za to 500 lat spokoju, ciszy, demokracji i co z tego wyszło? Zegar z kukułką – mówi bohater grany przez Orsona Wellesa w „Trzecim człowieku”. W swojej ponad 60-letniej historii Wspólnota Europejska wydawała się pochłonięta radosnym paradoksem zegara z kukułką: oaza dobrobytu z możliwością wsparcia przez amerykańskie wojsko, gdyby pojawił się jakiś problem. Jak wielokrotnie powtarzano: UE to ekonomiczny gigant, choć polityczny karzeł, który nie chce, aby jego głos był słyszany na całym świecie.

XXI wiek przyniósł "europejskim federastom" kilka niespodzianek: zwycięstwo Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydenta USA związane z jego realną groźbą zaprzestania ochrony Europy, jeśli ta "nie zacznie znów współpracować"; ogromny rozwój Chin i wynikająca z tego zimna wojna między Stanami a Państwem Środka; no i „cios” Wielkiej Brytaniiw w postaci brexitu.

Zdając sobie sprawę z tej sytuacji, Komisja Europejska pod przywództwem Ursuli von der Leyen obiecała, że ​​zastosuje geostrategiczny zwrot i „zacznie mówić językiem władzy”. Tyle że akurat pojawiła się pandemia koronawirusu, a wraz z nią kilka nowych pytań. Najważniejsze z nich to takie: „Czy UE to wszystko przetrwa?”. „I czy przetrwa wielostronny porządek, jaki znamy?".

Podczas pierwszego aktu kryzysu widzieliśmy, że brak koordynacji między partnerami europejskimi i zwracanie uwagi na ratowanie tylko swoich krajów, zdominowało działalność wszystkich europejskich państw. Przy czym zdarzały się epizody tak haniebne, jak odmowa dostarczenia środków medycznych do Włoch lub nieskoordynowane zamknięcia granic w strefie Schengen – działania przypominające najgorsze momenty kryzysu "uchodźczego".

Aby odzyskać osłabione przywództwo, Komisja Europejska stara się reagować i uczyć na błędach. Stara się powiększyć swoje kompetencje w dziedzinie zdrowia, szczególnie w celu zapewnienia dostaw środków medycznych i przygotowuje plan odbudowy europejskiej gospodarki o wartości 1,5 biliona euro, aby stawić czoła spustoszeniom spowodowanym przez koronawirusa. Jak miało to miejsce po bankructwie Lehman Brothers w 2008 r. i po wybuchu kryzysu zadłużenia w 2010 r., kraje peryferyjne ucierpią najbardziej, znów zaczną rozdrapywać rany między Północą a Południem. Według Europejskiego Banku Centralnego recesja może wynieść około 12% PKB strefy euro.

Trudności jest wiele. Z powodu różnic w stosunku do tego „drugiego planu Marshalla” Ursula von de Leyen musiała opóźnić swoje wystąpienie, początkowo zaplanowane na środę. Usiłując znaleźć rozwiązanie, Komisja Europejska wystosowała list do USA, aby otworzyć kran z publicznymi pieniędzmi i uratować firmy. Jak ostrzegają Hiszpania, Francja i Włochy, jeżeli tym środkom finansowym nie towarzyszą instrumenty solidarności wspólnotowej, jednolity rynek może nie przetrwać, ponieważ nie wszystkie państwa mają takie same siły, by stawić czoła kryzysowi. Innymi słowy: nie będzie już zegara z kukułką, przynajmniej nie dla wszystkich.

Wracając do Borgiów i Michała Anioła. Czy UE może mówić językiem władzy? Jak mówił Josep Borrell w tym tygodniu w rozmowie z hiszpańskimi korespondentami w Brukseli, koronawirus zaostrzył rywalizację między Pekinem a Waszyngtonem – z wzajemnymi oskarżeniami na temat pochodzenia wirusa – i pokazał, że Stany Zjednoczone zrzekły się roli światowego przywództwa, które było im przypisywane od końca ubiegłego wieku, co doprowadziło do paraliżu ONZ. W obliczu tego upadku Borrell woli patrzeć na szklankę w połowie pełną. – Pozytywne jest to, że w budowaniu nowego ładu świata Europa może odegrać pewną rolę – mówi.

Zadanie wydaje się niemal niemożliwe do wykonania, ale Wspólnota Europejska powstała na gruzach dwóch wojen światowych. Jak zapewnił Robert Schuman w 1950 r.: „Europa nie powstanie od razu ani w całości: będzie powstawała poprzez konkretne realizacje, tworząc najpierw rzeczywistą solidarność.”

Źródło: larazon.es