Zakotwiczenie przez obecny rząd ceny energii elektrycznej dla firm na stałym poziomie należy ocenić jako rozpaczliwe rozwiązanie w obliczu groźby – jak to określił niedawno rzecznik MŚP – „zachwiania struktury polskiej gospodarki i pozostawienia w niektórych branżach tylko korporacji”. Dobrze, że „coś” w końcu ma być zrobione. Po drodze wkradło się jednak kilka co najmniej niedomówień.

Co o nowym pomyśle wsparcia mikro, małych i średnich przedsiębiorców opowiada sam pan premier Mateusz Morawiecki?

– Wszystko to przemyśleliśmy w ten sposób, aby podmioty wrażliwe, samorządy, małe i średnie firmy mogły ten trudny czas najbliższych dwunastu, piętnastu miesięcy – do końca przyszłego roku, przejść w miarę suchą stopą i przetrwać w jak najlepszym stanie – przekonuje szef rządu.

Pod czeskim przewodem?

785 zł za MWh ma być ceną stałą obowiązującą przedsiębiorców być może jeszcze w tym roku, a przede wszystkim w roku przyszłym. Jest to jednak – gwoli zauważenia i prawdy – cena netto samej energii. Bo po doliczeniu preferencyjnego na ten rok 5-proc. VAT wyniesie ona już 824,2 złotego za MWh (chyba że VAT przyszłoroczny zostanie już całkowicie zniesiony?).

Tymczasem czeski rząd, który mógł dać przykład naszemu (bo żaden inny kraj w UE takiego rozwiązania nie wprowadził) ograniczył cenę energii elektrycznej dla MŚP o obrotach do 50 mln euro do 6 koron za 1 kWh prądu, jak również do 3 koron – za 1 kWh gazu. Cenę podał już z wliczeniem stawki VAT. Czeskie małe i średnie przedsiębiorstwa podłączone do wysokiego i bardzo wysokiego napięcia, będą miały limit cenowy ustalony na poziomie 80 proc. ich najwyższego zużycia w ciągu ostatnich pięciu lat. Teraz znajdźmy różnice dzielące rozwiązanie czeskie i rozwiązanie polskie…

Nie w Putinie problem, a nawet nie w Unii?

Jak twierdzą i opisują to w swoich wykresach eksperci fundacji Instrat, giełdowa cena energii skokowo wzrosła z 200-300 zł/MWh w pierwszym kwartale 2021 r. do 824 zł/MWh w grudniu tegoż roku.
A zatem ten „wystrzał” cen nastąpił, gdy nikomu jeszcze nawet nie śniło się o wojnie Putina z Ukrainą!

Przy tym ceny wzrosły wyraźnie bardziej, niż koszty wytwarzania prądu. Tak zwany Clean Dark Spread, czyli zysk liczony jako różnica między giełdową ceną energii elektrycznej (TGeBase) a kosztami zmiennymi (koszt paliwa i jego transportu, opłaty za emisję), osiągnął już w grudniu 2021 r. wartość ok. 340 zł/MWh.

Eksperci Instrat są też zdania, że nikt inny jak polskie, państwowe, quasimonopolistyczne koncerny – realizując zbyt wysokie marże na swoich klientach – w 70 proc. odpowiadają za tak duży wzrost ceny prądu. Tylko w 30 proc. mamy „zawdzięczać” to brakowi nowoczesnych linii przesyłowych (i stratom na przesyle energii elektrycznej) oraz cenom na giełdach energii determinowanych „zieloną polityką” z jej najnowszą, faktycznie paskudną odsłoną w postaci unijnego projektu Fit for 55.
Tu mamy jednak szczęście. Jak wynika z raportu Towarowej Giełdy Energii, średnia cena energii w UE na rynku spot spadła we wrześniu tego roku (w stosunku do sierpnia) o 20 proc. i wynosi 320 euro za MWh. Z kolei w Polsce, w tym samym okresie, obniżyła się jeszcze bardziej, bo o blisko 36 proc. w efekcie czego 1 MWh kosztowała 176,41 euro.

Skoro jednak te zbyt wygórowane marże na energię ustalane są przez podmioty państwowe i odbijają się w cenie końcowego produktu dla gospodarstw domowych i przedsiębiorców, to jaki jest sens zamrażać sztucznie końcową cenę? Sięgając w ten sposób prawą ręką do lewego ucha?

Polscy przedsiębiorcy zadowoleni?

– W kraju naszych południowych sąsiadów małe i średnie firmy z zadowoleniem przyjmują decyzję rządu, że ograniczenie cen energii wpłynie nie tylko na gospodarstwa domowe i osoby samozatrudnione, ale także na te firmy – donosi Pavel Cechl, publicysta komentujący zdarzenia gospodarcze i zmiany ekonomiczne na łamach portalu novinky.cz.

Czy polscy przedsiębiorcy też przyjmują „z zadowoleniem” decyzję rządu RP?

 

Poprzedni artykułIlu posłów ma to stowarzyszenie?
Następny artykułCoraz więcej osób na samozatrudnieniu