O roli mikromobilności w funkcjonowaniu dzisiejszych miast i ich mieszkańców opowiada nam założyciel Blinkee.city – Marcin Maliszewski.

Blinkee.city była pierwszą w Polsce i drugą na świecie firmą, która zajęła się wynajmem małych pojazdów elektrycznych – na początku były to skutery. Udostępniacie także polskim miastom elektryczne rowery i hulajnogi. Jesteście firmą polską, bazującą również na własnych opracowaniach z dziedziny elektroniki oraz IT. Jak to się wszystko zaczęło?

Zaczynaliśmy od miejskich skuterów elektrycznych. Firma została założona w 2016 r., a wystartowała 8 marca 2017 r. w stolicy tylko z sześcioma skuterami. Następnie rozszerzyliśmy działalność na Poznań i Trójmiasto, by w 2018 r. być już w 11 miastach Polski i w pięciu innych w krajach europejskich.

To był Pana pomysł?

Tak. Dojeżdżając do pracy zaobserwowałem, że wiele osób robi to w pojedynkę. Wszyscy stoimy w korkach, co jest uciążliwe i stresujące, a także – co tu dużo mówić – nieekologiczne. Wyszedłem więc z założenia, że należy umożliwić ludziom szybsze, a przy tym nieskrępowane docieranie do miejsca docelowego. Miasta żyją różnym rytmem w różne dni tygodnia, a i to potrafi się dynamicznie zmieniać, na co możemy elastycznie reagować. Jedno jest pewne: już wtedy wiedzieliśmy, że ludzie potrzebują niedużych pojazdów służących do przemieszczania się na krótkie odległości, tworzących wygodną alternatywę dla transportu samochodowego. Firmę założyliśmy we trzech: ja, mój brat Paweł i Kamil Klepacki, z którym znam się od czasów studiów. Wiedziałem, że możemy na siebie wzajemnie liczyć i że razem sprawdzimy, czy ten biznes ma sens.

Ma sens?

Ma ogromny sens! Gdybyśmy tego sensu nie widzieli, nie robilibyśmy tego. Od samego początku ważne było to, że mikropojazdy są efektywne energetycznie, ekologiczne, cichsze i zmniejszają niebezpieczny tłok na ulicach. Wzrasta też bezpieczeństwo przechodniów. Po co na kilka kilometrów brać samochód, skoro szybciej i taniej można dojechać skuterem, rowerem elektrycznym, a czasem nawet hulajnogą? Z takim stwierdzeniem zgadza się 83 proc. Polaków! Dzieci i młodzież stają się szybciej samodzielne. Nie liczą tylko na podwózkę przez rodziców, nie uczą się wygodnictwa. Także dorośli mogą swobodnie dojechać do pracy. Przedsiębiorca też nie musi błyszczeć limuzyną – dziś liczy się wygoda manewrowania, zwinność w ruchu oraz zdrowie psychiczne. Samochód dla wielu jest istną kulą u nogi – trzeba szukać miejsca parkingowego, płacić za nie, myć auto, serwisować je itp. Już badania z 2019 r. pokazywały, że dla połowy Polaków posiadanie samochodu nie świadczy o statusie społecznym, a obecna młodzież nie traktuje prawa jazdy jako czegoś niezbędnego do życia. Polska się zmienia i będzie zmieniać. Byłbym szczęśliwy, gdyby za zmianą nawyków Polaków podążał rozwój infrastruktury do poruszania się mikropojazdami oraz dalsza poprawa wygodnej komunikacji zbiorowej. Nasza działalność odciąża publiczną komunikację miejską i ją uzupełnia. I nie jest to tylko moje zdanie, ale opinia samorządowców, z którymi na co dzień współpracujemy.

A sens ekonomiczny?

To jest biznes, musi więc mieć sens ekonomiczny. Na początku działalności wyśmiewano nas. Dziś już chyba nikt się nie śmieje, bo sami ludzie stopniowo zmieniają nawyki. Należy jednak pamiętać, że nasze koszty są stałe, a w mniejszych ośrodkach miejskich ten sam biznes, żeby się opłacił, musi mieć wsparcie z kasy miejskiej. I tak się często dzieje, bo samorządowcy widzą, że ich miasto czy region nie będą smart bez nowoczesnej mikromobilności.

Zamierzacie się rozwijać także w małych miejscowościach?

Tak. Pomagamy mniejszym miastom przejść na bardziej zrównoważony transport. Jesteśmy już w 43 miastach Polski – różnej wielkości. Partycypacja samorządów lokalnych w naszych kosztach jest racjonalna i niezbędna, bo pozwala zmniejszyć cenę przejazdu, by się to opłacało. Warto, by miasta położyły jeszcze większy niż dotychczas nacisk na transport zrównoważony, który przynosi także wymierne oszczędności finansowe np. w naprawie i konserwacji dróg.

Wróciłby Pan do pracy korporacji?

Nie. Mam także pewne poczucie misji społecznej upowszechniania przyjaznych środków transportu i zmieniania pejzażu miast. Proszę spojrzeć na taką Kopenhagę czy na szwedzkie miasta; jak wiele osób korzysta tam z mikromobilnych środków transportu. W naszej działalności biznes oczywiście przeważa. Ale możliwość wpływu na rzeczywistość i czynienia pożytecznych rzeczy są dla mnie nie do przecenienia. Wierzę, że efektem działań jakie prowadzimy z samorządami będzie coraz więcej zadowolonych mieszkańców zielonych, dobrze skomunikowanych miast i gmin.

Rozmawiał Robert Azembski