W czwartek zgłoszono ponad 3 850 bezpośrednich zwolnień w dwóch międzynarodowych korporacjach, co może wpłynąć pośrednio na 20 700 miejsc pracy. Liczby te ilustrują najgorszy dzień minister przemysłu, handlu i turystyki, Marii Reyes Maroto, ale ani ona, ani rząd nie zrobiły zbyt wiele, aby tego uniknąć. W przypadku Nissana wciąż jest potrzeba negocjacji, a minister gospodarki i transformacji cyfrowej, Nadia Calviño , po raz kolejny przypomniała, że inwestycje byłyby niższe niż koszt zamknięcia. Wydaje się, że nie chcą widzieć brutalnej rzeczywistości: decyzja została podjęta w Japonii i jest częścią planu transformacji, w celu odzyskania rentowności.

José López Tafall, dyrektor generalny Krajowego Stowarzyszenia Producentów Samochodów i Ciężarówek (Anfac), zwrócił uwagę, że to zamknięcie powinno stanowić „nieuniknione i bolesne wezwanie do przebudzenia” dla wszystkich administracji publicznych w związku z sytuacją przemysłu motoryzacyjnego w Hiszpanii. – Musimy być naprawdę świadomi, że hiszpański przemysł samochodowy to klejnot, który należy chronić. Pandemia koronawirusa postawiła nasze firmy w szczególnie trudnej sytuacji. Nie możemy zapominać, że jesteśmy jedynym sektorem przemysłowym, który praktycznie zamknął cały łańcuch produkcyjny od ponad półtora miesiąca. I ten wpływ jest niezaprzeczalny. Bardzo pilnie trzeba uruchomić zasoby finansowe, aby powstrzymać tę sytuację – dodał.

Pablo Iglesias, Gabriel Rufíán, Íñigo Errejón i Néstor Rego mówią o… upaństwowieniu, ale to nie jest możliwe w przypadku zagranicznych międzynarodowych korporacji, które zarządzają patentami, projektami i zleceniami produkcyjnymi.

W przypadku Alcoa delikatna sytuacja wynika z wysokich kosztów energii. W rzeczywistości przewodniczący rady zakładowej, José Antonio Zan powiedział, że „potrzebna jest konkurencyjna cena energii, podobna jak w reszcie Europy”, i ostrzegł, że „jeśli Ministerstwo Przemysłu będzie na to głuche, to zabraknie przemysłu w Hiszpanii”.

I jakby tego było mało, Ford osiągnął porozumienie w sprawie zwolnień grupowych w zakładzie Almussafes, które ogłosił na początku marca (przed spowolnieniem epidemii): wpłynie to na 350 osób, którzy skorzystają z dobrowolnych zwolnień z odprawą lub odejdą na wcześniejszą emeryturę. Liczba ta jest niższa niż pierwotnie proponowane 410 osób na 7400 bezpośrednich miejsc pracy w fabryce, chociaż należy dodać, że fabryka w Walencji generuje 30 000 pośrednich miejsc pracy.

W obliczu tego scenariusza większość lewicy myśli tylko o nacjonalizacji, ale nie jest to możliwe: są to zagraniczne międzynarodowe koncerny, od których zależą patenty, projekty oraz zamówienia produkcyjne. Na Kongresie Deputowanych, w Komisji Odbudowy, Gabriel Rufíán (ERC) i Néstor Rego (BNG) mówili o nacjonalizacji, a Pablo Iglesias powiedział: „Nacjonalizacja jest możliwa”. Także Íñigo Errejón (Más País) poprosił, aby „państwo przejęło kontrolę”. Jak zamierzacie upaństwowić międzynarodową firmę?

Problem polega na tym, że rząd Sancheza nic nie znaczy na świecie. Nikt nie zwraca na niego uwagi. Na szczęście gospodarka nie zależy od nich.

Źródło: Cristina Martín/Hispanidad