Potencjał jest w nas i w imigrantach. Ludzka kreatywność jest nieskończona. W gospodarce wolnorynkowej pojawienie się kolejnych rąk do pracy jest powodem do radości, a nie do smutku –pisze ks. Jacek Gniadek.

Kilka tygodni po rozpoczęciu wojny na Ukrainie premier Mateusz Morawiecki przyznał, że Polskę czeka teraz „zawierucha gospodarcza” z bardzo wysoką inflacją i stagnacją w PKB. Dodał, że trwają prace nad „tarczą antyputinowską”, która ma obronić polską gospodarkę przed ekonomicznymi skutkami wojny w Ukrainie.

To, czym jest taka tarcza, najlepiej oddają słowa Ronalda Reagana, który nie miał wysokiego mniemania o samej instytucji rządu: „Rząd nie rozwiązuje problemów. On je subsydiuje”. Tak było z tarczą antykryzysową podczas epidemii koronawirusa i tak będzie teraz.

Kolejny dzień wojny na Ukrainie i kolejnych kilkanaście tysięcy uchodźców przekroczyło granicę. Polska przyjęła już ponad 2 mln osób z Ukrainy, Rumunia 422 tys., Węgry 264 tys., Mołdawia 337 tys., a Słowacja 213 tys. Uchodźcy z Ukrainy otrzymali w Unii Europejskiej ochronę czasową. Oznacza to m.in. zezwolenia na pobyt, dostęp do edukacji, rynku pracy, pomocy społecznej i opieki medycznej.

Mikołaj Pisarski, prezes Instytutu Misesa, pisze na swoim blogu, że „Polska to obecnie humanitarne supermocarstwo. Nie możemy pozwolić rządowi tego zepsuć”. Mam podobne spojrzenie na migracje i działalność charytatywną. Migranci są bogactwem, a pomagać powinniśmy sobie sami nawzajem. Można to wszystko popsuć przez wypłacanie przez państwo np. dziennej kwoty 40 zł osobom, które przyjęły uchodźców do swoich domów. Zasiłki i dotacje zawsze są złe. Co w zamian?

Nikt tego dzisiaj nie wie, jak długo potrwa wojna. Jeżeli migranci zostaną dłużej, to mogą być dla nas szansą. Cztery lata temu w Polsce działalność gospodarczą w Polsce prowadziło 2,146 mln przedsiębiorstw o liczbie pracujących do 9 osób. To te mikroprzedsiębiorstwa, jeżeli obniżylibyśmy im koszty zatrudnienia, byłyby w stanie przyjąć wszystkich imigrantów do pracy.

Ukraińcy uciekają przed wojną i nie wybierają Polski dlatego, aby pojeździć darmowym tramwajem. Ochrona czasowa daje im prawo do pracy, ale pomoc imigrantom nie może opierać się na kosztownych programach socjalnych, finansowanych z publicznych pieniędzy. Takie rozwiązanie ostatecznie kończy się wpuszczeniem na rynek pustego pieniądza i zniszczeniem gospodarki.

Nie wystarczy tylko otworzyć granci. To nie jest jeszcze leseferyzm. Należy uwolnić gospodarkę z biurokratycznych szponów. Potencjał jest w nas i w imigrantach. Ludzka kreatywność jest nieskończona. Jan Paweł II  w „Centesimus annus” nauczał: „Głównym bogactwem człowieka jest wraz z ziemią sam człowiek. To właśnie jego inteligencja pozwala odkryć możliwości produkcyjne ziemi i różnorakie sposoby zaspokojenia ludzkich potrzeb”.

Problemem nie jest migracja. Powtarzanym często mitem jest upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego z powodu napływu imigrantów. Przyczyn było wiele, ale główną była rozbudowana biurokracja, wydatki na cele publiczne i socjalne oraz podwyższanie podatków. To wszystko było długo przed najazdem Hunów z Azji.

W gospodarce wolnorynkowej pojawienie się kolejnych rąk do pracy jest powodem do radości, a nie do smutku. Problem polega na tym, że mamy na razie tylko to drugie.

Poprzedni artykułCo dalej z polityką klimatyczną Unii?
Następny artykułJeszcze co nieco o Polskim Ładzie