Brytyjskie firmy mają coraz większe trudności w pozyskiwaniu pracowników. Pomimo pojawiających się sporadycznie alarmistycznych artykułów na temat kolejnej fali koronawirusa, biznes na Wyspach chce się rozwijać. Podobnie jak w Polsce i w kilku innych jeszcze krajach europejskich brakuje tam ludzi do pracy; szczególnie w transporcie, hotelarstwie, budownictwie oraz w magazynach.

derwiki/Pixabay

Brytyjczycy dyskutujący na internetowych forach tłumaczą zjawisko niedoborów siły roboczej permanentnym brakiem pracowników także w krajach Unii Europejskiej, nawet i w tych biedniejszych, z których przez koronapandemią i jeszcze wcześniej – przed brexitem – czerpali tanią siłę roboczą.

Milion wolnych miejsc pracy

Jak wynika z najnowszych informacji brytyjskiego Biura Statystyki Narodowej (ONS), około 41 proc. firm zatrudniających dziesięć lub więcej osób zgłosiło wyraźnie wyższe niż przed rokiem zapotrzebowanie na pracowników. Dotyczy to tylko ostatnich kilku tygodni, gdyż na początku sierpnia tego roku zgłaszało je 32 proc. firm.
Co czwarty przedsiębiorca, mający problemy z rekrutacją, wskazał na zmniejszającą się liczbę kandydatów do pracy pochodzących z Kontynentu. Szczególnie dotkliwe braki kadrowe brytyjscy przedsiębiorcy odczuwają w sektorze transportu, logistyki i magazynowania. Sygnalizowany jest dramatyczny wręcz brak kierowców ciężarówek, czego efektem jest paraliż niektórych dostaw do odbiorców na Wyspach.

Według ONS Wielka Brytania ma teraz średnio ponad milion wolnych miejsc pracy. Z kolei Bank Anglii prognozuje, że wyższe ceny ropy naftowej, niedobory siły roboczej oraz związane z tym podwyżki płac, wywindują inflację w Zjednoczonym Królestwie do 4 proc. na koniec roku. W prognozie pojawiło się stwierdzenie, że kłopoty są przejściowe. Nie przedstawiono jednak argumentów dowodzących, że inflacja oraz problemy na rynku pracy szybko miną.

Wizy zablokowały rynek

Zatrudnienie na Wyspach cały czas spada. Już w końcu czerwca tego roku liczba zatrudnionych była o 8,7 proc. niższa niż przed pandemią COVID-19. Tendencja ta systematycznie się utrwala. Niedobory pracowników, podobnie jak w Polsce, ujawniły się także w hotelarstwie, w opiece zdrowotnej oraz w budownictwie.

Od początku stycznia br. Wielka Brytania wprowadziła nowe przepisy imigracyjne. Chętni do pracy na Wyspach, także z krajów Unii Europejskiej, którzy nie mieszkają na stałe w Wielkiej Brytanii, muszą się starać o specjalne wizy pracownicze. Ich uzyskanie jest zarówno czasochłonne, jak i kosztowne. Pracodawcy wezwali ostatnio rząd do tymczasowego złagodzenia przepisów wizowych. Twierdzą, że potrzebują też więcej czasu na podnoszenie kwalifikacji tych kadr, którymi już dysponują. Brytyjski rząd, jak dotąd, opiera się łagodzeniu przepisów bojąc się najwyraźniej nowej, emigracyjnej fali. Namawia przedsiębiorców do podwyższania płac oraz do poprawy warunków pracy.

Presja ze strony firm jednak nie ustaje. Można więc się spodziewać, że rząd w Londynie w pewnym momencie „pęknie”. Dlatego właściciele i zarządzający polskimi firmami powinni już teraz brać pod uwagę tę możliwość, by nie dać się zaskoczyć ewentualnym, gwałtownym odpływem ludzi do pracy w Wielkiej Brytanii.