Minimalny, gwarantowany przez państwo bezwarunkowy dochód podstawowy dla każdego obywatela, to już od ponad pół wieku przedmiot sporów polityków, ekonomistów oraz związkowców i różnych aktywistów. Wszystkie środowiska – od lewactwa do skrajnej prawicy – na tym konflikcie próbują zbić polityczny kapitał. Jednak wiele wskazuje na to, że już niedługo życie samo napisze scenariusz urzeczywistnienia takiego, kontrowersyjnego społeczno-politycznego modelu finansów publicznych.

Zdecydowanym akceleratorem mobilizującym do podejmowania prób wykorzystania tego instrumentu jest światowy kryzys. Największy w dziejach lockdown z pewnością przesunie ciężar debaty ze sfery ideologii do praktyki zarządzania gospodarką. Dodatkowym elementem przemawiającym za podjęciem prób wdrożenia idei minimalnego dochodu gwarantowanego jest perspektywa intensywnego wykorzystania transformacji cyfrowej do walki ze skutkami koronakryzysu. W pierwszym rzędzie dotyczyć to będzie tych państw, które są w awangardzie rozwoju technologicznego. Jednak należy spodziewać się, że niektórzy politycy w innych krajach też będą chcieli włączyć takie świadczenie do arsenału swoich sposobów na łagodzenie skutków społeczno-gospodarczych pandemii.

Podatki i praca robotów
Jak na początku roku poinformował „Business Insider” na podstawie raportu Oxfam przygotowanego z okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos – niespełna 2153 najbogatszych osób w 2019 roku posiadało tyle majątku, co 4,6 miliarda najbiedniejszych ludzi na świecie. W opracowaniu podkreślono, że „nieodpłatna praca kobiet i dziewcząt każdego roku przynosi gospodarce trzy razy większy dochód niż cały sektor technologiczny”.

Składnik wyzysku darmowej lub taniej siły roboczej w kształtowaniu bogactwa będzie się zmniejszać. To właściciele najbardziej efektywnych przedsiębiorstw informacyjno-informatycznych przejmują coraz więcej światowego bogactwa. Wartość dodana wytwarzana przez te podmioty kreuje zyski niespotykane w innych gałęziach gospodarki. Taki jest efekt dziejowej zmiany modelu funkcjonowania społeczeństw we wczesnej fazie rozwoju cywilizacji informacji.

Kolejne etapy tej rewolucji nadejdą już wkrótce. Będą one zaskakiwać swoją gwałtownością oraz zakresem wpływu na życie nie tylko każdego z nas, ale i myślicieli wciąż tkwiących w tradycyjnych paradygmatach. Trudno w tej sytuacji oprzeć się refleksji nad jednym z podstawowych aksjomatów współczesnej ekonomii. Mówi on o tym, że źródłem bogactwa jest przede wszystkim praca, kapitał i renta gruntowa. W cywilizacji robotów pojęcie „praca” ma zupełnie inny wymiar od tego, na którym zbudowano całą współczesną teorię zarządzania i ekonomii. Do tej pory rządy nakładały na ludzi podatki za pracę, a teraz stoją przed problemem opodatkowania algorytmów zarządzających cyfrowym światem wartości. Dla inteligentnych maszyn człowiek jest jedynie jednym ze źródeł danych oraz ich konsumentem.

Pieniądze za darmo
Oczywiście nie sposób przecenić rolę człowieka jako konsumenta danych, które otrzymuje on za „darmo”. Nie do końca jest świadomy tego, że pracuje bez wynagrodzenia, np. dla właściciela ulubionego serwisu społecznościowego lub przeglądarki internetowej. Warto zasygnalizować następstwa zbliżającego się upowszechnienia superszybkich komputerów kwantowych oraz sieci neuronowych. Czas, który dzieli nas od masowego zastosowania tych osiągnięć technologicznych, porównując do wcześniejszych „cywilizacyjnych kamieni milowych” – wydaje się już tylko chwilą. Wtedy okaże się, że nawet ubogie społeczeństwa, które w wyścigu cybernetycznym są autsajderami, staną przed dylematem, co zrobić z nadmiarem ludzi zbędnych.

Dziś, wyparci przez automaty eksperci i specjaliści z wysokorozwiniętych krajów znajdują jeszcze zatrudnienie w uboższych rejonach świata. Jednak nie należy mieć złudzeń. W konkurencji ze sterowanymi algorytmami automatami, powszechnie wykorzystującymi sztuczną inteligencję – ludzka wydajność i efektywność nie mają szans na wygrana. W końcu nadejdzie czas, gdy te „starsze” i mniej zaawansowane roboty trafią na uboższe rynki. Wtedy popyt na pracowników w krajach, gdzie głównym atutem były niskie koszty pracy, zostanie drastycznie zredukowany.

Z drugiej strony, jak zauważa Martin Ford w przełomowej książce „Świt robotów”: „W krajach takich jak Japonia, Polska czy Rosja, w których populacja spada, trudno będzie unikać długich okresów stagnacji i deflacji, ponieważ to właśnie ludzie są głównym czynnikiem decydującym o rozwoju gospodarki. Zatem to nie technologia, ale starzenie się, w połączeniu z rosnącą nierównością, może wpłynąć negatywnie na poziom wydatków konsumenckich. Niski popyt może doprowadzić do kolejnej fali zwolnień nawet w tych sektorach, które nie są bezpośrednio zagrożone automatyzacją”.

Substytut zasiłków i świadczeń
Państwo jako „system transferów socjalnych i świadczeń”, wobec coraz bardziej ograniczonych możliwości pozyskiwania środków, będzie musiało ograniczyć fiskalizm. Zwłaszcza opodatkowanie ludzkiej pracy, która dziś jest towarem luksusowym, obłożonym akcyzą, tak samo jak alkohol czy wyroby tytoniowe. Wprowadzenie minimalnego, gwarantowanego przez państwo dochodu bezwarunkowego dla każdego obywatela, oznaczać będzie całkowitą zmianę polityki finansowej i społecznej. Jeden „zasiłek” – „dochód gwarantowany” – spowoduje likwidację wielu różnorodnych świadczeń. To także rewolucja w sposobie myślenia o systemie zapewnienia godziwych warunków życia seniorom.

Biorąc pod uwagę prognozy demograficzne, jedynym rozwiązaniem dla anachronicznych systemów emerytalnych będzie jednakowe świadczenie dla wszystkich obywateli. Pieniądze na emerytury obywatelskie będą pochodzić wprost z budżetu. Już dziś w Polsce finansuje się w ten sposób np. emerytury sędziów i prokuratorów. Jak widać, jest to możliwe do zrealizowania. Obszar dotyczący uwarunkowań przeprowadzenia takiej operacji na masową skalę, powinien być przedmiotem badań i analiz oraz w miarę szybkich decyzji.

W cieniu pandemii i zagrożeń, które wynikają z kryzysu spowodowanego zamrożeniem gospodarki, politycy wielu krajów dyskutują o czasowym wprowadzeniu dochodu gwarantowanego. Miałby to być sposób na ratowanie poziomu życia i podtrzymanie słabnącego popytu. Potraktowanie takiego powszechnego „zasiłku” jako stałego źródła utrzymania może spowodować więcej szkód niż pożytku. Roboty jeszcze nie zastąpiły pracy człowieka, a więc wciąż aktualne jest stwierdzenie Miltona Friedmana: „jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki, gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie”.