fbpx
sobota, 22 czerwca, 2024
Strona głównaBiznesMiód jest zły, bo tak mówią ekolodzy? Szalona akcja aktywistów

Miód jest zły, bo tak mówią ekolodzy? Szalona akcja aktywistów

Organizacje antyhodowlane znane są ze swojego antyrolnego nastawienia. Celami ich ataków padał już sektor drobiarski, produkcji mleka, hodowli zwierząt futerkowych, wieprzowiny czy wołowiny. Tym razem uwaga tych organizacji skierowana została w stronę sektora, który – w czystej teorii – powinien pozostawać poza obszarem ich zainteresowania. Wczoraj Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! opublikowała informację, która ma odwodzić konsumentów od spożywania… miodu. Dlaczego?

W ostatnich latach Polacy natknąć się mogli na wiele akcji mających na celu obrzydzenie konsumentom spożywania produktów odzwierzęcych. Stowarzyszenie Otwarte Klatki jesienią 2017 roku otrzymało grant w wysokości 0,5 mld USD, który przeznaczony miał zostać na „wzmocnienie całej struktury organizacyjnej Otwartych Klatek, by powiększyć możliwości, np. przez zatrudnienie nowych pracowników i „działania na rzecz walki o kury hodowane i zabijane na mięso”. Pieniądze trafiły na konto stowarzyszenia z Doliny Krzemowej, a dokładniej z Silicon Valley Community Foundation wspieranej przez Facebook. Efektem napływu funduszy było uruchomienie strony internetowej o wdzięcznej nazwie Frankenkurczak przedstawiającej informacje, które spotkały się z ostrą krytyką środowisk rolnych, które uznały je za nieprawdziwe i godzące w dobre imię sektora.

Ekohucpa

Od kilku lat możemy także obserwować szeroką kampanię mającą na celu ograniczenie spożywania jaj pochodzących z chowu klatkowego na rzecz tak zwanych jaj od „szczęśliwych kur”. Nie sposób nie wspomnieć, że Polska jest liderem w produkcji i eksporcie mięsa drobiowego w Unii Europejskiej).

Szerokim echem odbiła się także inicjatywa Białe kłamstwa uderzająca w wiarygodność polskiego sektora mleczarskiego. Była ona niemalże kopią bliźniaczej akcji amerykańskiej grupy PETA. Z działań organizacji z USA mogliśmy się dowiedzieć, że picie mleka powoduje trądzik, udary, choroby skóry oraz, że jest przejawem hołdowania idei białej supremacji. W Polsce natomiast manipulacje aktywistów poszły na tyle daleko, że jako zwierzę „mlekodajne” na bilbordach w centrum Warszawy przedstawiano dorodnego buhaja, czyli rozpłodowego… byka. I tu też nie da się nie zauważyć, że Polska jest jednym z wiodących producentów mleka i jego przetworów w Unii Europejskiej.

Mało? Od lat trwają ataki zielonych aktywistów wymierzone w sektor hodowli zwierząt futerkowych. „Interwencje”, pseudoraporty, dziesiątki wystąpień w zaprzyjaźnionych mediach – to tylko niektóre z trudności, z którymi muszą mierzyć się hodowcy. Absolutnym kuriozum było także choćby zaprezentowanie zdjęć ilustrujących rzekomo fatalne warunki panujące w polskich hodowlach. Okazało się jednak, że były to fotografie z publikacji naukowych ukazujących choroby zwierząt, z którymi przecież – jak ludzie – też muszą się one mierzyć. Tu także wspomnieć należy, że przez lata Polska była trzecim największym dostawcą skór zwierząt futerkowych na świecie, a od kilku miesięcy dzierży palmę pierwszeństwa, pozostając absolutnym liderem zarówno pod względem skali hodowli jak i jej jakości.

Co łączy te – i szereg innych – branż rolnych, w których stronę skierowane są celowniki aktywistów? Otóż łączy je silna pozycja na krajowym i międzynarodowych rynkach. Aktywiści pojawiają się tam, gdzie Polska odnosi sukces.

Pamiętać przy tym należy, że jednym z głównych źródeł finansowania organizacji antyhodowlanych są dotacje oraz środki płynące z 1 proc. podatku. Atakowanie najważniejszych części rodzimej gospodarki rolnej ma zatem wymierny sens, który – dzięki rozgłosowi – przekłada się na wysokość wpłat. Największe działające w kraju organizacje „ekologiczne” zarobić mogą w ten sposób nawet kilka milionów złotych rocznie. To opłacalny ekobiznes.

Dlaczego pszczelarstwo?

I tu sytuacja jest tożsama, Polska należy bowiem do unijnej czołówki producentów miodu. We Wspólnocie nie ma kraju, który nie parałby się pszczelarstwem. Do największych dostawców na Starym Kontynencie należą Rumunia, Hiszpania, Niemcy, Węgry, Włochy, Polska, Francja oraz Grecja.

W naszym kraju aktywnie działa niemal 80 tysięcy pszczelarzy, a przeciętna obsada pasieki to 22 rodziny pszczele. Największe gospodarstwa pszczelarskie znajdują się w województwie warmińsko-mazurskim, a najmniejsze na Śląsku. Branża, choć przynosząca zyski, boryka się jednak z głębokim kryzysem, bowiem w ostatnich latach, z powodu trudnych warunków atmosferycznych, produkcja miodu znacznie spadła. Niekontrolowany wciąż wydaje się także napływ podrabianego, syntetycznego miodu z Chin. Ma to także wpływ na spadki cen, które stawiają pod znakiem zapytania rentowność wielu gospodarstw pszczelarskich. Sprawia to, że osłabiona branża stała się łatwym celem dla aktywistów. Na uderzenie nie trzeba było długo czekać.

„Przemysłowa produkcja miodu polega na tym, że tysiące pszczół umieszcza się w małych pomieszczeniach lub tunelach i całkowicie kontroluje się kolonie (co łączy się z takimi praktykami jak: przedwczesne zabijanie owadów, miażdżenie larw, przymusowa ewakuacja uli, obcinanie skrzydeł i separacja królowej od reszty populacji, itd.). Naturalne populacje pszczół raptownie się kurczą, a w niektórych rejonach znikły już zupełnie. To dlatego, że intensyfikacja rolnictwa (i związane z nią ogromne użycie pestycydów) powoduje całkowity zanik ekosystemów i degradację środowiska” – pisze Fundacja Viva!.

Fakty są jednak odmienne. Polscy – i przecież nie tylko – pszczelarze mają ogromny wkład w rozwój populacji pszczół. Według raportu Earthwatch Institute, cytowanego wielokrotnie przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, pszczoły to najważniejsze zwierzęta na naszej planecie. Dla aktywistów ważniejsze jest jednak – jak się okazuje – zorganizowanie nagonki na ten niezwykle pożyteczny (co pozostaje poza wszelką dyskusją) sektor. Niestety, historia lubi się powtarzać.

Jacek Podgórski
Jacek Podgórski
Dyrektor Forum Rolnego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Członek zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych oraz zespołu problemowego ds. międzynarodowych Rady Dialogu Społecznego. Były dyrektor Forum Podatkowo-Regulacyjnego w Departamencie Prawa i Legislacji ZPP. Wieloletni dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Autor licznych publikacji z zakresu funkcjonowania gospodarki rolnej Polski i Unii Europejskiej. Były dziennikarz i felietonista.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak uzdrowić krajową legislację?

W Polsce o procesie legislacyjnym trudno dziś mówić bez emocji. Złośliwie można by powiedzieć, że jest to wprawdzie proces, ale nie stanowienia prawa, tylko jego masowej produkcji. I to produkcji marnej jakości. Nie pozostaje to bez znaczenia dla biznesu, który o legislacji myśli z uzasadnioną trwogą.
6 MIN CZYTANIA

Obudzić z marazmu polski rynek pracy!

Polski rynek pracy w niedalekiej przyszłości będzie borykać się z niedoborem pracowników znacznie przewyższającym dzisiejsze, sygnalizowane przez przedsiębiorców, problemy. Wskaźniki demograficzne nie pozostawiają tu złudzeń. Pozostaje tu zatem pytanie – co robić?
5 MIN CZYTANIA

Polska powinna mieć swoją rakiję

Produkcja destylatów to element tradycji i kultury wielu regionów świata. Polska wcale nie jest tu białą plamą na mapie świata, ale od innych miejsc w samej choćby Unii Europejskiej odróżnia nas to, że wytwarzanie trunków o „słusznym” woltażu w domowych warunkach jest nad Wisłą po prostu nielegalne.
4 MIN CZYTANIA