Syntetyczne jedzenie tylko wtedy całkiem wyprze naturalne, gdy my, konsumenci, sami się na to zgodzimy. Ale i hodowcy bydła, którzy nie będą umieli nadążyć za zmianami, skazani są niestety na marginalizację, a być może i na zagładę.

Reklama

Izraelski startup Remilk Ltd. już wkrótce zacznie produkcję sztucznego mleka opartego na fermentacji mikrobiologicznej. W jaki sposób? Tworzy białka „mleka”, suszy je i zamienia w proszek, który jest podstawą do przygotowania szerokiej gamy produktów „mlecznych”. Firma przekonuje, że nie jest to żaden substytut mleka, tylko pełnowartościowy produkt. Ta – nazwijmy to jednak – alternatywa białkowa, ma być produkowana bez udziału krów mlecznych. Startup zebrał na projekt dodatkowe 11,3 mln dolarów od inwestorów.

– Ten kapitał umożliwi Remilk szybkie zwiększenie możliwości produkcyjnych i dystrybucyjnych oraz zaspokojenie światowego popytu na produkty mleczne niezawierające białka zwierzęcego – podała spółka w swoim komunikacie.

Finansowanie projektu zostało zorganizowane przez fundusz venture capital fresh.fund przy udziale firmy CPT Capital z siedzibą w Londynie, OurCrowd z Jerozolimy, ProVeg (organizacja non-profit zajmująca się świadomością żywieniową), izraelskiej firmy mleczarskiej Tnuva, a także znanej dobrze na polskim rynku firmy Hochland.

Remilk uważa, że produkcja żywności z udziałem zwierząt nie jest już zrównoważona, a zwiększanie jej podaży i wydajności powoduje już tylko „niszczycielskie skutki dla planety”.

Gdy krowy chorują, są straty

Pogłowie krów utrzymywanych w Polsce zarówno na ubój, jak i na mleko, wynosi ponad sześć milionów sztuk (dane GUS z grudnia 2019 r.). W rozpowszechnionych hodowlach przemysłowych dojenie odbywa się mechanicznie, za pomocą elektrycznych dojarek. Częstą chorobą, bo dotykającą 20-50 procent krów, jest zapalenie wymienia, w efekcie którego mleko nie nadaje się do konsumpcji. Żeby leczyć zwierzęta i zapobiec stratom, hodowcy podają im antybiotyki. Nie tylko sposób udoju, ale i faszerowanie antybiotykami zwierząt gospodarskich, postrzegane są przez środowiska naciskające na poprawę dobrostanu zwierząt jako zło nie podlegające dyskusji.

Chodzi o dobrostan zwierząt?

Zmiany w świadomości ludzi, którzy coraz częściej zwracają uwagę na dobrostan zwierząt, są faktem. W jaki jednak sposób wykarmić populację naszego prawie 40-milionowego kraju opierając się tylko na produktach roślinnych oraz syntetycznych? Jedynie urozmaicona dieta gwarantuje nam prawidłowy rozwój, wzrost i zdrowie. Zaniepokojeni o swoją przyszłość rolnicy uważają, że koncernom i wspierającym ich „ekologistom” nie chodzi tak naprawdę o dobrostan zwierząt; chodzi wyłącznie o pieniądze.

„Po co taki Hochland ma płacić rolnikowi złotówkę za litr mleka, skoro może sobie wyprodukować przypominający mleko syf za kilka groszy?” – czytamy w jednym z komentarzy na stronie magazynu „Farmer”, który jako pierwszy w kraju przytoczył w swoim artykule news o produkcji sztucznego mleka.

GMO tylnymi drzwiami

Rolnicy twierdzą, że pod pretekstem dbałości o zwierzęta i środowisko rozwija się promocja GMO i sztucznej żywności. „Mleko” bez krów to de facto zmodyfikowane genetycznie drożdże, do których – w uproszczeniu – dokłada się tylko „gen krowi” z dodatkiem kwasów tłuszczowych i zmielonych minerałów. Już teraz drożdże można rozwijać na zsyntetyzowanych sztucznie związkach. Czy jednak na pewno tak to się odbywa? Rzecz do zweryfikowania w toku nabywania wiedzy ze specjalistycznych artykułów oraz prac naukowych.

Minęły już czasy, gdy „krówka” mogła dawać tylko 3000 litrów mleka rocznie, pasła się na trawie, a konsumenci pili mleko pachnące łąką i nie z kartonu. Dzisiaj to jest 13 tys. litrów i więcej od jednej krowy.

Stało się jutro

Singapur dopuścił już do sprzedaży sztucznie wyprodukowane mięso. Firma Vivera z Holandii stworzyła wegański stek o smaku i zapachu prawdziwego mięsa. Produkcja wołowiny bez bydła oraz mleka bez krów nie jest już tylko science fiction – tak zabawnie zaprezentowane w legendarnym filmie z ubiegłego wieku „Skrzydełko czy nóżka” (oryg. „L´aile ou la cuisse”) z fenomenalnym komikiem Louisem de Funèsem w roli głównej. Nie jest to nawet pieśń dalekiej przyszłości. Wszystko niestety wskazuje na to, że już za 10-20 lat na rynku dostępne będzie głównie syntetyczne mleko i mięso.

Obrona hodowców może być tylko jedna: inwestowanie w jak najbardziej zrównoważone hodowle, którym trudno będzie zarzucić, że cierpią w nich zwierzęta.