NULL

Od lat jest ich coraz więcej i są coraz bardziej skomplikowane. Pierwsza lepsza ustawa podatkowa to księga, przez którą przebrnąć mogą tylko najwytrwalsi entuzjaści słowa pisanego.

Dla jasności nie twierdzę, że możliwe jest spisanie regulacji gospodarczych na jednej kartce. To nie ten świat i nie te czasy. Nawet nasze członkostwo w Unii Europejskiej byłoby tu przeszkodą, wiele dyrektyw unijnych to rozległe dokumenty a przecież nie mamy obecnie wyjścia i musimy implementować ich treść do naszego porządku prawnego. Jednak alternatywą dla utopii prawa spisanego na jednej kartce nie muszą być tysiące stron bełkotu legislacyjnego niepojętego dla większości społeczeństwa. Prawo nigdy nie będzie tak proste, jak o tym marzymy, ale nie musi być też skomplikowaną gmatwaniną zajmującą setki stron usianych paragrafami, ustępami i czym tam jeszcze.

To jednak bardzo trudne zadanie, aby osiągnąć optimum, z jednej strony uregulować to, co uregulować trzeba, z drugiej nie zabrnąć w słowotok ujęty w niezrozumiałych terminach prawa stanowionego. Z tym problemem zmierzyć się trzeba także przy okazji jednego z najbardziej ważkich aktów prawnych ostatnich lat. Chodzi o prawo zamówień publicznych, czyli podwalinę pod idące w setki miliardów złotych wydatki państwa. Zamówienia to potężny i skomplikowany system, to regulacje ustawowe, orzecznictwo krajowej izby odwoławczej oraz sądów powszechnych. To także prawo europejskie. Innymi słowy, bezmiar, któremu nadać trzeba formę.

Prace nad nową ustawą o zamówieniach trwają od miesięcy i powoli zmierzają do finiszu. Czeka na nią wiele sektorów polskiej gospodarki, czekają małe i średnie przedsiębiorstwa, czekają wreszcie sami zamawiający. Oczekiwania te były jasne – ma być przede wszystkim prościej. Rynek będzie bardziej dostępny dla mniejszych firm, które w nowych regulacjach nie zaginą jak w leśnym gąszczu. A tymczasem… Projekt nowej ustawy to setki artykułów, 600 lub nawet 700, od pewnej liczby już nawet nie ma sensu liczyć. A przecież to chyba nie o to chodziło. W pewnym sensie rozumiem podmioty pracujące nad nowym prawem. Dostały setki propozycji, tysiące uwag. Jak to pogodzić? Jak sprawić, aby każdy był zadowolony i nikt potem nie narzekał. To niesamowicie trudne i mozolne zadanie.

Póki co chyba nie udało się go zrealizować i raczej nie uda się, nawet gdyby projekt liczył 5000 artykułów. Prawo to przepisy, ale też praktyka. Może nie warto wszystkiego wpisywać do ustaw, ale wspomóc urzędników w przyjaznym stosowaniu nowych reguł. Wiele zarzutów dotyczących rynku zamówień publicznych w Polsce nie wynika ze złych przepisów, ale z ich fatalnego stosowania. Nad tym też trzeba pracować. I chociaż to również zadanie niełatwe i czasochłonne, przynieść może lepsze efekty niż niejedna nowelizacja ustawy, czy nowe rozporządzenia.

Z zaciekawieniem w Radzie Gospodarczej Strefy Wolnego Słowa będziemy obserwować dalsze losy nowej ustawy o zamówieniach publicznych. Wiele wskazuje na to, że nawet jeśli zostanie uchwalona w najbliższym czasie, w życie wejdzie za grubo ponad rok. Być może nawet zanim zacznie obowiązywać, zostanie znowelizowana. Zobaczymy. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie znacznie krótsza niż projekt. Kto wie, może się uda?