Fot. Pixabay

Światowa Organizacja Zdrowia apeluje, aby zaprzestać nazywania nowego szczepu koronawirusa „grypą Wuhan” lub „chińską”, z powodu rasistowskich konotacji. W awersji do tych terminów nie chodzi o rasizm, ale raczej o unikanie winy – uważa Harsanyi.

Jego zdaniem, istnieje wiele tradycyjnych konwencji nazewnictwa, które tak naprawdę nie mają większego sensu. Dla przykładu nazywamy choroby po ludziach, którzy je „odkrywają” – choroba Hodgkina po Thomasie Hodgkinie, choroba Parkinsona po Jamesie Parkinsonie i tak dalej. Ale nazywanie chorób wirusowych miejscami – Robakiem morskim, Wirusem Zachodniego Nilu, Ebolą, Gorączką plamistą Gór Skalistych itp. – jest prawdopodobnie po prostu intuicyjne. W końcu wirusy „pochodzą” z jakiegoś miejsca, dlatego ludzie skłaniają się ku tym lub innym nazwom.

Jak zauważa Jim Geraghty, korespondent „National Review”, komunistyczni Chińczycy byli znacznie bardziej skuteczni w powstrzymywaniu rozprzestrzeniania się informacji o koronawirusie niż w powstrzymaniu rozprzestrzeniania się samego koronawirusa.

Na początku komuniści zniszczyli próbki i ukryli istotne informacje, które mogłyby pomóc w złagodzeniu przebiegu tego szczepu. Rząd uciszył także lekarzy, którzy ostrzegali o tej chorobie. Niektórzy zostali potępieni za „rozpowszechnianie plotek” lub dzielenie się wynikami badań z kolegami, a niektórzy byli zmuszeni do pisania samokrytycznych listów publicznych, przyznając, że ostrzeżenie „miało negatywny wpływ”. Według „Wall Street Journal”, chińscy komuniści prawdopodobnie pozwolili pięciu milionom ludzi opuścić Wuhan bez kontroli.

Chińczycy ukrywają swoje problemy społeczne. W państwie kolektywistycznym nie ma przestępstwa, choroby ani uzależnienia. Ten rodzaj tajemnicy i nieuczciwości może być katastrofalny, szczególnie w dzisiejszym świecie, który stał się globalną wioską i jest ze sobą połączony.

Chociaż miliony Chińczyków zostały uwolnione od skrajnego ubóstwa dzięki wolnemu handlowi, nowoczesność wiąże się z pewnymi podstawowymi obowiązkami. Reżim chiński jest w stanie doskonale zarządzać szeregiem autorytarnych polityk w celu zniesienia praw własnego narodu. Ale najwyraźniej nie jest w stanie wywierać nawet łagodnej presji kulturowej, ostrzegając ich, że ich nawyki żywieniowe mogą być wyjątkowo niebezpieczne, co więcej mogą powodować ogromne problemy społeczno-ekonomiczne.
Jak podają raporty, to na popularnych targach w Wuhan sprzedawcy handlowali nietoperzami i być może wężami, które mogły spowodować wybuch COVID-19. Takie rzeczy zdarzają się dość często. I oczywiście nie zawsze w Chinach.

Naukowcy od lat ostrzegają, że jedzenie egzotycznych zwierząt w południowych Chinach „jest tykającą bombą zegarową”. Zespół ostrego układu oddechowego (SARS) również powstał w Chinach i prawdopodobnie przez zarażone nietoperze. Istnieje prawdopodobieństwo, że szczepy koronawirusa są również związane z tymi ssakami.

David Harsanyi podkreśla też, że problem nie stanowią Chińczycy. Wystarczy spojrzeć na ich sukces w Tajwanie, Hongkongu, Singapurze lub Stanach Zjednoczonych. Problemem są ChiComs. Jeśli chiński rząd poświęciłby tyle samo czasu na edukację i regulowanie niebezpiecznych rynków, gdzie sprzedawane jest mięso zwierząt, ile poświęcił na działania w zakresie zachowania tajemnicy i propagandy, może dziś świat nie musiałby zmagać się z pandemią…

DL/ National Review