Jeszcze na początku tego roku za jednego dolara płacono tylko 3,79 złotego. To były jednak inne czasy dla gospodarki. W połowie marca nasza waluta zaczęła tracić na wartości, jak zwykle kiedy pojawia się niestabilność i zagrożenie w skali globalnej, następuje znaczny odpływ od aktywów m.in. z państw naszego regionu. Inwestorzy szukają tzw. bezpiecznych przystani, lokują środki w złoto, dolara czy franka szwajcarskiego. Niemniej ówczesna skala spadku złotego nie była tak głęboka, jak można się było tego spodziewać. To paręnaście procent w odniesieniu do kluczowych światowych walut. Obecnie złoty jest o około 3 proc. słabszy wobec USD w porównaniu z początkiem roku. Systematycznie zatem i dosyć szybko następuje powrót do kursu ze stycznia.

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Wiele walut państw rozwijających się wciąż jest wyraźnie słabsza niż przed kilkoma miesiącami, by wymienić tu choćby argentyńskie peso czy turecką lirę. I to wszystko dzieje się w warunkach niemal zerowych nominalnych i wyraźnie ujemnych realnych stóp procentowych nad Wisłą. Spośród gospodarek naszego regionu nienależących do strefy euro niższą stopę referencyjną ma tylko Bułgaria. Także wśród krajów rozwijających się wysokość kosztu pieniądza ustalana przez bank centralny jest w Polsce jedną z najniższych na świecie. Nie sprawdziły się także najgorsze obawy związane z luzowaniem ilościowym NBP dotyczące skokowego wzrostu kursu CHF/PLN. Wciąż wielu Polaków spłaca kredyty w tej walucie. Obecnie za franka zapłacić trzeba jedynie 20 groszy więcej niż 6 miesięcy temu.

Wyjaśnieniem tej sytuacji są dobre fundamenty polskiej gospodarki. Wchodziliśmy w kryzys ze stopą bezrobocia bliską naturalnej. Nasze finanse publiczne miały się coraz lepiej, a tempo wzrostu plasowało Polskę w ścisłej unijnej czołówce. Swoje zrobiła także skala wsparcia w formie różnych tarcz, w tym szczególnie ta finansowa warta 100 mld złotych. Mogliśmy podjąć szybkie i precyzyjne działania bo posiadając własną walutę mamy możliwość prowadzenia własnej polityki pieniężnej, polskie władze monetarne koncentrują się bowiem na tym co dzieje się nad Wisła. Decyzje NBP nie osłabiły złotego, wiele wskazuje raczej na to, że to właśnie odważnym ruchom banku centralnego polska waluta zawdzięcza swoją siłę.