Jak można ciągle wchodzić do tej samej rzeki? Robić biznesowy szacher-macher, który splendoru – zwłaszcza politycznego – nie przyniesie? Zabiegi wokół sprzedaży najstarszego warszawskiego przedsiębiorstwa taksówkowego jako żywo przypominają łupieżcze praktyki prywatyzacyjne pseudoliberałów z lat 90. ubiegłego wieku.

Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe (MPT) w Warszawie ma zostać pocięte na kawałki. Następnie sprzedane firmie, której członkiem rady nadzorczej jest syn założyciela TVN i ITI – pisze „Życie Stolicy”.

Chociaż sama umowa została utajniona – ma charakter przedwstępny i stołeczny Ratusz jej nie komentuje – plan jest podobno taki, by samo logo MPT wydzierżawić firmie iTAXI, należącej m.in. do Jana Łukasza Wejcherta, syna założyciela TVN. Na dwa lata. Potem ma ono zostać ono zwrócone Miejskim Zakładom Komunikacyjnym (właścicielowi MPT), ale już bez prawa do świadczenia usług przewozowych pod tą, chyba najbardziej znaną, marką taksówkową w stolicy. ITAXI ma wziąć też najbardziej lukratywne kontrakty MPT, przede wszystkim na obsługę klientów instytucjonalnych, przejmując między innymi intratną obsługę klientów Dworca Centralnego w stolicy.

Obecnie kapitał zakładowy MPT wynosi 15,5 mln zł. Spółka zatrudnia 55 osób i nie ma już żadnych gruntów. Współpracuje z nią około 670 kierowców. „Bez zasilenia zewnętrznego spółce grozi w krótkim czasie utrata bieżącej płynności, a w konsekwencji może doprowadzić do jej upadłości. MPT nie ma możliwości zaciągnięcia kredytu na dalszą działalność, z uwagi na generowane ujemne strumienie pieniężne oraz brak majątku, który mógłby stanowić zabezpieczenie spłaty zaciągniętego kredytu” – wynika z niegdyś opublikowanej uchwały Rady Miasta Warszawa i do dziś nic się tu nie zmieniło. Niech ona posłuży za wytłumaczenie tej przebiegłej wysprzedaży.

Sprzedać, sprzedać co się da!

O sprzedaży MPT mówi się od lat. Już była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wyliczała miejskie spółki, które miały zostać wycięte z katalogu stołecznych spółek miejskich. Chodziło o pozbycie się większości miejskiego majątku, uważanego za niepotrzebny. Stolica miała zachować tylko dziesięć spółek – jak to podkreślano – o znaczeniu strategicznym, m.in. MPWiK, metro, tramwaje, autobusy, kolej miejską i TBS-y. Dużo mówiono wtedy o politycznych nominatach na stanowiska kierownicze w tych firmach, wskazując oczywiście na „zły PiS”. Nie przeszkodziło to, by ówczesnym prezesem MPT został Marek Andruk, były burmistrz Woli z PO. Nawet „Gazeta Wyborcza” pisała, że dostał tę pracę bez konkursu. Gdy Hanna Gronkiewicz Waltz przejmowała władzę w 2006 roku, miasto miało jeszcze kilkanaście spółek więcej. W tak zwanym międzyczasie pozbyło się też wielu atrakcyjnych nieruchomości. Sztandarową i niechlubną prywatyzacją tamtej ekipy była sprzedaż (w 2011 roku) Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (SPEC). SPEC trafił do firmy Veolia Energia Warszawa, która jest częścią koncernu Grupa Veolia. A tyle nagadano się o zachowaniu strategicznych spółek w rękach polskich!

Nie dało się inaczej?

Od 2020 roku MPT jest częścią MZA, taki był na nią pomysł Ratusza. Miało to uratować borykającą się z kłopotami finansowymi korporację taksówkową. Tymczasem nadal wykańcza ją konkurencja – nie tylko UBER-a, ale i innych firm, zatrudniających tanich kierowców zza wschodniej granicy. Jak pisze „Życie stolicy”, MPT miało otrzymać od miasta znaczącą dotację na wsparcie działalności. Związkowi działacze twierdzą, że zarówno kierownictwo spółki, jak i samorządowcy, nie chcieli rozmawiać o żadnym innym pomyśle na rozwiązanie problemów MPT. Ani o stworzeniu spółki pracowniczej, ani o zmianie taboru aut na elektryczne, co docelowo miałoby przynieść spore oszczędności.

Na niedawno odbytym Campus Polska duch pseudoliberalizmu w wydaniu soroszowo-belcerowiczowym unosił się nad dyskusjami. Mocno trąciło myszką. Jedni jednak tylko gadają, a inni – jak widać – działają.