Nie łudźmy się: tak mali gracze jak Polska, Węgry, czy nawet Niemcy (nie mówiąc o rozdzieranej wewnętrznymi konfliktami i skoncentrowanej na lobbowaniu paranoicznych ekopomysłów Unii Europejskiej), samodzielnie nie powstrzymają globalnych firm technologicznych. Te muszą być poskromione przede wszystkim w ich „gnieździe”, czyli w Stanach Zjednoczonych. Skorzystają na tym mniejsze firmy obecne na wielkich platformach sprzedaży.

Od dłuższego czasu nic w tym temacie się nie działo, ale wreszcie widać jakiś postęp: Komisja Sądownictwa Izby Reprezentantów USA przegłosowała poparcie dla ustawy przeciwstawiającej się potężnym lobbystom z Doliny Krzemowej. Teraz przyszło czekać tylko na przegłosowanie jej w amerykańskim Senacie. Ustawa o innowacjach i wyborze online przeszła w niższej izbie z poparciem zarówno demokratów, jak i republikanów. Nie stała się przedmiotem gry politycznej pomiędzy dwoma ugrupowaniami, co daje dużą nadzieję na jej ostateczne przyjęcie.

O co chodzi? O coś dla firm, użytkowników globalnych platform, fundamentalnego. Chodzi o to, by giganci technologiczni, tacy jak m.in. Amazon, nie traktowali preferencyjne sprzedawanych na tych platformach produktów własnych. Ustawa zmierza także do tego, by ograniczyć kradzież własności intelektualnej, najczęściej w postaci biznesowych pomysłów mniejszych przedsiębiorców.

Ktoś może powiedzieć – zainwestowałem w wielką platformę sprzedażową, rozwinąłem ją, więc jestem jakby gospodarzem w swoim domu, a inni powinni dostosować się do zasad, które ustalam. Czy jest to jednak wystarczająco uzasadnione stwierdzenie?

I tak, i nie. Ale jednak bardziej – „nie”. Wielkie platformy cyfrowe urosły wszak na ofertach milionów drobnych przedsiębiorców, dzięki nim zarabiając miliardy dolarów. Wcześniej stosowały równe zasady dla wszystkich. Obecnie coraz częściej preferują własne produkty i usługi. I to już nie jest fair. Tym bardziej że zawiadujący tymi platformami i inwestorzy mają pełną świadomość, że przez dynamiczny rozrost BigTechy uzyskały monopolistyczną pozycję na rynku. I że podejmowane próby stworzenia konkurencji na niewiele się zdadzą, tak bowiem bardzo już urosły.

Sytuacja tu jest nieco podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku platform społecznościowych typu Facebook, Twitter, czy YouTube. Wyrosły one wyłącznie dzięki miliardom użytkowników, którzy uwierzyli w deklaracje o braku cenzury, swobodzie wymiany myśli oraz budowaniu prawdziwych społeczności. Dziś ci giganci chcą być głównymi sędziami poprawności poglądów. Przy pomocy algorytmów sztucznej inteligencji segregują użytkowników, zamykając ich w wirtualnych zagrodach niczym stadka baranów, po czym zręcznie stymulują ich potrzeby zakupowe i kierunki myślenia.

Rzecz idzie także o płatności. Takie Amazon, czy Apple nie powinny zmuszać do korzystania tylko z ich sklepów z aplikacjami, ale dopuszczać na równych zasadach także inne systemy płatności. Przedsiębiorcy i zwykli klienci muszą mieć pełną swobodę wyboru, jaki sposób zapłaty jest dla nich korzystniejszy.

Jeśli nadal wierzymy w to, że rolą polityków jest skuteczne reprezentowanie jak najszerszej grupy ich wyborców, w tym obrona przed złymi praktykami BigTechów, powinniśmy popierać wszelkie działania zmierzające do tego, by zapewnić mniejszym firmom możliwość odniesienia sukcesu na rynku cyfrowym.

Poprzedni artykułJakie są kary za złamanie RODO?
Następny artykułChaos przestrzenny kosztuje nas fortunę