Obniżenie zaliczek, tak aby nie były one wyższe niż przed rokiem, nie oznacza, że podatnicy nie zapłacą tej części podatku. To, co dziś fiskus zostawia w ich kieszeniach odbierze sobie wtedy, kiedy podatnik zacznie na Polskim Ładzie zyskiwać. Tym samym to nie jest prezent, a jedynie pożyczka od rządu, zwrot której wydłuży oczekiwanie na spodziewane niższe podatki, które miał przynieść Polski Ład.

podatki
Fot. Pexels

Polski Ład w swoim pierwotnym kształcie funkcjonował zaledwie 7 dni. Już 7 stycznia został bowiem poprawiony rozporządzeniem, które zaczęło obowiązać od 8 stycznia i miało ratować sytuację po tym, jak się okazało, że część pracowników, którzy na nowych przepisach mieli zyskać, wcale nie zyskuje, a poniesione przez nich straty są dość odczuwalne.

Abstrahując od całej dyskusji, która rozgorzała wokół tego, czy ustawę można było poprawić takim rozporządzeniem, czy też nie, warto się zastanowić, co tak naprawdę daje rozporządzenie, które miało być kołem ratunkowym rzuconym przez rząd wiarygodności Polskiego Ładu.

Rozporządzenie przedłużyło terminy pobrania i przekazania części zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych przez płatników będących zakładami pracy oraz zleceniodawcami, od podatników uzyskujących za pośrednictwem tych płatników podlegające opodatkowaniu przychody ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej lub spółdzielczego stosunku pracy, zasiłki pieniężne z ubezpieczenia społecznego wypłacane przez zakłady pracy, a w spółdzielniach pracy – wypłaty z tytułu udziału w nadwyżce bilansowej.

Co ważne, rozporządzenie nie zmienia zasad opodatkowania, w tym zasad poboru zaliczek na podatek, określonych w ustawie PIT, a jedynie przesuwa w czasie terminy poboru i przekazania zaliczek na podatek. To bardzo ważne zastrzeżenie. Tym samym rozporządzenie określa, w jakiej sytuacji płatnik nie pobierze części zaliczki miesięcznej oraz w jakim miesiącu ma ona zostać pobrana i przekazana.

Rozporządzenie ma zastosowanie, gdy miesięczne przychody, uzyskane przez podatnika za pośrednictwem płatnika nie przekroczą 12 800 zł (co, jak się okazuje, wkrótce może się zmienić, bo w praktyce okazało się, że w grupie tej nie zmieścili się polscy parlamentarzyści, którzy zarabiają o 27 zł za dużo). Przy czym limit ten stosuje się odrębnie dla każdego źródła przychodów. Takie źródła, dla których limit ustalany jest odrębnie to:
źródło I – stosunek służbowy, stosunek pracy, stosunek pracy nakładczej lub spółdzielczy stosunek pracy, zasiłki pieniężne z ubezpieczenia społecznego wypłacane przez zakłady pracy, a w spółdzielniach pracy – wypłaty z tytułu udziału w nadwyżce bilansowej,
źródło II – umowy zlecenia,
źródło III – emerytura i renta, świadczenia przedemerytalne i zasiłki przedemerytalne, nauczycielskie świadczenie kompensacyjne, renta strukturalna, renta socjalna oraz rodzicielskie świadczenie uzupełniające,
źródło IV – zasiłki pieniężne z ubezpieczenia społecznego. A zatem, jeśli dana osoba uzyskuje np. dochody z umowy o pracę i z umów zlecenia, do każdej z tych umów ma zastosowanie odrębny limit 12 800 zł miesięcznie.

Rozporządzenie przedłuża termin poboru i przekazania zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych w określonej części, która jest wyznaczana poprzez porównanie zaliczek na podatek obliczonych według dwóch metod: według zasad obowiązujących w 2022 r., tj. po wejściu w życie Polskiego Ładu oraz według zasad obowiązujących w 2021 r. Oznacza to, że każda zaliczka musi być obecnie wyliczana dwa razy (za dodatkowy czas pracy działów, które się tym zajmują, muszą oczywiście zapłacić właściciele firm).

Przedłużenie dotyczy zatem tylko tej części zaliczki, która jest różnicą pomiędzy zaliczką obliczoną na zasadach z 2021 r. i obliczoną na nowych zasadach obowiązujących od stycznia 2022 r. Jeśli zatem zaliczka obliczona na nowych zasadach wyniesie np. 500 zł, a wyliczona w 2021 r. od tej samej podstawy wynosiłaby np. 300 zł, to przedłużenie poboru dotyczy 200 zł (500 – 300). Płatnik pobiera w takiej sytuacji 300 zł zaliczki, a pozostałe 200 zostanie pobrane w późniejszym terminie.

Rozporządzenie obliguje płatników do jego stosowania. Jednak część podatników może zrezygnować z płacenia niższych zaliczek w trakcie roku i złożyć płatnikowi wniosek o nieprzedłużanie terminów poboru zaliczek, wynikający z rozporządzenia. Zatem o tym, czy rozporządzanie stosować czy nie, decyduje nie pracodawca, tylko pracownik.

Rezygnację mogą złożyć podatnicy, którym płatnik przy poborze zaliczek na podatek nie stosuje 1/12 kwoty zmniejszającej podatek, czyli np. zleceniobiorcy, czy „wieloetatowcy” uzyskujący przychody od kilku pracodawców lub pracownicy, którzy nie złożyli pracodawcy bądź „wycofali” oświadczenie PIT-2. Rezygnacja musi mieć postać złożonego płatnikowi na piśmie wniosku o nieprzedłużanie terminów poboru zaliczek na podatek. Płatnik nie będzie stosował rozporządzenia najpóźniej od następnego miesiąca po otrzymaniu wniosku. Możliwe jest również uwzględnienie wniosku już w miesiącu jego złożenia (płatnik jeszcze tym miesiącu wypłaca świadczenie podlegające opodatkowaniu), a jeśli tak się nie stanie, to płatnik nie zastosuje rozporządzenia począwszy od następnego miesiąca.

Warto też nadmienić, że zgodnie z najnowszymi informacjami z Ministerstwa Finansów, mechanizm z rozporządzenia ma wkrótce trafić do ustawy o PIT. Na to trzeba będzie jednak jeszcze chwilę zaczekać.

Na zakończenia warto sobie zdać sprawę z jeszcze jednego – o czym zresztą nie raz już pisałem. Rząd, likwidując w ramach Polskiego Ładu możliwość odliczania znacznej części składki zdrowotnej od podatku, zabrał z kieszeni Polaków niemal 70 mld zł. Tyle bowiem, według danych Ministerstwa Finansów, odliczaliśmy w sumie od podatku z tytułu składki zdrowotnej. Te 70 mld zł, rząd rozdał następnie w formie różnych „benefitów” podatkowych – takich jak wyższa kwota wolna od podatku, wyższy próg podatkowy etc. Kłopot w tym, że rozdał nie wszystkim, ale „wybranym” przez siebie grupom społecznym. Efekt jest taki, że grupa najbardziej aktywnych zawodowo obywateli straciła całkiem sporo na zmianach, zaś ci o mniejszych zarobkach zyskali stosunkowo niewiele. I nie chodzi tu o ocenę, czy dla kogoś 100 zł więcej lub mniej w skali miesiąca to dużo, czy mało, tylko o skalę tego, co tak naprawdę rząd równocześnie Polakom zabrał.
Prawda zaś jest taka, że Polski Ład w dużej mierze polega na tym, że z jednej kieszeni wyjęto nam 70 mld zł (likwidacja odliczenia składki zdrowotnej), aby te same (o ile nie niższe) pieniądze wsypać podatnikom do kieszeni w formie „obniżonych” podatków.

Poprzedni artykułIndyjskie problemy z Pegasusem
Następny artykułMamy rekord w energii wiatrowej