Chociaż obecnie wszelkiego rodzaju spotkania przeprowadzane stacjonarnie odżyły i nie można narzekać na brak targów, kongresów, konferencji, festiwali czy rozmaitych pikników, to za sektorem organizacji imprez ciągnie się przeszłość. Obok transportu należał on do najbardziej poszkodowanych przez koronakryzys. Przedsiębiorcom przeszkadzają w „wyjściu na swoje” przede wszystkim bankowe długi.

crystal710/Pixabay

O jakim sektorze mówimy? Organizacja imprez i innych eventów – według danych Stowarzyszenia Branży Eventowej – stanowi 1,5 proc. PKB naszego kraju. Sektor ten daje zatrudnienie 220 tysiącom osób. Przed tzw. pandemią organizowano imprezy za 3 mld złotych rocznie. Obecnie agencje eventowe raportują, że wartość rynku nie przekracza dwóch miliardów. Szacuje się, że – by rynek osiągnął takie obroty, jak przed koronakryzysem – rocznie powinno odbyć się około siedmiu tysięcy różnych wydarzeń (nie w formule zdalnej, tylko stacjonarnej lub co najmniej hybrydowej) dla niemal 28 milionów osób. Już widać, że nie ma na to szans.

Zdewastowany sektor

Szans na poprawę nie ma tym bardziej, że pandemia przeszła niemal płynnie w nowy kryzys. Tym razem związany zarówno z rosyjską agresją na naszego wschodniego sąsiada, jak i z hamowaniem gospodarki oraz szalejącą inflacją – a może przede wszystkim z tym ostatnim. Ponieważ wszystko drożeje, w oczywisty sposób odbija się to też na firmach, które tną koszty. Gdzie najczęściej i najchętniej to robią? Ofiarą padają tu zazwyczaj wydatki na rzeczy, bez których przedsiębiorstwo może się obyć, a więc na wszelkie eventy, a także nakłady na promocję. Imprezy są jednymi z pierwszych na liście ewentualnych oszczędności.

Pandemia mocno zdewastowała sektor MICE i to pomimo pieniędzy podatnika włożonych w niego w postaci pomocy „tarczowych”. Gdy tylko ogłoszono wybuch „straszliwego wirusa” klienci w panice i masowo odwoływali imprezy. Kiedy zaś w nielicznych momentach spokoju próbowano skłonić ich do powrotu, rząd smagał rynek srogimi lockdownami. Sektor przez ostatnie trzy lata tak naprawdę nie miał kiedy porządnie się odbić. Załamanie odczuły przede wszystkim polskie firmy małe i średniej wielkości. Duże miały z czego ciąć wydatki. Ratowały się podejmując inne formy aktywności gospodarczej lub – w przypadku agencji sieciowych – mogły liczyć na wsparcie zachodnich central.

Dopiero ten rok przyniósł nadzieję na mocniejsze odbicie, między innymi dzięki wysypowi różnych koncertów i innych widowisk, których po okresie pandemii ludzie są szczególnie złaknieni.
– Jednak 2022 to przede wszystkim koncerty przekładane z poprzednich lat. Zainteresowanie wydarzeniami jest rzeczywiście bardzo duże, większość biletów została sprzedana. Ale jeszcze wiosna upłynęła w cieniu wątpliwości wynikających z kryzysu wojennego w Ukrainie – mówi Dagmara Chmielewska, prezes Stowarzyszenia Branży Eventowej i dyrektor Programowa Studium Event Management.

Nie mogą wyjść z długów

Badanie przeprowadzone w 2021 r. przez Radę Przemysłu Spotkań i Wydarzeń, a więc przed niespełna rokiem pokazało, że 38 proc. przedsiębiorców zamierzało zamknąć lub zawiesić swoją działalność. Z kolei, według analiz wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet, aż 62 proc. przedsiębiorców jest w słabej lub bardzo słabej sytuacji. Wielu już zamknęło biznes. Albo, pomimo widocznego ożywienia na rynku, zamierza to zrobić. Dlaczego?

Przedsiębiorcy, chcąc przetrwać niszczący okres koronakryzysu, starali się nie zwalniać ludzi i podtrzymywać swoją aktywność, na przykład organizując spotkania zdalne. Koszty działalności, prowadzonej czasami – co tu kryć – „na siłę”, doprowadziły do tego, że część sektora zaczęła funkcjonować na kredyt. Od wybuchu pandemii zaległości branży wzrosły o prawie 144 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK. Zadłużenie agencji eventowych wobec dostawców i banków wzrosło z ponad 202 mln zł w marcu 2020 r., do przeszło 236 mln zł w kwietniu 2022 r.

Co czeka rynek MICE?

Pojawiły się też nowe problemy. Mniej lub bardziej poważne kłopoty przeżywa 3729 agencji.

– Generalnie obserwujemy, że firmom usługowym działającym na rzecz biznesu, w ostatnich miesiącach znacząco pogłębiły się problemy z rozliczeniami i niestety sektor MICE nie jest tu wyjątkiem – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor, prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Jak się wydaje, rynek czekać może fala konsolidacji. Przetrwają na nim podmioty największe, o maksymalnie zdywersyfikowanej działalności. Mniejsze zostaną dociśnięte długami, które w efekcie podwyżek stóp procentowych będą tylko rosnąć. Sektor musi też myśleć już o jesieni i zimie. Łatwe to nie będzie, bo nie wiadomo, co szykuje się na ten czas – przedsiębiorcy zmuszeni są działać w warunkach zwiększonej niepewności.

Poprzedni artykułRosyjska sieć wycofuje się z Polski
Następny artykułKonfederacja wskazuje przyczynę wzrostów cen za energię