Dane z ostatnich dziesięcioleci pokazują, że ekonomiści nie przewidzieli żadnej z recesji, która miała miejsce od początku lat 70. XX w. Aktualnie znawcy rynków prognozują, że połączenie inflacji, podwyżki stóp procentowych, słabości chińskiej gospodarki i niepewności geopolitycznej, z dużym (ponad 60-proc.) prawdopodobieństwem doprowadzi do recesji. Zawodność wcześniejszych prognoz daje niektórym nadzieję, że jeśli ekonomiści przewidują recesję, to najprawdopodobniej ona nie nastąpi.

geralt/Pixabay

Rok 2022 został okrzyknięty rokiem końca pandemii, zniesienia obostrzeń i powrotu do normalności. Tymczasem stał się on rokiem wojny, inflacji oraz kryzysów: energetycznego, surowcowego i klimatycznego. Był to również rok zmiany paradygmatu w bankach centralnych pogrążonych w trudnym zadaniu walki z inflacją, pożegnania z bliskimi zeru stopami procentowymi oraz końcem taniej energii.

Trudne prognozowanie

Yves Bonzon, dyrektor ds. inwestycji w szwajcarskim banku Julius Baer w swojej najnowszej analizie stwierdził: „Rok 2022 był ponurym rokiem dla prognoz gospodarczych, a rok 2023 wcale nie będzie łatwiejszy do odczytania”. Biorąc pod uwagę liczbę nieprawdopodobnych zdarzeń, które zmaterializowały się w ostatnich latach, wykonywanie prognoz staje się teraz jeszcze bardziej skomplikowane. Ale zasadniczo kluczowym pytaniem na 2023 r. jest to, czy banki centralne będą w stanie zredukować inflację nie do celu 2 proc., ale do akceptowalnego poziomu bez powodowania recesji, a przynajmniej głębokiej recesji. Po miesiącach upierania się, że inflacja jest tymczasowa, a potem, że przejściowa, banki centralne stanęły twarzą w twarz z poziomami cen, których nie widziały od lat 80. XX w. Cena pieniądza wzrosła w USA z 0,25 proc. w marcu do 4,5 proc., Europejski Bank Centralny (EBC) podniósł stopy procentowe z 0 proc. do 2,5 proc. w okresie od lipca do grudnia. Po obu stronach Atlantyku panuje przekonanie, że podwyżki stóp procentowych będą kontynuowane, dopóki inflacja nie zbliży się do poziomu 2 proc. Aktualnie oprócz walki z inflacją banki próbują odzyskać utraconą z powodu swoich błędnych obliczeń i prognoz wiarygodność.

Chociaż w ostatnich miesiącach inflacja w niektórych krajach zaczęła spadać (USA, Hiszpania) to wciąż w sporej części europejskich gospodarek ma dwucyfrową wartość. Nawet krajom, które najwcześniej zaczęły podnosić stopy procentowe (w tym Polsce) nie udało się uniknąć inflacji. Ekonomiści spodziewają się, że stopy procentowe w nadchodzących kwartałach spadną, ponieważ tegoroczne wstrząsy na rynkach energii i żywności zaczną będą coraz mniejsze. Jednak nie można również wykluczyć nowych napięć w sektorze energii biorąc pod uwagę, że „światowy rynek gazu jest tak napięty, że w sytuacji ożywienia gospodarczego w Azji nie będzie w stanie zaspokoić prawie żadnego wzrostu popytu w Europie” – wyjaśnia Edoardo Campanella, ekonomista w Unicredit. Ponieważ nie widać końca wojny na Ukrainie, stawką w nadchodzących miesiącach będzie to, co stanie się z cenami energii następnej zimy.

Dobrze już było

Istnieją inne czynniki, które pomogą utrzymać inflację na wysokim poziomie – wskazuje Stefan Hofrichter, szef ds. ekonomii i strategii Allianz. Mowa o oczekiwanych podwyżkach płac w wielu krajach, a także o rozdrobnieniu światowej gospodarki, które powoduje, że łańcuchy dostaw są droższe, a dostawa kluczowych produktów (takich jak np. półprzewodniki) jest ograniczona. W tym scenariuszu perspektywa dalszego zacieśniania polityki pieniężnej przez banki centralne przez cały rok 2023 jest więcej niż prawdopodobna.

Zdaniem ekonomistów BlackRock Investment Institute okres prosperity i stabilnej inflacji dobiegły końca. Co więcej, banki centralne nie będą już ratować gospodarek, jak to robiły w przeszłości, a to oznacza, że recesja jest prawie pewna.

Prawda jest taka – jeśli historia ma nam posłużyć jako punkt odniesienia – że w przeszłości banki centralne nie były w stanie obniżyć dwucyfrowego poziomu inflacji bez wywołania recesji. Tym razem (w dobie telepracy i gospodarki cyfrowej, której skutki nie są do końca skwantyfikowane) może być inaczej, ale bezpieczniej jest być przygotowanym na coś przeciwnego. Niektóre dane przewidują spowolnienie aktywności gospodarczej – np. Indeks Menedżerów ds. Zakupów (ang. Purchasing Managers Index) od kilku miesięcy znajduje się poniżej poziomu 50 punktów, co oznacza pogorszenie koniunktury. Co prawda na światowe rynki docierają też pozytywne sygnały, takie jak zakończenie polityki „zero COVID” w Chinach, ale nie należy zapominać, że zmiana sposobu współistnienia z koronawirusem będzie trudniejsza niż oczekiwano, na co wskazują nowe fale infekcji.

Recesja, ale nie bardzo głęboka?

Do tej pory siła rynku pracy chroniła globalne gospodarki przed możliwym twardym lądowaniem, co zaskoczyło wielu ekspertów, którzy przewidywali recesję w głównych sektorach gospodarkach już w 2022 roku. Jednak aktualnie wiele przedsiębiorstw odnotowuje spadek zysków i spowolnienie inwestycji, które świadczą o zbliżającej się recesji. „Kiedy analiza makroekonomiczna i twoje własne wyniki mówią to samo, nie ignoruj ich” – mówi Neil Shering, główny ekonomista w Capital Economics. „Pocieszeniem jest to, że recesja nie powinna być bardzo głęboka: nie grozi nam pandemia ani kryzys finansowy, jak to miało miejsce w przypadku ostatnich recesji w 2020 i 2008 roku” – podkreśla.

Zdaniem Daniela Vernazzy, głównego analityka Unicredit, po łagodnej recesji możemy spodziewać się równie słabego ożywienia. Według wyliczeń Fitch, w przypadku USA i strefy euro każdy punkt procentowy podwyższenia stóp zmniejsza PKB o pół punktu. EBC podniósł już stopy o 2,5 punktu procentowego, a Rezerwa Federalna o 4,25 punktu.

Chociaż prognozy różnią się w zależności od agencji analitycznej to eksperci są zgodni, że tempo wzrostu w Stanach Zjednoczonych oraz strefy euro w 2023 r. wyniesie około 0,5 proc., podczas gdy gospodarka Wielkiej Brytanii skurczy się o 0,4 proc. W przypadku Chin, drugiej co do wielkości gospodarki świata, recesja jest wykluczona, ale eksperci szacują, że do 2023 r. ich gospodarka osiągnie poziom z połowy 2021 r., co oznacza prawie dwa lata utraconego (z powodu pandemii) wzrostu. Prognozy wskazują na powolny wzrost w pierwszej połowie roku, ponieważ Pekin wciąż będzie dostosowywał rozwiązania kończące politykę „zero COVID”. Według ekspertów całkowite zerwanie z reżimem sanitarnym nastąpi dopiero w kwietniu, po czym nastąpi zauważalne odbicie w drugiej połowie roku. Zdaniem OECD Chiny zanotują w 2023 r. wzrost o 4,6 proc.

Jak wynika z analizy OECD światowy wzrost gospodarczy spadnie do 2,2 proc. w 2023 r., zaś w 2024 r. osiągnie poziom 2,7 proc. Zdaniem ekonomistów nadchodzący rok ma być stanem między spowolnieniem gospodarczym a recesją. Skutki wojny na Ukrainie, takie jak wzrost cen żywności i energii, galopująca inflacja oraz rosnące zadłużenie rządów wpłyną na sytuację gospodarczą niemal na wszystkich kontynentach. Najbardziej ucierpią Europa oraz obie Ameryki. Wyjątkiem będzie Azja – za sprawą Chin.

Ponieważ ekonomiści nie przewidzieli żadnej z recesji, która miała miejsce w ciągu ostatnich 50 lat, miejmy nadzieję, że i tym razem ich prognozy się nie sprawdzą i rok 2023 nie będzie rokiem mocnego zaciskania pasa.

Poprzedni artykułIdea 3W kluczem do nowych technologii i pomysłów biznesowych
Następny artykułCzy Polacy mają pieniądze na dzieci?