Fot. Pixabay

Europa, z Francją na czele, doświadcza przebudzenia w relacjach z Chinami. Po tym jak w ubiegły wtorek francuski minister spraw zagranicznych Jean-Yves Le Drian wezwał na konsultację ambasadora Lu Shaye, prezydent Emmanuel Macron skrytykował działania podjęte przez władze z Pekinu w początkowej fazie pandemii w ich kraju. W wywiadzie dla „Financial Times” francuski prezydent wezwał do tego, aby nie być „naiwnym” i nie ubolewać nad Chinami, gdyż jest wiele niejasności odnośnie metod, jakie zastosowały tamtejsze władze w kwestii zażegnania kryzysu zdrowotnego wywołanego koronawirusem.

Podobną retorykę przyjmuje Londyn. Szef brytyjskiej dyplomacji stwierdził w ubiegłym tygodniu, że Chiny będą musiały odpowiedzieć na „trudne pytania dotyczące okoliczności pojawienia się wirusa oraz tego dlaczego nie powstrzymano jego rozprzestrzeniania się wcześniej”.

Przez długi czas kraje Unii Europejskiej nie przywiązywały większej wagi do tego, co się dzieje na Wschodzie. W czasie gdy Stany Zjednoczone przeprowadzały zwrot w polityce azjatyckiej, Paryż, Berlin, Londyn, czy Rzym zwracały wzrok w kierunku Rosji, która otwierała fronty działań wojennych na kontynencie, czy też jeszcze w kierunku krajów południa, gdyż zagrożenie terrorystyczne, następnie migracyjne stamtąd płynące, wydawało sie bliższe.

Francja, podobnie jak Wielka Brytania, podjęły w ramach polityki zagranicznej pewne działania w obszarze strefy Oceanu Indyjskiego i Pacyfiku, które wyraziły się choćby poprzez wysłanie kilku okrętów wojennych do patrolowania Morza Chińskiego. Natomiast pozostałe kraje europejskie kompletnie nie zajmowały się Chinami, gdyż NATO gasiło wszelkie dyskusje na temat Chin. – W kontekście strategii działań NATO nie mówi sie o Chinach – przypomniał niedawno Thomas Gomart, dyrektor Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (IFRI). Sojusz Północnoatlantycki po raz pierwszy zauważył rosnącą potege Chin w 2019 r., lecz nie wskazał tego kraju jako potencjalnego przeciwnika.

W istocie kryzys Covid-19 powinien być postrzegany nie tyle jako czynnik wywołujący pewną tendencję, ile jako czynnik przyśpieszający, a nawet wzmacniający tendencję zaobserwowaną w stosunkach między Europą a Chinami już wcześniej.

– Już od pewnego czasu Europa przyjmuje bardziej strategiczną i realistyczną postawę w stosunkach z Chinami. Iluzje odnośnie możliwej konwergencji i wzajemności jeszcze silne 12 czy 13 lat temu, rozwiały się, nawet jeśli Unia Europejska nadal twierdzi, że partnerstwo z Pekinem jest możliwe – wyjaśnia François Godement, specjalista Instytutu Montaigne do spraw stosunków z Azją.

W 2019 r. Komisja Europejska, decydując się wreszcie na nazwanie rzeczy po imieniu, określiła Chiny „rywalem systemowym”, a także „ konkurentem strategicznym”. – To tłumaczenie, na język polityki, opinii ogółu niemieckich przedsiębiorców, którzy uświadomili sobie, że mają obawy w świetle chińskich ambicji, nakierowanych na osiągnięcie supremacji technologicznej nad Stanami Zjednoczonymi – kontynuuje Thomas Gomart. – Od 2008 roku, a więc od momentu przejęcia przez Xi Jinpinga całkowitej kontroli nad krajem, jest oczywiste, że faza współpracy zdefiniowana przez Stany Zjednoczone, a której kulminacją było wejście Pekinu do WTO w 2001 roku, przybiera formę w wieloaspektowej i hybrydowej konfrontacji.

Opinię tę podziela reszta Europy, która uświadomiła sobie, że gospodarka Chin dogania gospodarki europejskie szybciej, niż można było się tego spodziewać i że Pekin wyszedł z kryzysu gospodarczego w 2008 r. w lepszej kondycji niż Stary Kontynent. Wystąpienia Xi Jinpinga rozpościerające wizję świetlanej przyszłości przed Komunistyczną Partią Chin oraz pragnienie władz chińskich, aby wymazać z pamięci upokorzenia doznane w przeszłości ze strony państw zachodnich, jak również pragnienie zademonstrowania siły kraju, wybrzmiewają coraz groźniej w stolicach zachodnich państw.

– Postawa Chin, która spowolniła lub przerwała negocjacje z Europą, czy też nadała priorytet relacjom z Waszyngtonem, dowiodła Europejczykom, że chińska narracja była względna i że UE nie była przez nich traktowana poważnie – analizuje François Godement.

Europejczycy są również zaniepokojeni sposobem, w jaki chińska dyplomacja rozwinęła swoje wpływy w strukturach ONZ, wypełniając pustkę, jaką pozostawili tam Amerykanie i w efekcie przejmując władzę w kilku instytucjach, takich jak WHO czy FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa).

– System współpracy wielostronnej, który stworzony został przez Stany Zjednoczone, przechodzi w inne ręce – ostrzega Thomas Gomart. I Europejczycy to dostrzegają. W 2017 r. podczas Przeglądu Strategicznego Obronności i Bezpieczeństwa Francji, analizy zleconej przez prezydenta Macrona, zidentyfikowano trzy zagrożenia dla multilateralizmu: to Rosja, Chiny i Stany Zjednoczone. W swoim przemówieniu na temat strategii obronności i odstraszania z 7 lutego, a więc jeszcze przed wybuchem epidemii, prezydent Francji określał Chiny jako „temat strategiczny”.

Odnośnie Stanów Zjednoczonych, wirus zaostrzył jeszcze bardziej napięcia w stosunkach z Chinami. Prezydent Donald Trump oskarżył Pekin o „ukrywanie” skali epidemii w jej początkowej fazie oraz zamroził amerykańskie składki finansowe na WHO na znak protestu przeciwko pro-chińskiemu nastawieniu dyrektora tej organizacji.

Pandemia zakończyła również miesiąc miodowy między Chinami, a Afryką. – Xi Jinpingowi udało się zepsuć stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, Afryką, Azją Południowo-Wschodnią i Europą, w tym z wielkim partnerem, jakim była Francja. Strategia oparta na dzieleniu oraz oszczerstwach, której stosowały Chiny, poszła za daleko. Dzisiaj wszyscy są świadomi szaleństwa, jakie niesie ze sobą chiński system władzy – zauważa Valérie Niquet z Fundacji Badań Strategicznych (FRS). Nawet Europa Środkowa i Wschodnia są mniej zauroczone Pekinem. Rząd w Pradze oddalił sie od rządu w Pekinie, aby zbliżyć się do Tajwanu. Jeśli mowa o Polakach, są oni rozczarowani słabym odwzajemnieniem się Chin za udzielone Pekinowi wsparcie polityczne. – Chińskie wsparcie dla niektórych krajów UE jest bardzo kruche, ponieważ opiera się wyłącznie na interesach finansowych – wyjaśnia Valérie Niquet.

W geście, który pokazuje zakłopotanie Państwa Środka, Pekin nagle przyznał się w miniony piątek do wyższej o 50 proc. liczby zgonów z powodu koronawirusa, niż ta podawana wcześniej. Dyrektor WHO, którego los na tym stanowisku wisi na włosku z uwagi na jego pro-chińską postawę, złożył hołd słuszności polityki przywódczej Emmanuela Macrona. To efekt bumerangu pandemii wywołanej koronawirusem.

Czyżby wiatr zaczął wiać w oczy Chińczykom? Niektórzy są właśnie takiego zdania. – Oficjalna chińska narracja, łącząca zadowolenie z siebie, z agresywnością i dezinformacją, zaczyna obracać się przeciwko Chinom. Ta strategia była samobójstwem w domenie public relations i będzie miała poważne konsekwencje – napisał na Twitterze Antoine Bondaz, specjalista wspomnianej wcześniej Fundacji Badań Strategicznych.

Czy aby na pewno? – Istnieje ryzyko, że Europejczycy wyjdą z kryzysu zubożeni, podzieleni i zdezorientowani. Podczas gdy Chińczycy wcale nie są zdezorientowani. Europejczykom trudno będzie oprzeć się propozycjom technologicznym z Chin. Istnieje ryzyko, że terytorium Unii Europejskiej stanie się miejscem konfrontacji Chin ze Stanami Zjednoczonymi – ostrzega Thomas Gomart.