O wolności mówią wszyscy politycy, niosą ją na sztandarach prawie wszystkie partie polityczne, jednak – ponieważ nie do końca pojmujemy tę ideę – każdy rozumie ją po swojemu.

Joenomias.Pixabay

Osoby utożsamiające się z liberalną stroną sceny politycznej często mają problem z rozumieniem społecznych trendów. Posługują się najpotężniejszą bronią w na rynku idei – wolnością, a wciąż wiele osób nie dostrzega ich jako orędowników wyzwolenia. Dzieje się tak nie dlatego, że ludzie nie łakną wolności, a dlatego, że każdy może ją inaczej postrzegać. Dla niektórych np. wolny rynek to wolność – dla marksistów znaczy ona zupełnie coś innego. Tak samo ważne, lecz inaczej rozumiane jest to pojęcie w prawie każdym stronnictwie politycznym.

Jedno z najciekawszych i często używanych rozróżnień dotyczących wolności stworzył Isaiah Berlin – brytyjski filozof i historyk idei. W swoim wygłoszonym w 1958 roku na Uniwersytecie Oksfordzkim wykładzie „Dwie koncepcje wolności” omówił – do tej pory aktualne – rozróżnienie na wolność negatywną i pozytywną. Zrozumienie tych wciąż świeżych pojęć pozwala na wytłumaczenie fenomenu występowania tego chwytliwego hasła na sztandarach wszelkich (a przynajmniej głównych) sił politycznych i w dyskursie publicznym.

Wolność negatywna

Wolność negatywną najprościej wytłumaczyć jako „wolność od” (przymusu, ingerencji władz w prywatność, fiskalizmu. Jest to każda nasza możliwość do zachowania autonomii i niezależności od czynników zewnętrznych. Tak pojmowana swoboda pozwala na wydzielenie pewnej nietykalnej dla osób trzecich sfery prywatnej, która spoczywa jedynie w naszej gestii, a ograniczona jest klasycznie przez taką samą wolność drugiego człowieka. Jest to fundament liberalnej wspólnoty społecznej, która pozwala ludziom na realizację swoich pragnień i dążeń, tak jak sami tego chcą! Można powiedzieć, że oksfordzki wykładowca był zwolennikiem tej perspektywy, wiążącej się bezpośrednio z liberalną perspektywą społeczną.

Nie oznacza, to jednak że Berlin nie zauważa w niej błędów i problemów. Jako klasyczny liberał nie popiera on skrajnie libertariańskich, anarchoindywidualistycznych czy anarchokapitalistycznych wizji. Nieograniczona autonomia jednostki nie jest w stanie sprostać wymaganiom życia w społeczeństwie, które to jest jedynym naturalnym środowiskiem człowieka. Isaiah Berlin zauważa, że skrajny kapitalizm i leseferyzm może powodować wypaczenia społeczne nie tylko (i aż) na poziomie ekonomicznym (tworząc rozwarstwienia majątkowe), lecz także przez spojrzenie na drugiego człowieka, jako na podmiot obcy, jedynie wykorzystywany instrumentalnie do zaspokojenia czyichś dążeń. Z tego, choć z pewnością nie tylko tego, powodu na piedestał wystawia filozof pluralizm oraz potrzebę koegzystencji w różnej proporcji również wolności pozytywnej.

Wolność pozytywna

Pewien stopień dychotomii między wolnością negatywną a pozytywną prowadzi do prostej konkluzji, że tak jak liberałowie umiłowali sobie tę pierwszą, tak i socjaliści (i socjaldemokraci) odczuwają dużo większą sympatię do tej drugiej. Jak liberalne podejście podkreśla znaczenie „autonomii od”, tak jej pozytywne odzwierciedlenie w ujęciu Isaiaha Berlina oznacza „wolność do”. Kojarzona jest ona często z kwestią polityczną, wpływem na władzę, partycypacją, możliwością zgromadzeń, lecz także lwią częścią praw człowieka. Wymienienie jedynie jej elementów składowych byłoby jednak zbyt dużym uproszczeniem oraz pominięciem samej logiki.

Wolność pozytywna oznacza także możność do realizacji własnego bytu. Zawierają się w tym także pojęcia wskazujące na demokratyczny charakter tego rozumienia. Szerzej możemy jednak zauważyć, że jest to wolność do realizacji projektów o charakterze globalnym, które pozwalają na wyzwolenie spod ograniczeń niedoboru możliwości. Gdy spojrzymy na temat od strony gospodarczej, będzie to wolność do realizacji celów, których poprzez brak środków nie możemy zrealizować. Idąc dalej jest to idea, która także na innych poziomach, przykładowo psychologicznym czy biologicznym, może dążyć do wyzbycia się ograniczeń w celu uzyskania szerszego pola różnych możliwości.

Autor tego rozróżnienia, jako zwolennik liberalizmu, znajduje w tym podejściu dużo więcej niebezpieczeństw. Przede wszystkim – ze względu na rok powstania wykładu – zauważa początek totalitaryzmów, które w imię wyższego celu, uwolnienia i nadania pewnych nowych możności, zabierały wolność negatywną i doprowadziły do największych i najbardziej nieludzkich zbrodni w historii. Takie zapędy ułatwia demokracja i prawo do wyboru władzy. Społeczeństwo można bowiem łatwo zmanipulować, w szczególności, gdy do uzyskania totalnej władzy, w większości wypadków wystarczy głos dużo mniej niż połowy uprawnionych do głosowania. Dodatkowo aspektem budzącym niepokój jest możliwość roszczenia wolności pozytywnej do nowych możności. Oznaczają one nie tylko nowe potrzeby, lecz także całe nowe systemy moralne.

Pluralizm

Cała mądrość, którą próbuje w tym wszystkim przekazać Berlin polega na pluralizmie. Do realizacji siebie potrzebujemy obydwu wolności. Zarówno kapitału, wiedzy, kontaktów (albo nawet jedynie możliwości, aby te zasoby zdobyć), jak i autonomii, dzięki której nikt nie zabroni nam wykonać zamierzonych działań. Relacja ilościowa pomiędzy nimi powinna być jednak po stronie tej liberalnej, bardziej leseferystycznej, gdyż łatwiej jest zapobiec zagrożeniom z niej wypływającym. Nie znaczy to jednak, że nie potrzebujemy wolności pozytywnych, które na najniższym poziomie dotyczą możliwości zmiany obecnej sytuacji dzięki wpływom na politykę.

Dla niektórych rozróżnienie to wydawać się może kuriozalne. W końcu wolność do czegoś (np. posiadania schronienia) to wolność od przeciwieństwa tego czegoś (bycia bezdomnym). Sens tego sięga jednak głębiej i pozwala zrozumieć, dlaczego zarówno komuniści jak i libertarianie walczą w imię tej samej idei, lecz nienawidzą siebie zaciekle. W końcu chodzi o coś najważniejszego – chodzi o wolność!

Poprzedni artykułDlaczego nie ma magnetycznych pociągów
Następny artykułKonfederacja protestowała przed przedstawicielstwem UE. Ostre słowa posła Sośnierza