Polska nie będzie miała technicznych możliwości, żeby importem z innych kierunków zastąpić rosyjski węgiel.

W styczniu 2021 r. tona węgla kamiennego kosztowała ok. 880 zł, teraz kosztuje ok. 2 tys. zł, a wkrótce może przekroczyć 3 tys. zł.

Tymczasem okazuje się, że zastępczy import węgla na dotychczasowym poziomie w ogóle może okazać się niemożliwy.

– Od początku roku do 15 kwietnia zaimportowano ok. 2 mln ton węgla. Po wprowadzeniu embarga na węgiel z Rosji, drogą kolejową mogłyby wjechać znaczące ilości węgla z Kazachstanu. Jednakże spodziewamy się, że Rosjanie — w ramach odwetu za embargo — zablokują tranzyt węgla z Kazachstanu już w maju. Zostają porty. Maksymalna przepustowość portów, według naszej wiedzy, to 8 mln ton węgla na rok, lecz jeden kwartał już minął, co daje tylko 6 mln ton. Biorąc pod uwagę konkurencję o szlaki wodne z innymi surowcami, można zakładać ok. 4 mln ton przepustowości do końca roku. W sumie daje to podaż, ponad roczną produkcję krajową, na poziomie 6 mln ton. Przy założeniu niezmienionego popytu, daje to niemożliwy do uzupełnienia brak na poziomie 11 mln ton. Niedobór będzie odczuwalny jak nigdy dotąd – tłumaczą we wspólnym liście otwartym Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla i Zbigniew Krupski, prezes Federacji Autoryzowanych Sprzedawców Polskiej Grupy Górniczej.

Rosyjski węgiel w Polsce wykorzystywany był przede wszystkim w ciepłowniach i do użytku indywidualnego (4 mln gospodarstw domowych). Czy to oznacza więc, że najbliższej zimy Polacy zamarzną?

Można się tylko domyślać, że bardzo niekorzystne dla środowiska zjawisko palenia śmieciami będzie najbliższej zimy wyjątkowo powszechne.

Poprzedni artykułCzy człowiek jest właścicielem własnego ciała?
Następny artykułTrzeba tylko zapłacić i odsiedzieć