Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, pod wieloma względami doganiamy Zachód. Są jednak i takie wskaźniki, które pokazują, jak długa droga jeszcze przed nami, aby osiągnąć poziom życia najbogatszych krajów. Takim parametrem jest liczba mieszkań na 1000 mieszkańców.

W Polsce wynosi on około 370 i jesteśmy pod tym względem zdecydowanie w tyle, w porównaniu nie tylko do państw tzw. Starej Unii. Wypadamy gorzej nawet od Czech czy Węgier. Tam ta zmienna waha się między 450 a 460 mieszkań na 1000 osób. Lata świetlne dzielą nas zaś od Niemiec czy Francji, gdzie omawiany wskaźnik przekracza wartość 500.

Nie chodzi tylko o rynek

Brak mieszkań to wciąż poważna bariera rozwoju społeczeństwa. Decyduje o stanie powszechnego poczucia dobrobytu obywateli. W naszym kręgu cywilizacyjnym oddziałuje także na tak ważną kwestię, jaką jest przyrost naturalny. Znane powiedzenie mówi, że nie ma piskląt bez gniazda. I trudno się z tym nie zgodzić. Własne „M” to poczucie bezpieczeństwa i komfort pozwalający myśleć o powiększeniu rodziny. Tymczasem w Polsce wciąż mieszkań jest za mało. Bez rozwiązania tego problemu możemy mieć poważne kłopoty z przezwyciężeniem wielu trudności, jakie trapią polskie społeczeństwo. Łącznie z tą najbardziej dotkliwą, jaką jest niski wskaźnik dzietności. Nie można zatem tej kwestii traktować jedynie z perspektywy rynkowej, to sprawa o fundamentalnym charakterze.

Z jednej strony wciąż słyszymy o tym, że są kolejne plany związane z poprawą sytuacji. Należy docenić starania i trafną diagnozę, jaką wobec zaistniałego stanu rzeczy stawia obecny rząd. Niemniej najważniejsze są konkretne liczby, to do nich powinniśmy się odnosić. A liczby niestety wciąż nie wyglądają najlepiej.
Budownictwo mieszkaniowe to wyzwanie o charakterze cywilizacyjnym, rynek ma tutaj oczywiście ważną rolę do odegrania. Jednak bez mechanizmów wsparcia ze strony państwa możemy kolejne lata dreptać w miejscu. Potrzebny jest zatem odważny plan dla rozwoju mieszkalnictwa w Polsce. Mówi o tym wicepremier Jadwiga Emilewicz, wskazując, że takie prace już się toczą i niedługo możemy spodziewać się konkretów.

Sektor mieszkaniowy potrzebuje konkretnych działań

Strategii potrzebuje zresztą całe polskie budownictwo, zarówno to mieszkaniowe, jak i drogowe. Branża podlega silnym cyklicznym wahaniom, jest mocno uzależniona od środków pozyskiwanych z Unii Europejskiej. To zaś wpływa na skokowe zmiany cen, okresowy i dotkliwy brak rąk do pracy oraz trudności w dostępie do materiałów budowlanych. W konsekwencji wzrasta także ryzyko podmiotów współpracujących z branżą, np. deweloperów. Cierpi na tym także państwo, które ma trudności ze znalezieniem wykonawców, którzy chcieliby realizować zaplanowane projekty według proponowanych kosztorysów.

Najbliższe lata mają być okresem wielkich inwestycji infrastrukturalnych. Bardzo ich potrzebujemy i należy mieć nadzieję, że te plany zostaną z powiedzeniem wcielone w życie. Nie można jednak zapominać o sektorze mieszkaniowym.
To temat, który dotyczy milionów Polaków, z których wielu nie może liczyć na własne cztery kąty i przez to wstrzymuje się z decyzją o powiększeniu rodziny. Tu potrzebna jest efektywna współpraca na linii państwo – biznes. Jej podjęcie to jedno z najważniejszych zadań dla obu stron w najbliższym czasie.