W niedzielę, 11 lipca 1943 r. o świcie, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii, wspomagane przez ukraińskich chłopów, wtargnęły do 99 polskich wsi na Wołyniu. Była niedziela i we wsiach atakowanych z premedytacją często w porze sumy większość ich polskich mieszkańców można było zastać w kościołach. W rocznicę tych wydarzeń obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu. 11 lipca, jak co roku, odbędzie się w Warszawie Marsz Pamięci, w którym Polacy uczczą ofiary ludobójstwa na Kresach.

krwawa niedziela na wołyniu zdjęcie

Jeszcze 10 lipca 1943 r. do kwatery lokalnego dowództwa UPA został wysłany ppor. Zygmunt Rumel (świetnie zapowiadający się poeta) jako emisariusz Rządu RP. W geście dobrej woli Rumel oraz przedstawiciel Wołyńskiej AK i woźnica przybyli na rozmowy bez broni. Ukraińcy w „geście dobrej woli”…rozerwali ich końmi. Była to zapowiedź zorganizowanego ludobójstwa, który rozpoczął się następnego dnia.

11 lipca 1943 roku wiele kościołów rzymsko-katolickich spłynęło krwią niewinnych Polaków. Do dzisiaj na Wołyniu przypominają o tym ruiny spalonych świątyń. W tych świątyniach także dzisiaj cisza krzyczy krzykiem mordowanych. Mordowano nie tylko w kościołach. Mordowano w wioskach, w domach, w stodołach, na podwórkach, łapano uciekinierów w polach i lasach. Świadkowie, którzy przeżyli, opowiadają nie o mordowaniu Polaków, ale o dzikiej radości z możliwości zadawania cierpienia Lachom.

Ci, którzy przeżyli, wspominają o usuwaniu ciężarnym kobietom płodów i zaszywaniu kotów, o przybijaniu nożami języków do stołów, o zostawianiu żywych ludzi z obciętymi nogami i rękami, obcinaniu kobietom piersi.

Mordy na polskiej ludności zaczęły się już we wrześniu 1939 r. Wtedy jedną z tortur stosowanych m.in. na złapanych polskich żołnierzach było ściąganie rękawiczek z pańskich, polskich rączek, czyli ściąganie na żywo skóry z rąk po włożeniu ich uprzednio do wrzątku. Tortury tej doświadczyła też ludność cywilna. Wtedy jeszcze polska ludność tłumaczyła sobie te wypadki tym, iż owszem, zdarzają się mordy dokonywane przez nacjonalistów Ukraińskich, ale w ich wioskach mordy się nie zdarzą, wszak dobrze żyją z ukraińskimi sąsiadami. Niestety, w wielu polskich wioskach był spokój, ale do czasu. Kolejne łuny palących się polskich osiedli uświadamiały Polakom, iż dzieje się zaplanowana akcja.

Ofiary często były mordowane właśnie przez swoich ukraińskich sąsiadów przy pomocy siekier, noży, kos i wideł, gdyż mordercy, nawet jak mieli broń palną, woleli mordować w taki właśnie sposób po to, by zadawać ofierze jak najwięcej cierpienia. Ukraińskie zbrodnie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej są dobrze udokumentowane w relacjach świadków i przez fotografie. Fotografie robili mieszkańcy jeszcze nie zaatakowanych polskich wsi oraz wzywani na miejsce zbrodni Niemcy. Niemal z każdej palonej polskiej wsi cudem przeżywali świadkowie, którzy w stosach ciał udawali trupa. To, co widzieli, przyprawia o dreszcze: wbijanie gwoździe w czaszki, zakopywanie żywcem, topienie w studniach, przecinanie na pół piłami do drewna czy wbijanie polskich niemowląt brzuszkami na sztachety i podpisywanie ich: „Litak Sikorskoho” (Samolot Sikorskiego) – to tylko fragment morderczej pomysłowości banderowców.

Świadkowie, którzy przeżyli, modlili się o to, by w razie wykrycia ich kryjówki przez Ukraińców mogli zginąć od karabinowej kuli. Wsie, po obrabowaniu, były po kilku dniach równane z ziemią. Łącznie z sadami, żeby nie było śladu po tym, że ktoś tu mieszkał, a przed zniszczeniem upowcy sprawdzali, czy nikt nie wrócił. Nacjonalizm ukraiński wymagał „czystej jak łza” Ukrainy.

Do dzisiaj nie wiemy, jaka jest prawdziwa liczba polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Eksperci szacują, iż może to być między 100 a 200 tys. ofiar. Byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie Węgrzy. Na Wołyniu wielu Polaków uratowały właśnie stacjonujące tam oddziały węgierskie, do których przyłączali się polscy uciekinierzy.

W polskich akcjach odwetowych zginęło ponad 10 tys. ukraińskiej ludności cywilnej. Trzeba pamiętać, że często polski atak na wieś ukraińską przypuszczany był dlatego, że kryli się w niej partyzanci UPA – działo się tak m.in. w Sahryniu .Mordowanie cywilów jest zbrodnią wojenną, ale nie sposób nie zaznaczyć, że Polacy strzelali do swoich ofiar zamiast, na przykład, przepiłowywać swoją ofiarę na pół piłą do drzewa. Oddziały AK i samoobrony wiejskie w Małopolsce Wschodniej, dokonujące akcji wyprzedzających ataki UPA, wiedziały już doskonale, co się wydarzyło na Wołyniu, od Polaków, którym udało się przeżyć.

Bohater narodowy Ukrainy?

Kilka lat temu (2017 r.) podczas wywiadu, którego udzielił mi we Lwowie (do filmu o Fatimie) arcybiskup metropolita lwowski Mieczysława Mokrzyckiego, niejako przy okazji zapytałem dawnego sekretarza Jana Pawła II o to, jak mu się żyje we Lwowie. Metropolita nawiązał wtedy do grzechu ludobójstwa popełnionego przez Ukraińców na Polakach, wspomniał, że dopóki nie będzie wśród Ukraińców prawdziwej pokuty i żalu za popełnione grzechy, dopóty Ukraina nie będzie miała błogosławieństwa. Metropolita w podobnych słowach wyraził się kilka tygodni później w wywiadzie dla „Niedzieli”, co spotkało się z ostrą reakcją Ukraińców oskarżających arcybiskupa Mokrzyckiego o „polski szowinizm”.

Zastanawiające, że Ukraińcy za swojego bohatera narodowego obrali Banderę, który był współodpowiedzialny za tę hekatombę, który był ludobójcą. Jakoś głucho jest o np. biskupie Grzegorzu Chomyszynie, męczenniku, który zginął z rak NKWD i którego na ołtarze wyniósł jeszcze Jan Paweł II. Chomyszyn potępiał skrajny nacjonalizm, doszukując się w nim pierwiastków satanistycznych i opowiadał się za pojednaniem polsko-ukraińskim. Nie znalazł się żaden ukraiński wydawca, by wydać pisma Chomyszyna. Jego dzieło pt. „Dwa królestwa” w języku ukraińskim wydrukowane zostało… w Polsce. (jest też wydanie polskie tego dzieła). Ukraińcy wolą jednak Banderę, któremu stawiają pomniki i którego ulice są w wielu ukraińskich miastach.

Rzeź Wołyńska jest chyba czwartym co do liczby ofiar (po Holokauście Żydów, Rzezi Ormian i po Rwandzie) ludobójstwem na świecie. Zresztą pamiętać należy, że banderowcy mordowali także innych mieszkańców Wołynia i Małopolski Wschodniej: Ormian, Czechów, innych Ukraińców, którzy im się przeciwstawili, a wcześniej…ok. 150 tys. Żydów. Wydaje się, że Ukraińcy znaleźli swoistą „broń” na Polaków domagających się prawdy o Rzezi Wołyńskiej i ekshumacji oraz godnego pochówku ofiar. Tacy Polacy mogą być posądzeni o to, że sprzyjają „wspólnemu wrogowi, jakim jest Rosja”…

– To, co jest najboleśniejsze dla rodzin, to brak ekshumacji i pochówku ofiar. Co więcej, na Ukrainie obowiązuje zakaz pochówku ofiar, choć kraj ten otrzymuje ogromną pomoc materialną, polityczną i wojskową od Polski – powiedział w rozmowie z PCh24TV ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.