Ameryka Łacińska może stać się wielkim beneficjentem wojny ukraińsko-rosyjskiej. W sytuacji gdy Zachód zamyka się na rosyjskie surowce i nakłada na Kreml surowe sankcje, główne rynki krajów takich jak Brazylia, Chile, Argentyna, Kolumbia, Brazylia i Meksyk zyskują na atrakcyjności w oczach potencjalnych inwestorów. Jeżeli po zakończeniu konfliktu ten trend się utrzyma, może to oznaczać powrót złotej ery Ameryki Łacińskiej.

W wyniku konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą europejskie kraje zostały de facto zmuszone do rezygnacji z rosyjskich surowców. Aby zrekompensować straty po zerwaniu relacji handlowych z Moskwą, Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone zaczęły poszukiwania nowych dostawców. Według firmy konsultingowej Frontier Strategy Group wojna w Europie może sprawić, że Ameryka Łacińska stanie się „geopolityczną oazą” jako bardzo dobre środowisko dla inwestycji. Eksperci zwracają uwagę, że międzynarodowe koncerny mogą chcieć uciec z dotkniętej konfliktem Europy, inwestując na bardziej stabilnych rynkach.

Pomijając kwestie wojny, ekonomiści z Frontier Strategy Group zwracają uwagę na inne mocne strony tego regionu, które czynią go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Mowa tutaj o rosnącej klasie średniej wykazującej zachodnie zachowania konsumpcyjne, zwiększenie siły nabywczej w wielu krajach oraz korzystne trendy demograficzne.

Oblężenie spichlerza Europy spowodowało, że kraje takie jak Argentyna i Brazylia już odnotowały zwiększenie eksportu kukurydzy i pszenicy. Jak zauważają eksperci z Frontier, jeszcze przed wybuchem wojny napięcie na światowych rynkach przyczyniło się do wzrostu eksportu tych produktów. W wyniku rosyjskiej ekspansji na Ukrainę cena pszenicy poszybowała w górę.  Tylko w pierwszym tygodniu wojny zwiększyła się o 40 proc., osiągając najwyższy od 2008 r. poziom. Również cena soi produkowanej w Paragwaju i Urugwaju drastycznie podskoczyła. W zeszłą środę na giełdzie zbóż w Rosario w Argentynie za tonę soi trzeba było zapłacić 625 dolarów w porównaniu do 450 dolarów rok temu.

Innymi gałęziami gospodarki, które doświadczyły silnego ożywienia, są sektor metalurgiczny i wydobywczy, które stanowią trzon wielu łacińskich gospodarek. Według danych  Cepal (Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów) Chile jest głównym producentem miedzi na świecie, Meksyk zajmuje 1. miejsce w światowym wydobyciu srebra, a Brazylia jest 3. na świecie eksporterem żelaza. Z kolei, Peru to kraj o największej różnorodności tych metali, plasujący się w czołówce producentów srebra, miedzi, złota i ołowiu. Kuba i Brazylia to niektóre z krajów Ameryki Łacińskiej, które produkują najwięcej niklu, metalu, którego wartość w wyniku wojny handlowej Zachodu z Rosją wzrosła o ponad 60 proc.

Kolejnym ważnym czynnikiem zwiększającym atrakcyjność gospodarek Ameryki Południowej jest ropa. Biały Dom potwierdził, że negocjuje z Nicolasem Maduro zniesienie sankcji wobec Wenezueli w zamian za zwiększenie dostaw ropy naftowej i odejście z orbity wpływów Władimira Putina. Również inne kraje regionu mogą pomóc w odejściu od rosyjskich surowców. Brazylia, druga po Wenezueli potęga naftowa, produkuje około 3 mln baryłek ropy dziennie,  Kolumbia ponad 745 tys. baryłek ropy dziennie, zaś Ekwador prawie 0,5 mln baryłek dziennie. Nic więc dziwnego, że niektóre kraje, jak np. Brazylia, już podjęły kroki w celu liberalizacji przepisów dotyczących napływu zagranicznego kapitału.

Nie brak jednak głosów krytycznych. Alberto Ramos, główny analityk ds. Ameryki Łacińskiej w Goldman Sachs, podkreśla, że ożywienie gospodarcze oparte na boomie na surowce naturalne nie przynosi korzyści wszystkim. – Wzrost cen jest dobry dla tych, którzy produkują żywność, ale jest zły dla tych, którzy ją konsumują – uważa. Jego zdaniem, eksplozja cen żywności może generować poważne problemy społeczne w mniej uprzywilejowanych klasach, już dotkniętych pandemią. – Spekulacje cenowe są dobre tylko dla eksportowych elit korporacyjnych – dodaje.

Poprzedni artykułDEBATA WIDEO „Rozwój i bezpieczeństwo polskiego sektora energetycznego”
Następny artykułAni pamięć, ani moralność wyborców nie jest absolutna