Przeciwna ich zniesieniu jest „Solidarność”, minister rodziny pracy i polityki społecznej oraz część Polaków. Jak się jednak właśnie okazało, wcale nie większość. Trzeba to wyraźnie powiedzieć: niehandlowe niedziele – szczególnie w koronakryzysie – szkodzą tylko polskim firmom, a wcale nie pomagają pracownikom.

Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ “Solidarność” jest w rozmowie z nami nieprzejednany: likwidacji niehandlowych niedziel mówi stanowcze „nie!”. Ten związkowiec z krwi i kości jest przekonany, że wolne niedziele dla pracowników wielkopowierzchniowego handlu to cenna zdobycz „Solidarności” i pracownicza. Bo każdy ma prawo do odpoczynku. Jego zdaniem pracownicy nic nie zyskiwali na pracy w świąteczny dzień, a wręcz byli dociążani ponad miarę. Problemem jest też niski standard pracy, bo galerie handlowe windują czynsze podnajemcom, co zmusza ich do ograniczania rozmiarów lokali.

Na „nie” przywróceniu handlowych niedziel jest też Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Niedziela ma być dniem dla rodziny a „propozycje zmian w ustawie o ograniczeniu handlu w niedzielę nie są przez rząd akceptowane”. Trudno jednak wyobrazić sobie, by minister rodziny mówiła coś innego. Ma być przecież „prorodzinnie”, więc inaczej mówić nie może.

W kwestii handlowych niedziel funkcjonuje kilka mitów. Oto one:

* Mit wspierania drobnego handlu – gdy hipermarkety i galerie handlowe są zamknięte, Polacy robią zakupy w małych sklepikach.

Owszem, tak było, ale tylko przez chwilę w największym nasileniu pandemii czyli narodowej, domowej kwarantanny. Dziś, w obliczu podwyżek cen wielu artykułów, szukający tańszych zakupów konsumenci wracają do zakupów w marketach i galeriach. Oczywiście kupują także w mniejszych sklepach, chętnie sieciowych, typu „Delikatesy” czy „Netto”. W przypadku hipermarketów zakaz robienia zakupów w niedzielę piętrzy tylko kolejki w piątki.

* Mit „świątecznego dnia” – Dzień Święty masz święcić – nie kupujesz, tylko odpoczywasz i świętujesz.

Czy kupowanie jest mniej „uświęcone” od, na przykład, koszenia trawnika, napraw i remontów domowych? A może ktoś lubi w ten sposób odpoczywać, spotkać się ze znajomymi w galerii handlowej, czy choćby porozmawiać z panią kasjerką czy menadżerem w sklepie? Nie ma też problemu, by połączyć jednego dnia zakupy z pójściem do kościoła. Jeśli ktoś chce uczestniczyć w praktykach religijnych jedno drugiego nie wyklucza.

* Mit „wyzyskiwanego pracownika” – za niedzielę nic się nie należy.

To nieprawda. Na ogół pracownicy, którzy decydowali się, czy decydują pracować w niedzielę dostają za to wolny dzień innego dnia, np. w poniedziałek lub „ekstra” wynagrodzenie godzinowe. Tego można nawet dopilnować ustawowo, gwarantując dzień wolny za pracę lub wynagrodzenie odpowiednio wyższe, a samą pracę w niedzielę ustalić na zasadzie dobrowolności i nie więcej niż np. dwa razy w miesiącu.

Firmy handlowe, usługowe i gastronomiczne, mając możliwość działania w galeriach i pasażach także w niedzielę, odbiłyby sobie obrotami koronawirusowe straty. To jest zdecydowanie lepsze, niż windowanie cen. Zyskałaby też wymęczona pandemią gospodarka, dzięki wyższym wpływom z VAT i CIT.

Warto też pamiętać, że w galeriach handluje mnóstwo polskich mikro, małych i średnich firm, a ich dostawcami są też firmy polskie. Im szczególnie należy pomagać.

Pomimo kilkuprocentowego wzrostu handlu, ogółem w lipcu tzw. odwiedzalność centrów handlowych była o około 20-30 proc. niższa niż rok temu – wylicza Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, zrzeszający ponad 200 firm, w ogromnej części polskich.

Dziś już 51 proc. Polaków chce zniesienia zakazu handlu w niedzielę – wynika z kolei z informacji firmy doradczej CBRE. Mają go dosyć szczególnie mieszkańcy dużych miast i ci, którym praca w tygodniu uniemożliwia zrobienie większych zakupów.

Zakaz handlu w niedzielę wszedł w życie w 2018 roku. Najpierw niehandlowa była tylko jedna niedziela w miesiącu. Potem dołożono następne.