Gdzie toczy się nieustanna wojna wszystkich przeciwko wszystkim o władzę i pieniądze? Wojna, w której wszystkie chwyty są dozwolone, niczym w państwie socjalistycznym? O tym między innymi nowy felieton Stanisława Michalkiewicza. No i o pewnym bojkocie „nieocenionej” pani Jandy.

Każdy człowiek przyzwoity, to znaczy taki, który drugiego przyzwoitego rozpoznaje po zapachu, walczy ze zbrodniczym reżymem „dobrej zmiany” przy pomocy takiej broni, jaką akurat dysponuje. Nie zawsze bowiem można konfrontować się z reżymem na ulicach, zwłaszcza gdy jest zimno, ale zawsze można próbować podgryzać go w inny sposób, na przykład – od strony ekonomicznej. Tutaj nawet skromny obywatel może wyrządzić niepowetowaną szkodę – o czym poucza nas bajka starożytnego bajarza Ezopa.

Pewnego razu – opowiadał Ezop – orzeł ścigał zająca, który schronił się przed pogonią w norze żuka. Żuk prosił orła, żeby nie robił krzywdy jego gościowi, ale orzeł żuka zlekceważył i zająca rozszarpał. Dotknięty do żywego żuk niepostrzeżenie uczepił się nogi orła i tak dotarł do jego gniazda, gdzie powypijał mu wszystkie jajka. Tedy orzeł uwił gniazdo na niedostępnej skale, ale żuk w identyczny sposób dostał się i tam i znowu narobił spustoszenia. Zrozpaczony orzeł uprosił Zeusa, by pozwolił mu uwić gniazdo na jego kolanach. Zeus pozwolił – ale żuk nie poniechał zemsty. Ulepił kulkę nawozu i zrzucił ją Ojcu Bogów na kolana. Ten w odruchu wstrętu strząsnął kulkę, niestety razem z gniazdem i wszystkie jajka się rozbiły. W tej sytuacji Zeus postanowił, by lęgi orłów następowały w okresie, gdy żuków nie bywa.

Koronnym klejnotem „zbrodniczego” rządu „dobrej zmiany”, można powiedzieć – perłą w koronie – jest oczywiście koncern paliwowy Orlen, na czele którego stoi „znienawidzony” prezes Obajtek. Zgodnie z rozkazem Salonu jest on znienawidzony, podobnie jak cały koncern Orlen, w którym żaden człowiek przyzwoity nie powinien zaopatrywać się ani w paliwo, ani w cokolwiek innego, pod rygorem utraty przyzwoitości.

I stało się, że tuż przed świętami Bożego Narodzenia na jednej ze stacji Orlenu ktoś przyuważył panią Krystynę Jandę, jak wychodziła z budynku. Podobno ten spostrzegawczy obywatel nawet podszedł do niej nie tylko z zamiarem zrobienia jej gorzkich wyrzutów, ale i zawiadomienia, kogo trzeba. I co się okazało? Okazało się, że pani Janda nie kupowała tam ani żadnego paliwa, ani czegokolwiek innego, tylko poszła do tamtejszej toalety, żeby zrobić „siku”. Taki czyn nie tylko nie był hańbiący, ale nawet chwalebny, bo pani Janda nie tylko skorzystała ze „znienawidzonej” orlenowskiej toalety za darmo, ale w dodatku spuściła po wszystkim wodę, a wiadomo, że za tę wodę to już Orlen musiał zapłacić, dzięki czemu jego zasoby zostały uszczuplone. Pani Krystyna Janda ugodziła „znienawidzony” reżym tą bronią, którą akurat dysponowała.

Ten incydent pokazuje, jak można osiągać cele polityczne przy pomocy gospodarki. Powstrzymywanie się przed robieniem zakupów na przykład na stacjach Orlenu oznacza bojkot ekonomiczny. Ta metoda ma u nas nawet długą historię, bo jeszcze przed wojną ONR „Falanga” ekscytowała obywateli takim oto wierszykiem: „Falanga walczy, Falanga czuwa, Falanga Wielką Polskę wykuwa. Nie kupuj u Żyda, kupuj u swego, w ten sposób wygonisz Żyda parszywego”. Oczywiście bojkot bojkotowi nierówny, bo nie chodzi o to, żeby w ogóle nie bojkotować, tylko przeciwnie – jeśli już bojkotować, to ze słusznych pozycji. Najważniejsze zatem jest: kto, kogo i z jakich pozycji.

Pani Krystyna Janda bojkotowała, a nawet podgryzała ekonomicznie koncern Orlen z pozycji słusznych, a nawet – jedynie słusznych. Przewidział to jeszcze Adam Mickiewicz pisząc, że „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. A wiadomo, że nie ma lepszej sprawy, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, jak obrona demokracji i praworządności przed znienawidzonym reżymem. Co szkodzi reżymowi, to jest dobre, nawet gdyby na pierwszy rzut oka wydawało się, że tak wcale nie jest. Problem pojawia się jednak w sytuacji, gdy bojkot ekonomiczny kierowany jest nie w tę stronę co trzeba. Tak właśnie postępował sanacyjny premier Felicjan Sławoj-Składkowski, który wprawdzie potępiał antyżydowskie awantury, ale mawiał: „bojkot ekonomiczny – owszem”.

Rzecz w tym, że i podmioty gospodarcze nie zawsze kierują się wyłącznie względami ekonomicznymi. Na przykład niektóre sieci sklepów wielkopowierzchniowych z jakichś zagadkowych powodów sponsorują przedsięwzięcia i organizacje osób – jak to określa nowomowa – „nieheteronormatywnych”, które dzięki temu nie tylko mogą urządzać rozmaite imprezy i marsze, ale także wypić i zakąsić. Taka sytuacja irytuje osoby i środowiska przeciwne propagowaniu „nieheteronormatywności”. I kombinują sobie one tak, nawiązując zresztą do sloganu propagandowego Kongresu Liberalno-Demokratycznego: „Poznaj siłę swoich pieniędzy” – że ekonomiczna potęga korporacji bierze się z kropli pieniędzy, którymi ich klienci płacą za sprzedawane przez nie produkty. W sytuacji gdy na świecie, a nawet w naszym nieszczęśliwym kraju, roi się od wywiadowni gospodarczych, uzyskanie informacji, skąd taka jedna z drugą korporacja czerpie swoje bogactwo, nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego. Problem tkwi zatem nie w braku odpowiedniej informacji, tylko w niedociągnięciach organizacyjnych, wskutek czego nawet pani Krystyna Janda musi bojkotować, a nawet podgryzać „znienawidzony” Orlen na własną rękę. Gdyby zatem te niedociągnięcia organizacyjne przezwyciężyć, to nie tylko Orlen, ale i korporacje sponsorujące „nieheteronormatyków”, mogłyby zostać rzucone na kolana. Wystarczyłoby ogłosić bojkot starannie wybranych kilku towarów, a następnie doprowadzić do tego, że w krótkim czasie sprzedaż takich, dotychczas wiodących produktów, spadłaby o 10 albo nawet 20 procent. O zaopatrzenie obywateli w taki produkt, czy podobny, nie ma co się martwić, bo konkurencja natychmiast tę sytuację by wyzyskała do wypchnięcia rywala z rynku, a wiadomo, że odzyskanie utraconej pozycji wymaga i czasu i nakładów, a skutek nie zawsze bywa gwarantowany. Toteż zarząd korporacji miałby się w tej sytuacji nad czym zastanawiać tym bardziej, że wewnątrz tych organizacji toczy się nieustanna wojna wszystkich przeciwko wszystkim o władzę i pieniądze. Wojna, w której wszystkie chwyty są dozwolone, niczym w państwie socjalistycznym – bo zresztą wielkie korporacje do złudzenia państwa socjalistyczne przypominają.

Ciekawe, że zachętę do takiego postępowania z korporacjami można zaczerpnąć z Ewangelii, gdzie m.in. czytamy: „czyńcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną”. Rzeczywiście, po udanym bojkocie dawny nieprzyjaciel może stać się wiernym przyjacielem bojkotujących – oczywiście do następnego razu.

Stanisław Michalkiewicz