Niemcy podpisały właśnie 15-letnią umowę na zakup 2 mln ton skroplonego gazu z Kataru, pokazując, że niemiecka krytyka mundialu w Zatoce Perskiej to zwykła hipokryzja.

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz i emir Kataru Tamim bin Hamad Al-Thani (z lewej). Fot. PAP/EPA.

W tym tygodniu Qatar Energy ogłosiło, że od 2026 roku Niemcy będą otrzymywać nowe strumienie skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Kataru. Sprzedaż odbywać się będzie za pośrednictwem ConocoPhillips – amerykańskiego giganta energetycznego, który w październiku tego roku został wybrany przez katarską państwową firmę naftowo-gazową na trzeciego i ostatniego międzynarodowego partnera w projekcie rozbudowy North Field South (NFS).

Podpisany na 15 lat kontrakt zakłada, że Katarczycy sprzedadzą gaz amerykańskiej firmie ConocoPhillips, a ta następnie dostarczy go do terminala skroplonego gazu ziemnego (LNG) w Brunsbüttel. Co ciekawe, informacja o podpisaniu umowy pojawiała się kilka dni po ostrej krytyce mundialu w Katarze przez Niemcy. Berlin „potępił” Katar za dyskryminację osób LGBTQ, a także „wyraził swoje oburzenie” warunkami pracy robotników budujących stadiony piłkarskie. Krytyka płynęła nie tylko ze strony władz. Nawet niemiecka drużyna piłkarska, w ramach solidarności z osobami homoseksualnymi, planowała zaprezentować się w tęczowych opaskach. Jednak zarówno za słowami Berlina, jak i niemieckich piłkarzy nie poszły czyny. Podpisana umowa i występ zawodników bez opasek są tego przykładem. Złośliwi twierdzą nawet, że szopka, jaką odstawiły niemieckie władze w związku z mundialem, była częścią negocjacji z Katarczykami w sprawie podpisania umowy na dostawy gazu.

Niemiecka droga do niezależności

Wybuch wojny na Ukrainie zachwiał bezpieczeństwem energetycznym Europy. W niezwykle trudnej sytuacji znaleźli się Niemcy, którzy w odpowiedzi na zakręcenie kurka z rosyjskim gazem rozpoczęli budowę czterech awaryjnych pływających terminali LNG do rozładunku skroplonego gazu oraz wszczęli rozmowy z nowymi dostawcami, czego efektem jest niedawno sfinalizowana umowa. Mimo podjętych wysiłków pewne jest, że gaz z Kataru nie pomoże Niemcom uniknąć niedoborów energii tej i potencjalnie następnej zimy.

Do tej pory głównym rynkiem zbytu dla katarskiego gazu były: Azja (zwłaszcza Chiny), Japonia i Korea Południowa. W zeszłym tygodniu Doha zawarła 27-letnią umowę na wysyłanie do Chin czterech milionów ton LNG rocznie.

Niemiecki minister gospodarki Robert Habeck powiedział, że chociaż Berlin nie ma nic przeciwko podpisaniu umowy na 20 lat lub dłużej, to jednak firmy muszą być świadome długoterminowych celów klimatycznych Niemiec. Przypomniał też, że plan Niemiec zakładający zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o połowę do 2030 r. oraz osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2045 r. pozostaje niezmienny.

Tymczasem eksperci podkreślają, że jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę, nasz zachodni sąsiad miał poważne problemy w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Jak wynika z danych opublikowanych przez Poczdamski Instytut Badań nad Klimatem w 2021 r. zamiast zredukować Niemcy zwiększyli emisję dwutlenku węgla o 4,5 proc. w porównaniu z rokiem 2020. Przyczyną takiego stanu rzeczy miały być wysokie ceny energii, które zmusiły najuboższych Niemców do wyboru tańszego węgla. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku energetycznym wszystko wskazuje na to, że sytuacja może się powtórzyć. Przecież Niemcy wielokrotnie już udowodnili, że w ich przypadku deklaracje nie idą w parze z czynami.

Poprzedni artykułRząd opodatkuje cukier w… owocach
Następny artykułNiepełnosprawni na rynku pracy. Widać postępy