Również w Niemczech ogłoszono trzecią falę koronawirusa i wydłużenie blokady gospodarczej – bo tak niemieccy przedsiębiorcy nazywają lockdown. Z wywiadu udzielonego lokalnym mediom przez Achima von Michela, komisarza stanu ds. Polityki Federalnego Stowarzyszenia Średnich Przedsiębiorstw (BVMW) w Bawarii, dowiadujemy się jak przebiega proces wypłat dla poszkodowanych firm, kto korzysta z kryzysu, o uzależnieniu Europy od Azji oraz o nowym, wielkim wyzwaniu społecznym.

niemiecka maseczka covid - grafika wpisu

Wiele, naprawdę wiele niemieckich firm i mikroprzedsiębiorców zostało dotkniętych pandemicznymi ograniczeniami. Irytacja rośnie, bo od bardzo wielu miesięcy nie mogą otworzyć swojej działalności. Tak jak w Polsce, tak i w Niemczech najbardziej ucierpiały gastronomia, turystyka oraz branża kulturalna i eventowa.

– Trwająca blokada jest absolutną katastrofą dla gospodarczego przetrwania wielu naszych średnich firm. Już mniej niż 20 procent naszych przedsiębiorców jest zadowolonych z rządowej polityki walki z pandemią – mówi Achim von Michel komisarz stanu ds. Polityki Federalnego Stowarzyszenia Średnich Przedsiębiorstw (BVMW).

Sieciowe i globalne firmy mają żniwa

Handel detaliczny, gastronomia (także kluby i dyskoteki), hotelarstwo, turystyka i branża eventowa bankrutują. Wiele małych firm należących do tych branż już ogłosiło upadłość lub wkrótce będzie musiało to zrobić. Pomimo pewnego poluzowania obostrzeń przez rząd Angeli Merkel, analitycy monitorujący koniunkturę w gospodarce (narzędziem jest indeks Instytutu ZEW) spodziewają się po zakończeniu pandemii upadłości nawet 25 tys. przedsiębiorstw. Wszystko to przy założeniu, że koniunktura gospodarcza powróci do poziomu sprzed pandemii przynajmniej do 2022 roku.

Niemieckich przedsiębiorców szczególnie denerwuje to, że podczas, gdy oni walczą o przeżycie, to supermarkety, dyskonty, globalne firmy typu Amazon & Co., a także dostawcy usług cyfrowych odnoszą same korzyści. Obecna sytuacja sprzyja zwłaszcza dużym firmom, zwiększając ich dystans od mniejszych. Przy tym mali przedsiębiorcy nie mają środków ani pomysłu na cyfryzację, bo jak na przykład luksusową restaurację przekształcić w garkuchnię na wynos? Klubu, który stanowił miejsce spotkań towarzyskich „face to face”, nie da się zamienić w dostawcę transmisji strumieniowej imprez w sieci. Poprawka: da się, ale nie będzie to już tym samym.

Opóźnienia wypłat

Rząd federalny ma też problemy z wypłacaniem środków pomocowych. Procedury ich przyznawania są wolne, niesłychanie zbiurokratyzowane, a dla wielu firm liczy się każdy dzień. Ponad jedna czwarta przedsiębiorców czeka na wypłatę już dwanaście tygodni, bo ciągle trwa weryfikacja, czy aby na pewno należą się im pieniądze:
– To jest farsa, że politycy z jednej strony deklarują, że wypłata musi trwać długo ze względu na konieczność dokładnej weryfikacji firmy, z drugiej zaś strony nie wykryto setek przypadków oszustw – nie może pojąć tej sytuacji Achim von Michel.

Ktoś chce zniszczyć klasę średnią?

W Niemczech coraz częściej stawiane są pytania, czy sektor MSP ma zostać zniszczony. Czy wkrótce zostaną tylko duże korporacje? W to Achim von Michel zupełnie nie wierzy. Jest przekonany, że małe i średnie firmy nie bez powodu nazywane są w Niemczech kręgosłupem gospodarki stanowiąc 99 procent wszystkich firm i zatrudniając blisko 60 procent wszystkich pracowników w kraju. Gdyby to zostało utracone, konsekwencje ekonomiczne byłyby nieobliczalne. Bawarskie firmy średniej wielkości są cenione na całym świecie za ich innowacyjność i jak się okazuje są obiektem zainteresowania chińskich inwestorów, którzy chcą je przejmować. Przedsiębiorcy liczą na to, że Bawarski Fundusz Rządu Krajowego wywiąże się z obietnic i zaangażuje finansowo w utrzymanie firm i ich know-how w kraju.

Większość niemieckich przedsiębiorców nie wierzy jednak w przekazy na temat Nowego Porządku Świata (NWO) czy Wielkiego Resetu, które są tak liczne w mediach społecznościowych. Uważa przy tym, że ich wysyp jest winą rządu federalnego, który powinien polepszyć komunikację społeczną oraz jasno wskazywać skuteczne strategie wyjścia z kryzysu.

Kultura i sztuka inspiracją dla innowacyjności

Sztuka i kultura są postrzegane w Niemczech jako źródła inspiracji dla wynalazczości, a potencjał innowacyjności niemieckich średnich przedsiębiorstw jako duży. Branże kultury i związanych z nią wydarzeń to jedna z największych gałęzi przemysłu w Niemczech o obrotach przekraczającymi 130 mld euro rocznie i zatrudniająca 1,5 miliona pracowników. Na razie politycy jakby jej nie dostrzegali. Menedżerowie tej branży mają nadzieję, że po pandemii wszystko znowu rozkwitnie.

Europa na łaskach Azji

Kryzys pokazał, że Europa posiada duże ograniczenia produkcji leków i szczepionek. Z kolei w przemyśle (np. motoryzacyjnym) brakuje niezbędnych do produkcji wielu towarów mikroczipów i zamykane są duże, lokalne zakłady. Europa bardzo uzależniła się od Azji. Kryzys pokazał więc jasno, że nawet zglobalizowane społeczeństwo potrzebuje dobrze funkcjonujących struktur lokalnych.
W Niemczech walka z epidemią nie przebiega identycznie jak w Polsce. Widać jednak podobieństwa. Pojawiają się też te same, wielkie wyzwania społeczne, które trzeba będzie rozwiązać. Należy do nich zarysowujący się podział na „zaszczepionych” i „nieszczepionych”. Prowadzi on nie tylko do pewnego rodzaju segregacji oraz ingerencji w prawa obywatelskie, ale będzie miał też wpływ na gospodarkę przez ograniczenie dostępu do wielu usług tej drugiej grupy ludzi.
Ta debata jest jeszcze przed wszystkimi: jak zapobiec związanym z tym negatywnym zjawiskom.