Kryzys finansowy i migracyjny, pandemia, wojna na Ukrainie i zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw spotęgowały europejską zależność od energii i surowców. Każde z tych wyzwań pokazało, że Stary Kontynent jest w stanie lepiej radzić sobie z różnymi trudnościami, gdy postępuje zgodnie z zasadą solidarności.

Christian Konopatzki/Pexels

Europa wciąż zmaga się ze skutkami pandemii, ale eksperci nie mają złudzeń, że tylko dzięki zdecydowanej pomocy i ogromnemu planowi naprawczemu Next Generation EU, funduszowi wspierania zatrudnienia „SURE” i wspólnemu zarządzaniu szczepionkami udało się zapobiec głębokiej recesji. Jednak kryzys energetyczny i rosnący gniew społeczny w kontekście rekordowej inflacji oraz astronomicznych cen gazu i energii elektrycznej wyprowadziły Unię na kolejne rozdroże. To następna okazja do potwierdzenia – poprzez zdecydowane działanie – zasady solidarności.

Unia Europejska udzieliła odpowiedzi na agresję Rosji na Ukrainę w postaci kolejnych pakietów sankcji. Już na tym etapie było widać, że Europa nie mówi jednym głosem, a niektóre kraje – w imię swoich partykularnych interesów – gotowe były utrzymywać relacje gospodarcze z agresorem nie bacząc na ogrom zła, jakie wywołał wojną. W obliczu wykorzystywania przez Moskwę energii jako broni wojennej, Europie udało się odseparować od Rosji dzięki dywersyfikacji jej źródeł dostaw i zwiększenie, w rekordowym czasie, strategicznych zapasów. Teraz czas zmierzyć się z kosztami energii, które mają ogromny wpływ na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa w całej Europie. Czy Unii uda się zachować jedność? Czy bogatsze kraje Wspólnoty będą działać kierując się wspomnianą zasadą solidarności?

Wspierając unijnych przedsiębiorców należy kontynuować skoordynowane wysiłki, aby pomóc im zachować konkurencyjność i miejsca pracy, zwracając szczególną uwagę na utrzymanie równych warunków działania na rynku wewnętrznym. W tym kontekście ogromny plan pomocy w wysokości 200 miliardów euro, o którym zdecydowały Niemcy (o wartości 5 proc. niemieckiego PKB) odpowiada na potrzebę wsparcia ich gospodarki. Ale rodzi też pytania. W jaki sposób kraje UE, które nie mają takiej samej przestrzeni fiskalnej, również mogą wspierać przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe?

W Europie zawrzało po ogłoszeniu niemieckiego planu naprawczego. Ustępujący premier Włoch Mario Draghi wezwał do solidarności całą dwudziestkę siódemkę, a nie tylko do podejmowania rozwiązań narodowych, które zależą od indywidualnych możliwości fiskalnych państw członkowskich. Minister Luksemburga Claude Turmes również wyraził swoją krytykę i wprost zwrócił się do KE, aby nie dopuściła do tego „szalonego wyścigu”, w którym państwa członkowskie konkurują ze sobą na dotowanie wydatków energetycznych.

Tymczasem Niemcy jak zwykle nie mają sobie nic do zarzucenia stojąc na stanowisku, że krytyka ze strony niektórych krajów UE jest nie do zaakceptowania, zwłaszcza że inne rządy od dawna podejmują podobne działania. Niemiecki minister gospodarki i klimatu (Robert Habeck) jako przykład podał Francję z jej systemem ograniczania cen za energię elektryczną na rynku detalicznym, a nawet Hiszpanię i Portugalię, które swoim iberyjskim mechanizmem wprowadziły limit cen gazu na aukcjach hurtowego rynku energii elektrycznej. Z kolei minister finansów Christian Lindner stwierdził, że przewidziana pomoc jest proporcjonalna, biorąc pod uwagę wielkość i wrażliwość niemieckiej gospodarki.

Ekonomiści nie mają jednak złudzeń, że tak duże wsparcie udzielone niemieckim firmom zaburzy dotychczasowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego. Zastrzyk gotówki przewidziany przez rząd Olafa Scholza oznacza olbrzymią przewagę niemieckich firm nad przedsiębiorstwami z tych krajów Unii, które na taką pomoc nie mogą sobie pozwolić. Nic więc dziwnego, że Włochy, Polska czy Hiszpania wytykają Niemcom hipokryzję wskazując, że to one doprowadziły do energetycznego uzależnienia od rosyjskich surowców, a finalnie do galopującej inflacji i szalejących cen energii.

Wielu publicystów wskazuje, że Niemcy nie kryją się już ze swoim partykularyzmem. Co gorsza – instrumentalne traktowanie Unii przez niemieckich polityków odbywa się za przyzwoleniem Brukseli. Przypomnieć tu należy słynny mechanizm dzielenia się gazem z Niemcami, do którego – w imię solidarności europejskiej – nawoływali czołowi niemieccy politycy w Brukseli, tacy jak np. Manfred Weber. Zaskakująca jest też bierność unijnej komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager, która w kwestii niemieckiego pakietu pomocowego nabrała wody w usta.

Solidarność kończy się tam, gdzie wsparcia domagają się inni członkowie Unii. Niemcy opowiadają się np. przeciwko cenie maksymalnej gazu w Unii Europejskiej, za którą postuluje grupa 15 państw, w tym Polska, Francja, Włochy i Hiszpania. Zdaniem przedstawicieli Berlina wprowadzenie limitów cenowych na obszarze Unii może zniechęcić sprzedawców gazu, którzy kierując się chęcią zysku będą wysyłać surowce do regionów, gdzie będą mogli je sprzedać po cenie rynkowej.

Mimo zapowiedzi zweryfikowania niemieckiego pakietu pomocowego pod kątem zgodności z zasadami wspólnego rynku wszystko wskazuje na to, że Unia po raz kolejny przymknie oko na niemieckie nadużycia.

Poprzedni artykułDotacje dla sektora przetwórczego i spożywczego
Następny artykułPracodawcy chwalą zmiany w spółkach cywilnych