Cukrowa gorączka, która w ostatnim czasie nawiedziła Polskę pokazała, jak łatwo napędzić sztuczną koniunkturę na produkt, którego na rynku jest aż w nadmiarze. Szkoda tylko, że zawirowania, na których faktycznie zarobią producenci, kolejny raz nabiją kieszenie firmom o zagranicznym kapitale.

Polska jest jednym z unijnych liderów w produkcji cukru, ustępując w tym tylko Niemcom i Francji. Traf chciał, że cukrowa potęga Niemiec zbudowana została w znacznej mierze na krzywdzie polskiej gospodarki. Wszystko zaczęło się już w czasach złodziejskiej prywatyzacji polskiego majątku narodowego, w wyniku której – po decyzjach panów Balcerowicza czy Lewandowskiego – polskie rolnictwo faktycznie straciło swój podmiotowy charakter. I to na lata.

Początki upadku

Już w roku 1989 brytyjska spółka SugarPol przejęła cukrownie w Ostrowitem i Unisławiu. Przez bite 10 lat była to jedyna duża firma (jej udziałowcem była firma British Sugar), która zapuściła korzenie na polskim rynku. Tak było do roku 1999, kiedy rząd zdecydował o utworzeniu Krajowej Spółki Cukrowej. Był to wówczas ważny twór, który przejął bezpośrednią kontrolę nad 27 cukrowniami, co stanowiło aż 40 proc. rynku cukru w Polsce.

Problem polegał na tym, że ten sam rząd równolegle dopuścił do przejęcia pozostałych 60 proc. rynku przez francuski podmiot Saint Louis Sucre. Szybko w tę stronę zaczęli spoglądać Niemcy, którzy już po roku przejęli od Saint Louis Sucre pakiet kontrolny. Tak na polskim rynku pojawiła się spółka Südzucker, która z marszu zaczęła kontrolować 16 cukrowni tworzących przed laty Śląską Spółkę Cukrową.

Co stało się z pozostałymi cukrowniami? Otóż nie przejęły ich polskie firmy. Łupami podzieliły się: British Sugar, Overseas, Pfeifer & Langen oraz Nordzucker.

Z 78 cukrowni działających w Polsce w roku 2000 już w sześć lat później na rynku pozostało tylko 40. Niemcy nie mieli zamiaru trudzić się z utrzymywaniem nierentownych zakładów. Część z nich uległo także procesom konsolidacyjnym. Pogłębiło to i tak wysokie w tym okresie bezrobocie oraz zaburzyło proces skupu buraków cukrowych. Uszczupleniu uległa też powierzchnia upraw buraków cukrowych. Jednocześnie zwiększyła się wydajność plantacji, na czym ucierpiała ich jakość.

Unijny szwindel

Prawdziwe pole do popisu dla zagranicznych biznesmenów stworzyła jednak dopiero Unia Europejska. Kiedy tylko w 2004 r. wstąpiliśmy w szeregi Wspólnoty, szybko okazało się, że cukier będzie jednym z najważniejszych tematów kolejnych lat. Polska wciąż miała go dużo i wciąż wiele produkowała, a taki stan rzeczy nie mógł trwać długo. Co zrobiła Unia?

Niezwłocznie wprowadziła limity produkcyjne, których naturalną konsekwencją był upadek części zakładów funkcjonujących na terytorium naszego kraju. Co ważne, za likwidację cukrowni należały się gigantyczne rekompensaty, co niektórzy postanowili wykorzystać. Do roku 2013, kiedy to przestały obowiązywać najbardziej restrykcyjne kwoty cukrowe, liczba cukrowni w naszym kraju spadła z 78 (w 2000 r.) do… 13. Kiedy polski rynek cukru był już na kolanach, a jego jedyne rentowne części znajdowały się w niemieckich rękach, Unia uwolniła rynek z macek niszczących ograniczeń.

„W przypadku całkowitego demontażu urządzeń produkcyjnych za każdą wycofaną tonę kwoty wypłacono rekompensatę z funduszu restrukturyzacyjnego w wysokości 730 EUR/t. Stawka pomocy restrukturyzacyjnej była identyczna w roku 2007/2008, ale w późniejszym okresie ulegnie obniżeniu do 625 EUR/t w roku 2008/2009 oraz do 520 EUR/t w czwartym i ostatnim roku programu – 2009/2010.” – takie brzmienie otrzymały przepisy, które wprost odpowiadały za dosłowny demontaż polskich cukrowni. Wiele z należących do Niemców zakładów zostało… rozebranych na części. I te same części, które przecież miały być zwykłym złomem, przez lata można było znaleźć w cukrowniach za naszą zachodnią granicą.

Decyzja o rekompensatach była wielkim ukłonem w stronę Niemców. Ukłon był tak głęboki i tak kurtuazyjny, że Niemcy likwidowali nawet szalenie rentowne zakłady. Po prostu bardziej niż bić się z konkurencją, opłacało się rozmontowywać polskie firmy i zarabiać na tym… miliardy. Tragedia dotknęła nawet znaną i cenioną cukrownię w Górze Śląskiej.

Smutny koniec

Dziś na sklepowych półkach niełatwo znaleźć polski cukier pochodzący z cukrowni reprezentujących polski kapitał. Nordzucker Polska S.A., Pfeifer & Langen Polska S.A. czy Südzucker Polska Sp. z o.o. posiadają większość cukrowni w naszym kraju. Najsmutniejsze jest to, że najnowsza historia polskiego rynku cukru, to tylko jedna z wielu podobnych chorób toczących przez lata polską gospodarkę, która była – i chyba wciąż jest – swoistym targowiskiem dla zagranicznych kupców.

Poprzedni artykułWspółpraca gospodarcza Polski z Belgią kwitnie
Następny artykułW naszym kraju działa coraz więcej firm – szczególnie z sektora informacji i komunikacji