1,1 mld euro niemieckiego „zadośćuczynienia” dla Namibii za masakrę ludów Herero i Nama z lat 1904-1908. W kolejce czekają Tanzania i Burundi.

Fot: PAP/EPA.

Po wieloletnich pertraktacjach rządy Niemiec i Namibii zawarły umowę pojednawczą, w ramach której Berlin uznał swoje zbrodnie w Namibii za ludobójstwo i postanowił przyznać potomkom ofiar 1,1 mld euro tytułem zadośćuczynienia. Środki mają być przeznaczone na wsparcie i odbudowę terenów zamieszkiwanych przez plemiona Herero i Nama. Planuje się je zainwestować (do roku 2024) na zakup i zagospodarowanie gruntów rolnych oraz na rozwój szkół, szkolenia zawodowe, infrastrukturę wiejską, zaopatrzenie w wodę.

Berlin podkreśla jednak, że 1,1 mld euro wyasygnowane na poczet funduszu rozwojowego nie jest wstępem do roszczeń odszkodowawczych, ale zobowiązaniem politycznym i moralnym. Innymi słowy: wypłacamy zadośćuczynienie, które nie jest reparacjami.

Idąc przykładem Namibii także Tanzania i Burundi chcą domagać się od Niemców odszkodowania. Berlin najwyraźniej boi się słowa „reparacje”, by nie stworzyć precedensu, dlatego umowa między rządami Namibii i Niemiec nazywana jest „pojednawczą” a nie „reperacyjną”.

Historycy oceniają masakry, której dokonali Niemcy w swoich koloniach, jako pierwsze ludobójstwo XX wieku. Nawet sami Niemcy musieli przyznać, że podczas ich rządów kolonialnych miały miejsce wielkie okrucieństwa.

Niemcy były trzecią co do wielkości europejską potęgą kolonialną w Afryce, po Zjednoczonym Królestwie i Francji. Od 1895 do 1919 r.  Niemieckie Cesarstwo panowało w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej (dziś Namibia), Niemieckiej Afryce Wschodniej (obejmującej dzisiejsze terytoria Burundi, Ruandy i Tanzanii, bez wyspy Zanzibar), jak również tereny w dzisiejszych granicach Togo, Ghany i Kamerunu. Po klęsce w I wojnie światowej Niemcy odstąpiły kolonie zwycięzcom.

Pomimo krótkiego okresu panowania w koloniach, niemieckie rządy odcisnęły się piętnem na historii tych terenów. W latach 1904–1908 roku na terenie ówczesnej kolonii Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia (dzisiejsza Namibia) zamordowano ok 65 tys. z 80 tys. żyjących tam Herero i co najmniej 10 tys. z 20 tys. Nama.

Niemiecka kolonia na terenie dzisiejszej Namibii zaczęła się od podstępu. W 1883 r. przedstawiciel bremeńskiego handlarza tytoniem kupił zatokę od głowy ludu Nama. Rozmiar obszaru został celowo podany w traktacie nieprecyzyjnie w milach: Nama przyjęli milę angielską, Niemcy nalegali na milę niemiecką, która jest prawie pięć razy dłuższa. Wkrótce okręty wojenne musiały zabezpieczyć kolonię, którą w 1884 r. ogłoszono „obszarem chronionym”. Postępowanie Niemców niczym się w tym przypadku nie różniło od postępowania Krzyżaków kilkaset lat wcześniej na ziemiach polskich – Zakon Krzyżacki także podstępem zajął Pomorze Gdańskie.

Wobec buntujących się plemion Cesarstwo Niemieckie zastosowało znaną metodę ognia i miecza.

„Zmiażdżę powstańcze plemiona strumieniami krwi i pieniędzy”  – to cytat z generała Lothara von Trothy, dowódcy wojsk Cesarstwa Niemieckiego w wojnie przeciw plemionom Herero i Nama. Niemiecki generał dotrzymał słowa, dokonując na dwóch plemionach prawdziwego ludobójstwa. Na szczęście Niemcom nie udało się zabić wszystkich członków tych plemion, a ich potomkowie doskonale pamiętają, co w Afryce wyprawiali „nadludzie”.

Pertraktacje między Namibią a RFN trwały od roku 2015. Niemcy (przezornie) zabiegali o dobre relacje z Namibią, przekazując w ciągu ostatnich 30 lat około 1 mld euro pomocy ekonomicznej. Niemieckie zabiegi na nic się zdały. Potomkowie ludów Herero i Nama domagali się… 30 mld euro odszkodowania, próbując doprowadzić do procesów przed sądami w USA. Niemcy jeszcze w zeszłym roku zamierzali zbić tę propozycję do… 10 mln euro odszkodowania. W końcu stanęło na 1,1 mld euro, z czego Herero i Nama… wcale nie są zadowolone.

Warto zaznaczyć, że w liczącej 2,1 mln ludności Namibii Herero i Nama stanowią kilka procent ludności. Toteż zmagania dwóch afrykańskich plemion z rządem niemieckim można porównać do zmagań Dawida z Goliatem. Jedno jest pewne – gdyby wojownicze plemiona nie robiły na arenie międzynarodowej tyle szumu, nie byłoby żadnego finansowego zadośćuczynienia.

Niemieckie kolonie w Afryce to nie tylko Namibia. Idąc za przykładem Namibii, także przedstawiciele Burundi chcą wysunąć swoje żądania wobec Niemiec i Belgii. Pracuje już nad tym komisja tamtejszych ekspertów – w tym przypadku mówi się o kwocie 36 mld euro odszkodowania za brutalną agresję.

„Negocjacji o zadośćuczynieniu” domaga się także Abdallah Possi, ambasador Tanzanii w Berlinie. Tanzański dyplomata przypomina niemieckie zbrodnie w Afryce Wschodniej, w tym masakrę miejscowej ludności, która stawiła zacięty opór niemieckiemu okupantowi w powstaniu Maji-Maji. Achilles Bufuer, dyrektor tanzańskiego Muzeum Narodowego w Daressalam, chciałby jak najszybszego rozpoczęcia rozmów z Niemcami. Przypomina o zrabowanych zabytkach kultury, m.in. o wielkim szkielecie dinozaura, który stoi do tej pory w Niemieckim Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie. Rząd Tanzanii zamierza też zażądać zwrotu licznych obiektów i ludzkich szczątków znajdujących się w niemieckich muzeach. Niemcy przywozili z Tanzanii np. spreparowane czaszki uczestników powstania Maji-Maji.

Na koniec pytanie retoryczne: czy i kiedy Niemcy zadośćuczynią za (chociażby) zniszczenie Warszawy? Jedno jest pewno, z cała pewnością wciąż trzeba się o to upominać.