Fot. Pixabay

Zaraz po wyborze Trumpa „New York Times” poprosił swoich autorów, aby zastanowili się, co będzie oznaczał dla gospodarki wybór tego człowieka na nowego prezydenta amerykańskiego mocarstwa.
– Jeśli pytanie brzmi, kiedy rynki się odrodzą, odpowiem tak: nie będzie to łatwe ani szybkie – zapowiedział Krugman. Od dnia inauguracji Trumpa wartość amerykańskiego indeksu giełdowego Dow Jones wzrosła o około 9500 punktów, czyli prawie o 50 procent.

W listopadzie 2016 r. Krugman napisał również, że „najprawdopodobniej patrzymy na globalną recesję, która nie ma końca”. W rzeczywistości Stany Zjednoczone mają obecnie najsilniejszy rynek pracy od ponad pół wieku. Krugman niedawno przyznał: – Mimo wszystko jest to silna gospodarka.

Tę dobrą sytuację noblista tłumaczy tym, że ​​ pod rządami Trumpa republikanie postanowili porzucić ograniczenia fiskalne i pozwolić na deficyt zbliżający się do 1 biliona dolarów. Jego zdaniem, gdyby nie sabotowali wysiłków na rzecz zwiększenia deficytu podczas administracji Baracka Obamy (kiedy dług federalny prawie się podwoił), wtedy gospodarka szybciej odzyskałaby stabilność.

Znany ekonomista wciąż zatem krytykuje republikanów, uważa bowiem, że jeśli chodzi o zadłużenie państwa, wykazują się hipokryzją. Ale to ciągle nie wyjaśnia, dlaczego jego prognozy gospodarcze były tak nietrafione i tak odległe od obecnej sytuacji ekonomicznej w Stanach Zjednoczonych.

Obietnice Trumpa wprost odnosiły się przecież do poluzowania fiskalnego. Obiecał on m.in. duże obniżki podatków, wzrost wydatków na wojsko, czy rozbudowę infrastruktury. Było zatem oczywiste, że deficyty będą rosły zgodnie z proponowaną przez niego polityką. Jeśli więc Krugman był tak pewny swojej tezy o znaczeniu wydatków publicznych dla wzrostu gospodarczego, powinien był przewidzieć, że pod rządami Trumpa nastąpi rozkwit. Zamiast tego prognozował niekończącą się globalną recesję i nieodwracalne szkody na rynkach finansowych.

Po czasie ekonomista sam przyznał, iż sytuacja na rynku amerykańskim jest stabilna, a gospodarka ma tendencję wzrostową.

DL/Washington Examiner