Przed hotelem cztery zaparkowane samochody z ukraińskimi numerami rejestracyjnymi. Zimno. Na schodach wejściowych kilka solidnie ubranych kobiet pali papierosy. Małe dzieci biegają po korytarzach. Na ścianach nalepione kartki informacyjno-porządkowe w języku ukraińskim.

Tomasz Cukiernik

Podczas weekendu nocowałem w jednym z hoteli w Szczawnie-Zdroju. Niemal cały obiekt zajmowały Ukrainki z małymi dziećmi. Mężczyzn zza wschodniej granicy było niewielu. W sąsiednich hotelach i pensjonatach było podobnie. Rzeczywiście wyglądało to całkiem inaczej w porównaniu z nielegalnymi imigrantami przypływającymi do Włoch i Grecji w 2015 r., czy też w porównaniu do ludzi o ciemnym kolorze skóry, którzy próbowali forsować polską granicę ze strony Białorusi. Okazało się, że pobyt Ukrainek finansuje sam hotel, ale ma on otrzymać rekompensatę od podatników. Państwo się dodatkowo zadłuży.

Uchodźcom z Ukrainy należy pomagać. To jest nasz humanitarny obowiązek. Ale trzeba się zastanowić nad formami pomocy i jej skutkami. Optymalną formą pomocy byłaby nie polityka rozdawnictwa, lecz ułatwienie Ukraińcom odnalezienia się w polskiej rzeczywistości poprzez rozpoczęcie pracy. Socjal nigdy nie rozwiązuje sprawy, a w dodatku generuje cały szereg negatywnych skutków dla biorących i dla całej gospodarki coraz bardziej obciążonej tą pomocą. I rzeczywiście uchwalona w rewolucyjnym tempie ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa m.in. wprowadza przepisy, które w bardzo uproszczony sposób legalizują podejmowanie pracy, a także prowadzenie działalności gospodarczej przez Ukraińców.

Co ciekawe, w przypadku umieszczania dzieci z Ukrainy w rodzinach zastępczych oraz placówkach opiekuńczo-wychowawczych nowe przepisy umożliwią niestosowanie obowiązujących standardów (warunki lokalowe, liczba dzieci). To samo będzie dotyczyło funkcjonowania żłobków, klubów dziecięcych oraz dziennych opiekunów. Możliwe będzie również tworzenie nowych żłobków ze złagodzonymi, w stosunku do dzisiejszych przepisów, standardami. Przepisy umożliwiają ponadto zatrudnianie obywateli Ukrainy w takich placówkach pomimo braku spełniania warunków do zatrudnienia (wykształcenie, znajomość języka). Czyli da się nie stosować regulacji! Dlaczego w ten sposób uprzywilejowuje się Ukraińców? Gdyby tak Polacy nie musieli stosować unijnych regulacji… Marzenie ściętej głowy.

W ciągu 18 dni wojny z 41-milonowej Ukrainy uciekło 2,7 mln osób (dla porównania w momencie upadku ZSRR na Ukrainie mieszkało 52 mln ludzi), z czego ponad 1,7 mln przyjechało do Polski. W samym Lwowie już koczuje dalszych ok. 200 tys. Ukraińców z innych rejonów kraju, czekając na transfer za granicę. Może to mieć i pozytywne, i negatywne skutki. Część z nich z pewnością wyjedzie na Zachód, część po wojnie wróci na Ukrainę, a część pozostanie w Polsce, a po wojnie być może dołączą do nich również mężowie. To będzie nie tylko dodatkowa siła robocza dla polskiej gospodarki, wsparcie polskich firm, które będą miały kogo zatrudnić, ale również będzie to pewnego rodzaju plaster na polskie problemy demograficzne (czy już dobijamy do 40 mln mieszkańców?). Te dzieci będą rosły w Polsce, tu się będą uczyły i w efekcie część z nich zostanie na stałe i się również zasymiluje.

Problemem mogą być uchodźcy, którzy się nie zasymilują. Jeśli powstanie silna mniejszość ukraińska, może mieć ona aspiracje polityczne. To już będzie prawdziwe niebezpieczeństwo dla jednolitości narodowej naszego kraju. Bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie: skoro w ciągu kilkunastu dni możliwe było przyjęcie niemal 2 mln Ukraińców (to ok. 5 proc. populacji naszego kraju), to dlaczego do tej pory przez ponad 30 lat Polska nie ściągnęła Polaków wywiezionych na wschód, których przecież jest tam znacznie mniej (w Kazachstanie kilkadziesiąt tysięcy) i których asymilacja byłaby pewna i znacznie prostsza?

Inne negatywne kwestie to koszty, które aktualnie ponosi Polska w związku z samą wojną. Dochodzi do utraty możliwości współpracy gospodarczej i z Rosją, i z Białorusią, i z Ukrainą. Redukowany jest zarówno eksport, import, jak i sprawa inwestycji polskich firm w tamtych krajach. To bezpośrednio ograniczy wzrost PKB. Do tego dochodzą gigantyczne koszty dla finansów publicznych – koszty przyjęcia uchodźców (dostęp do służby zdrowia, edukacji, dodatkowe świadczenia socjalne). Według brukselskiego think tanku łączny koszt pomocy dla ukraińskich uchodźców może wynieść nawet 30 mld euro. A to Polska przejęła i nadal przyjmuje ich najwięcej. W uzasadnieniu do wspomnianej wyżej ustawy zapisano, że roczny koszt tylko wydatków socjalnych dla Ukraińców może wynieść 1,8–3,5 mld zł. Co więcej, w Banku Gospodarstwa Krajowego powstanie specjalny fundusz pomocowy na rzecz uchodźców z Ukrainy, który będzie zasilany z budżetu państwa oraz środkami z emisji obligacji. Aby móc ponieść te koszty (a także te związane z powiększeniem do 300 tys. żołnierzy i dozbrojeniem polskiej armii), Polska będzie musiała się jeszcze bardziej zadłużyć. Dlatego bardzo ważne jest, by chociaż część tych kosztów poniosła solidarnie Unia Europejska, do czego na razie zbytnio się nie kwapi.

Z drugiej strony jeśli polska gospodarka musi Ukraińców wyżywić, musi im dać gdzie spać, umożliwić transport itd., to może być to zastrzyk dla firm. Poszerzenie się rynku to szansa dla wielu polskich przedsiębiorstw, które mogą na tym skorzystać, wzmocnić się i wzrosnąć. Ale jeśli ten zastrzyk będzie pochodził z finansów publicznych, to znaczy, że sfinansują to wszystko… te same firmy z płaconych podatków.

Nikt już nie dyskutuje o lockdownie, Polskim Ładzie ani Pegasusie. Na tapecie pozostaje jedna wiadomość: wojna na Ukrainie. Wojna zawsze jednoczy ludzi wokół rządu. Sam fakt, że wojna jest u naszych bram, powoduje, że może wzrosnąć poparcie dla aktualnie rządzących i tym samym uzyskają znacznie lepszą pozycję wyborczą bez robienia czegokolwiek. Chociaż rzeczywiście wydaje się, że rząd robi dużo. Być może również w ten sposób zyskuje punkty w oczach Polaków. Jednak kiedy pojawią się pierwsze problemy z uchodźcami z Ukrainy, w przyszłości władza może te zyskane punkty tracić.

Co gorsze, wojna przykryła bieżące problemy i te dotyczące kieszeni Polaków – niewiele już słychać o rosnących cenach, inflacji, i te dotyczące finansów publicznych – państwo jeszcze bardziej się zadłuża. Za taki stan rzeczy rząd zrzuci winę na wojnę. Ludzie w to łatwo uwierzą, bo mają krótką pamięć. W rezultacie nie dojdą do wniosku, że to rządy PiS doprowadziły do wzrostów cen (które pojawiły się przecież na wiele miesięcy przed wojną) oraz do pogorszenia się sytuacji finansów publicznych, tylko uwierzą rządowej propagandzie, że winna jest wyłącznie wojna. I PiS, zrzucając całą winę na wojnę (wcześniej na koronawirusa) i ukrywając w ten sposób własne nieudolne rządy, wygra kolejne wybory parlamentarne.

Hiszpański dziennikarz Víctor Olivares, który relacjonuje wojnę rosyjsko-ukraińską, zaapelował, by za pomoc okazaną uchodźcom z Ukrainy Polska otrzymała pokojową Nagrodę Nobla. Należy jednak mieć świadomość, że za to gigantyczne wsparcie raczej nikt nie będzie Polakom wdzięczny. Na arenie międzynarodowej pomoc będzie niedoceniana, a informacje na ten temat dotrą do zachodnich społeczeństw w ułamkowym zakresie. Unia Europejska nadal będzie prowadziła przeciwko Polsce swoją politykę z czarnym pijarem na czele. Jednak możemy umiejętnie wykorzystać tę sytuację na naszą korzyść. Czy się uda?

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułNiemcy wracają do energetyki węglowej
Następny artykułPolska chce zastąpić Rosję w G20