W lutym zakończyły się konsultacje Planu strategicznego Wspólnej Polityki Rolnej. Okazuje się, że liczne środowiska rolne z niechęcią patrzą na obecnie proponowany kształt dokumentu, który często może decydować o ich być albo nie być. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że nowa WPR będzie ścieżką zielonej transformacji unijnej wsi. Ale czy będzie tam jeszcze miejsce na opłacalne rolnictwo? W tej kwestii wątpliwości mają zarówno hodowcy zwierząt, jak i przedstawiciele sektora upraw.

nowa wspólna polityk rolna zielony ład - grafika wpisu

Jednym z podstawowych wyzwań, z którymi będą się musieli zmierzyć rolnicy w nowej perspektywie budżetu obejmującej lata 2021-2027, będzie nowa unijna strategia dla rolnictwa, czyli Europejski Zielony Ład. Jest to szereg inicjatyw, których efektem będzie – jak zgodnie twierdzą rolnicy – drastyczne ograniczenie skali produkcji rolnej.

Widmo Zielonego Ładu

Działania takie jak redukcja stosowania środków ochrony roślin, wyłączenie z produkcji 10 procent areału czy przeznaczenie 25 procent użytków rolnych pod aktywność ekologiczną, to zaprzeczenie dążeń rolników do rozwoju gospodarstw. To także inicjatywy, które zauważalnie przyczynią się do wzrostu – i tak bardzo wysokich – kosztów produkcji, przy ograniczonej możliwości podniesienia cen skupu produktów.

Wprawdzie na podobne ekoschematy przeznaczonych ma zostać 30 procent dopłat bezpośrednich, ale rolnicy wcale tych pieniędzy nie potrzebują i domagają się zdecydowanego obniżenia tego progu. Pamiętać należy, że fundusze przeznaczone na pomoc dla sektora rolnego, faktycznie będą niższe niż w poprzedniej perspektywie, a usilna próba dofinansowania kierunków stricte ekologicznych odbędzie się kosztem odjęcia środków z puli przeznaczonej na rolnictwo, które faktycznie buduje wskaźniki produkcyjne i zapewnia Europie realne bezpieczeństwo żywnościowe.

Dużym kłody pod nogi

W ramach konsultacji społecznych wiele organizacji rolniczych było oburzonych faktycznym nieuwzględnieniem roli dużych gospodarstw w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Plan strategiczny WPR w zasadzie pomija możliwość rozwoju znaczących już dziś producentów. Bez znaczenia zdaje się pozostawać fakt, że to właśnie największe gospodarstwa – tak w Polsce, jak i innych krajach Europy – odpowiadają za rokrocznie wyższe wskaźniki eksportu i produkcji na rynek wewnętrzny. To te przedsiębiorstwa rolne wyznaczają także trendy w cyfryzacji i technologizacji krajowej i europejskiej gospodarki rolnej.

Aż 90 procent gospodarstw rolnych, które użytkują połowę gruntów ogółem, nie zapewnia dochodów wystarczających do życia. W obecnych warunkach polscy rolnicy za jakkolwiek opłacalny uznają np. chów co najmniej 400 sztuk trzody. Warunek ten spełnia tylko dwa procent gospodarstw utrzymujących świnie. Podobnie sytuacja ma się w innych sektorach. Proponowane zmiany tylko pogłębią obecną zapaść. Kierunek obrany przez władze uznać należy za pozbawiony perspektyw. To wprost zagrożenie dla konkurencyjności polskiego sektora rolnego.

Dążenie do rozdrobnienia polskich gospodarstw może zepchnąć nas na unijny margines. Małe gospodarstwa posiadają ograniczone możliwość eksportowe. Dzieje się tak dlatego, że w Polsce w zasadzie nie funkcjonuje spółdzielczość rolnicza. Zaledwie kilkunastoprocentowy współczynnik zrzeszania się gospodarstw to o 80 procent niższy wskaźnik niż w przypadku najsilniejszych rolniczo gospodarek zachodniej Europy.

Zapomnijmy o zrównaniu poziomu dopłat

Projekt Planu strategicznego uwzględnia wsparcie z I i II filaru WPR, które obecnie funkcjonuje jako PROW. Jest to o tyle istotne, że wciąż nie wiadomo, ile będą wynosiły dopłaty bezpośrednie do hektara produkcji rolnej, które utrzymane zostaną w I filarze. Pewne jest natomiast, że polscy rolnicy nie zbliżą się do poziomu dopłat bezpośrednich w Niemczech, Francji czy Danii. To dlatego, że Wspólna Polityka Rolna funkcjonować będzie w nie tak wysokim, jak dotąd, budżecie. Poza tym transfery funduszów między filarami – co było dla Polaków korzystne – będą znacznie ograniczone.
Ergo – polscy rolnicy, choć nasza gospodarka rolna wciąż pozostaje daleko w tyle za Zachodem, nadal będą otrzymywać ochłapy z tego, co najpierw wpompowane zostanie w gospodarstwa z Niemiec, Francji, Danii, Holandii i wielu innych krajów. Do polskich strategicznych sektorów rolnych popłynie zatem zdecydowanie mniej środków niż w ostatniej perspektywie, ale wydatki – narzucone unijnym planem – będą znacznie wyższe.

Smutna perspektywa

Kontrowersyjne ekoschematy, niezrozumiałe propozycje w kwestii dobrostanu zwierząt, odebranie szans rozwojowych rolnikom, którym udało się osiągnąć sukces, faktyczny przymus dotyczący prowadzenia produkcji ekologicznej i wiele, wiele innych czynników decydować będzie – o ile unijni dygnitarze nie oprzytomnieją – o drastycznym spadku opłacalności i skali unijnej produkcji rolnej.
To dobrze, ale dla… konkurencji europejskich gospodarzy. Na to aby jeszcze silniej zakorzenić się na unijnym podwórku, czekają już kraje Mercosur, Chiny, Stany Zjednoczone, Meksyk i szereg innych. Szkoda, że projektowane nowe unijne prawo nakłada choćby wymogi klimatyczno-środowiskowe wyłącznie na państwa Wspólnoty. Nie na eksporterów.
Kierunek obrany przez autorów projektu nowej WPR to nic innego jak gospodarcze seppuku.