fbpx
czwartek, 11 lipca, 2024
Strona głównaBiznesNowym unijnym podatkiem w rolników

Nowym unijnym podatkiem w rolników

Europejski Zielony Ład rozpycha się łokciami na unijnym rynku rolnym. Wszystko wskazuje na to, że kolejną konsekwencją decyzji unijnych dygnitarzy będzie nowy podatek, który zapłacić będą musieli rolnicy. To kolejna już danina, która wprowadzona zostać ma w czasie, w którym europejskie gospodarstwa rolne – podobne do przedstawicieli innych sektorów gospodarki – swoje działania zogniskować powinny na odbudowie pozycji rynkowej i stabilności finansowej tak nadszarpniętych negatywnymi skutkami ekonomicznymi pandemii koronawirusa.

Nowy podatek miałby być opłatą w wysokości 1 proc. wartości wprowadzanych do obrotu środków ochrony roślin. Pieniądze pozyskane z tej opłaty przeznaczone miałyby zostać na promocję rolnictwa ekologicznego. Rolnicy – jak na razie bezskutecznie – apelują do ministra Pudy o zatrzymanie tej budzącej sprzeciw inicjatywy.

Ingerencja w rynek

Nie jest tak, że rolnicy nie chcą wspierać rozwoju rolnictwa ekologicznego – wręcz przeciwnie. Zdaje się, że sami gospodarze słusznie zauważyli, że sektor biorolnictwa rozwija się na zachodzie dynamicznie i że zapotrzebowanie na surowce pochodzące z tego działu produkcji rolnej wzrasta. Nie znaczy to jednak, że świat „przerzuci się” wyłącznie na żywność ekologiczną – tym bardziej, że sama „żywność ekologiczna” od lat pozostaje pojęciem niezmiernie płynnym.

Niedobrze dzieje się też dlatego, że Unia Europejska kolejny raz próbuje wprowadzić na rynku sztuczną i niezwykle sztywno ukierunkowaną interwencję. To „dopychanie butem” może skończyć się fatalnie. Szczególnie wrogo do pomysłu podchodzą polscy gospodarze, którzy podobne próby wpływania na kształt rynku pamiętaj tylko z czasów systemu słusznie minionego.

Chodzi tu oczywiście o unijną zabawę w Robin Hooda absurdu. Na jedną z branż nakłada się podatek, który ma zostać wprost przeznaczony na rozwój innej. Dotowanie jednego sektora kosztem innego jest wprost sprzeczne z zasadami uczciwej konkurencji. Dodatkowej pikanterii dodaje tu fakt, że przerzucanie środków dotyczy branż tego samego sektora. Błędem jest także pozostawianie niejako odłogiem rozwoju rolnictwa konwencjonalnego. Jest to niebezpieczne szczególnie w Polsce, gdzie rolnictwo ekologiczne nie jest tak silnie rozwinięte jak na Zachodzie. Oznacza to wprost, że dodatkowe środki przeznaczone na rozwój sektora produktów bio pogłębią zapaść między rolnikami z Polski i zachodniej części kontynentu. Pamiętać należy, że w czasie, w którym na zachodzie areał upraw ekologicznych szedł w ostatnich latach w górę, w Polsce kurczył się w zastraszającym tempie.

To nie dlatego, że polscy rolnicy brzydzą się tym, co ekologiczne, ale dlatego, że ten rodzaj produkcji jest w naszych realiach nieopłacalny. Jest to także – zazwyczaj – produkcja niskotowarowa, która – z uwagi na cenę – nie ma prawa zaszczepić się dziś znacznie szerzej niż dotychczas na polskim rynku konsumenckim. Wysłać żywność ekologiczną  poza granice Polski także będzie trudno, ponieważ w naszym kraju w zasadzie nie istnieje spółdzielczość rolna – a tylko ona jest w stanie pomóc małym rolnikom w zbudowaniu silnej pozycji negocjacyjnej na rynkach zewnętrznych i zebraniu znacznych, dużych i jednorodnych – czyli takich jakich wymaga globalny rynek – partii towaru.

Kto za to zapłaci?

Sytuacja jest naprawdę standardowa. Szkoda tylko, że unijni politycy, podobnie zresztą do naszych krajowych, udają, że nie widzą realnych konsekwencji nowej opłaty. Przypomnijmy, co wydarzyło się choćby po wprowadzeniu w naszym kraju podatku cukrowego. Miał on faktycznie obciążyć „bogate” przedsiębiorstwa koniecznością zwiększenia wpływów do budżetu (nikt nie nabrał się na argumenty dotyczące mitycznej walki o zdrowie Polaków, którzy spożywać mieli mniej cukru) lub zmusić je do obniżenia zawartości cukru w swoich produktach. To nie konsumenci mieli zapłacić za nowy podatek. Nie mieli, ale zapłacili. Naiwnym jest myślenie, że firmy dobrowolnie pozbawią się pieczołowicie wypracowywanej latami marży. W praktyce wejście w życie podatku skończyło się podniesieniem cen na sklepowych półkach – zapłacili więc konsumenci, nie firmy. Daleko szukać nie trzeba, bo podobne skutki przyniesie choćby forsowana przez wicepremiera Glińskiego opłata reprograficzna.

Podobnie sytuacja mieć się będzie z podatkiem od środków ochrony roślin. 1 proc. to sporo. Rolnicy potrafią jednak liczyć lepiej niż politycy i wiedzą, co się stanie. Szybko przewidzieli, że opłata przełoży się na wzrost cen środków ochrony roślin. Te – jako że będą droższe – bardziej obciążą budżety gospodarstw rolnych. Rolnicy nie są jednak głupi i – co naturalne – nie widzi im się uszczuplanie portfeli. Koszty przerzucone zostaną zatem na konsumentów, którzy kolejny już raz staną się zakładnikami bezsensownych decyzji polityków.

Jacek Podgórski
Jacek Podgórski
Dyrektor Forum Rolnego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Członek zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych oraz zespołu problemowego ds. międzynarodowych Rady Dialogu Społecznego. Były dyrektor Forum Podatkowo-Regulacyjnego w Departamencie Prawa i Legislacji ZPP. Wieloletni dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej. Autor licznych publikacji z zakresu funkcjonowania gospodarki rolnej Polski i Unii Europejskiej. Były dziennikarz i felietonista.

INNE Z TEJ KATEGORII

Branża noclegowa liczy długi i wypatruje gości

Rusza sezon dla turystycznych obiektów noclegowych. Bez wątpienia przedsiębiorcy oferujący zakwaterowanie liczą, że w nadchodzących miesiącach utrzyma się tendencja z zeszłego roku, gdy liczba turystów, którym udzielono noclegów wzrosła o blisko 6 proc.
5 MIN CZYTANIA

„Drapieżne koty” z Polski sprawdziły się na polu walki. Ukraińcy zwiększają zamówienia

Polskie wozy bojowe Oncilla, wyprodukowane przez firmę Mista ze Stalowej Woli, doskonale sprawdziły się na polu walki. Na froncie walczy już setka transporterów. Ukraińska armia zamówiła kolejną partię „drapieżnych kotów”.
2 MIN CZYTANIA

Polski drób niedługo znajdzie się na azjatyckich stołach

– Produkujemy rocznie trzy miliony ton mięsa drobiowego. To najwięcej w UE – zaznacza Dariusz Goszczyński, prezes zarządu Krajowej Rady Drobiarstwa – Izba Gospodarcza (KRD-IG). Według niego, wysoka jakość rodzimego drobiu predestynuje go do sprzedaży nawet na tak wymagających rynkach jak Japonia czy Hongkong.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Jak uzdrowić krajową legislację?

W Polsce o procesie legislacyjnym trudno dziś mówić bez emocji. Złośliwie można by powiedzieć, że jest to wprawdzie proces, ale nie stanowienia prawa, tylko jego masowej produkcji. I to produkcji marnej jakości. Nie pozostaje to bez znaczenia dla biznesu, który o legislacji myśli z uzasadnioną trwogą.
6 MIN CZYTANIA

Obudzić z marazmu polski rynek pracy!

Polski rynek pracy w niedalekiej przyszłości będzie borykać się z niedoborem pracowników znacznie przewyższającym dzisiejsze, sygnalizowane przez przedsiębiorców, problemy. Wskaźniki demograficzne nie pozostawiają tu złudzeń. Pozostaje tu zatem pytanie – co robić?
5 MIN CZYTANIA

Polska powinna mieć swoją rakiję

Produkcja destylatów to element tradycji i kultury wielu regionów świata. Polska wcale nie jest tu białą plamą na mapie świata, ale od innych miejsc w samej choćby Unii Europejskiej odróżnia nas to, że wytwarzanie trunków o „słusznym” woltażu w domowych warunkach jest nad Wisłą po prostu nielegalne.
4 MIN CZYTANIA