Na Zachodzie władza gospodarcza i międzynarodowy biznes dominują często nad władzą polityczną państw. To w USA Twitter może zablokować konto prezydenta USA – jak postąpił z Donaldem Trumpem. W odwrotnym kierunku idą Chiny. Tam władza polityczna zawsze dominowała nad gospodarczą. Obecnie – w kontekście rosnącej rywalizacji chińsko- amerykańskiej i wzrostu znaczenia cywilizacji chińskiej – decydenci Państwa Środka bardziej zdecydowanie pokazują kto rządzi w państwie.

Niektórzy, jak np. geopolityk dr Jacek Bartosiak uważają, że różnica między modelami rozwojowymi Chin i Anglosasów jest jeszcze głębsza i dotyczy wielowiekowych różnic między anglosaskim modelem dominacji morskiej, w którym dominuje kapitał a kontynentalnym, wyrażającym się w sile władzy politycznej, w którym władca mówi: państwo to ja (tak jak Ludwik XIV, dlatego w Francji nigdy nie powstała silna giełda).

Na politykę realizowaną przez Chińczyków nakłada się rywalizacja gospodarczo-cywilizacyjna z USA. Państwo Środka chce wrócić na miejsce najważniejszego (ale czy dominującego, to kwestia otwarta) w świecie mocarstwa, jakim było do połowy XIX w. i realizuje swoje strategiczne cele zmierzające w tym kierunku, stosując jednak inny, specyficznie chiński, model rozwojowy. To z perspektywy relacji państwo – gospodarka, rywalizacji mocarstw i różnic cywilizacyjnych przy zwiększającej się sile cywilizacji chińskiej (Chińczycy mówią o „wielkim renesansie narodu chińskiego”, który ma nastąpić ostatecznie w 2049 r.), należy patrzeć na wszystko, co dzieje się w Chinach, a co może wydawać nam się niezrozumiałe.

Koniec ukrywania swoich intencji

Od czasów przejęcia sterów przez Xi Jinpinga (2012 r.) Chiny doszły do wniosku, że nadszedł już czas końca „ukrywania swoich intencji” i „pomniejszania swoich możliwości” i nadeszła pora, by pokazać światu, że chcą wrócić na znaczące miejsce na arenie światowej, jakim były przez większość czasu w nowożytnej historii. Chińscy przywódcy uważają, że dysponują już odpowiednią wiedzą i zasobami, dzięki którym mogą prowadzić bardziej asertywną politykę.

Chiny są motorem światowego handlu, mocno zintegrowanym ze światem, który w dużej mierze gospodarczo od siebie uzależniły. Obecna rywalizacja z USA nie ma więc nic wspólnego z rywalizacją Amerykanów z ZSRR, jak niektórzy chcieliby patrzeć na obecną sytuację na świecie. Chiny mają – tak przynajmniej uważają chińscy przywódcy – wystarczający potencjał, by mocniej upominać się o swoje interesy i przeciwstawiać się globalnej dominacji gospodarczej USA i Zachodu. Państwo Środka w dotychczasowej historii swojego rozwoju i otwarcia od 1978 r. korzystały z globalizacji selektywnie wpuszczając do siebie zachodni kapitał i kładąc nacisk na tworzenie spółek joint-ventures, w których zachodni partner dostarczał technologicznego i produkcyjnego know-how. Obecnie potrzebują go już mniej, ponieważ same stały się bardziej innowacyjne i same są dostawcą nowych idei. Paradoksalnie dziś to Chiny bronią światowej globalizacji w obecnym kształcie, z której korzystają, a stolik próbują wywrócić Stany Zjednoczone, które przez ostatnie 40 lat nie dostrzegły rosnącego chińskiego smoka, rosnącego i chłonącego zachodnią wiedzę dostosowując ją do swojej specyfiki – smoka żywiącego się zachodnimi rynkami. Dopiero wyklinany przez amerykańskie i światowe elity Donald Trump realnie dostrzegł w Chinach zagrożenie dla światowej dominacji USA. Joe Biden dołożył do tego chińskie zagrożenie dla liberalizmu i demokracji, budując antychińskie koalicje oparte na tych wartościach.

Xi Jinping chce być jak Mao

Dziś w Chinach mamy do czynienia z paradoksalną dla ludzi Zachodu sytuacją (ale nie dla Chin, które potrafią łączyć sprzeczności). Paradoks dotyczy umacniania tendencji maoistycznych, czyli kultu jednostki i wzrostu roli ideologii i partii w obszarze władzy, przy jednoczesnym położeniu ogromnego nacisku na rozwój najnowocześniejszych technologii związanych ze sztuczną inteligencją, technologią kwantową, energetyką czy kosmosem, a także – o czym mało się mówi – wsparciem dla małego i średniego biznesu w postaci obniżek podatków i preferencji kredytowych.

Mamy do czynienia z państwem, które w ostatnich 40 latach rozwijało się średnio ok. 9 proc. rocznie, a jego PKB wzrosło od 1978 r. ponad 16-krotnie. Pod względem PKB mierzonego siłą nabywczą Chiny są już największą gospodarką świata, a w ciągu najbliższych 10 lat prawdopodobnie prześcigną USA pod względem nominalnego PKB. Stają się państwem dominującym w wielu dziedzinach technologicznych, a jednocześnie wracają do tradycji, która nam kojarzy się z zacofaniem i zbrodniami komunistycznymi – do tradycji Mao Zedonga. Dla Chińczyków jednak Mao (którego represji w czasie rewolucji kulturalnej doświadczyli zarówno Xi Jinping jak i Deng Xiaoping) jest symbolem zjednoczenia kraju, zrzucenia jarzma „zachodnich okupantów” i zakończenia „wieku poniżenia”, jak określany jest tam wiek XIX – czas traktowania przez mocarstwa zachodnie Chin jak kolonii. Pamiętane są tam jednak także zbrodnie popełniane w czasie kampanii „wielkiego skoku” czy „rewolucji kulturalnej”. Liczy się jednak symbol i kontynuacja władzy. Nowym ucieleśnieniem cesarza staje się Xi, a ucieleśnieniem mandarynów urzędnicy KPCH.

Xi widzi narzędzie do realizacji celu – którym jest odzyskanie przez Chiny dominującej pozycji w świecie – w umocnieniu władzy i jednoosobowym przywództwie, mobilizacji społeczeństwa kampaniami, we wzmocnieniu roli aparatu partyjnego, ukróceniu niezależności wielkiego biznesu i wzmocnieniu roli władzy jako „wychowawcy społeczeństwa”. Wyrazem tych działań jest m.in. likwidacja w 2018 r. ograniczania kadencyjności przywództwa, co daje Xi możliwość dożywotnej władzy i podkreślanie znaczenia myśli Xi, co zatwierdziły niedawno odpowiednie organy partii. To wyraźne odejście, szczególnie w kwestii przywództwa, od linii poprzedników, którzy preferowali koncepcję „kolektywnego cesarza”. „Myśli Xi” stały się obowiązkową lekturą w szkołach na równi z myślą Mao. Podczas obchodzonego w tym roku 100-lecia KPCH Xi – przemawiając na Placu Tiananmen – nawiązywał ubiorem i tekstem przemówienia do wystąpienia Mao w 1949 r. w – roku ogłoszenia powstania CHRL.

Walka o dane

Powrót do stylistyki i formy maoizmu łączy się ze zwiększaniem wydatków na badania naukowe i inwestycje w najnowocześniejsze technologie, ale także z ukrócaniem niezależności wielkich koncernów Big Tech, takich jak Alibaba, Didi, Tencent, Meituan. Chodzi po prostu o pokazanie wielkiemu biznesowi (który dorównuje swoim odpowiednikom w USA), kto rządzi w kraju. W tradycji chińskiej nie jest to nic nowego – Chiny są krajem o myśleniu cyklicznym, krajem licznych odwołań do przeszłości, gdzie przeszłość bardzo mocno wiąże się z teraźniejszością i przyszłością. Jedną z chińskich tradycji filozoficznych jest legizm, czyli szkoła systemu kar wymuszających „dobre zachowanie”. Tracą na tym biznesowo chińskie spółki, notując ogromne spadki na giełdach. Chińczycy uznają jednak, że w tej kwestii polityka ma większe znaczenie niż gospodarka.

Działania przeciw Big Techom prowadzone są pod hasłem działań antymonopolistycznych i związanych z lepszą ochroną danych użytkowników. Na znaczeniu zyskał chiński Urząd ds. Regulacji Cyberprzestrzeni, który co jakiś czas nakłada różnej wielkości kary na chińskich gigantów Big Tech (największą, prawie 3 mld dolarów, otrzymała Alibaba Jacka Ma). Abstrahując od faktu wykorzystywania przez władze Chin swojej pozycji do podporządkowania wielkiego biznesu polityce państwowej, zapewne wiele światowych rządów, także zachodnich, chciałoby mieć taką władzę ograniczania monopolistycznej pozycji na rynku Big Techów i posiadać możliwość trzymania pieczy nad danymi miliardów użytkowników gromadzonych przez takie firmy jak Google czy Facebook (które wykorzystują je do swojego biznesu).

Państwa walczą o kontrolę nad danymi miliardów użytkowników uważając to za atut w rywalizacji mocarstw. Kontrola ta to przede wszystkim wiedza, która może być wykorzystywana w globalnej polityce i rozwoju technologicznym, w szczególności sztucznej inteligencji. Z tego faktu wynikają np. działania chińskich organów regulacyjnych związanych z chińskimi firmami, które wchodzą na amerykańskie giełdy. Głośno było o przypadku chińskiego giganta – firmie Didi (rozszerzona wersja Ubera), która po ogłoszeniu chęci wejścia na amerykańską giełdę została objęta postępowaniem dotyczącym niewystarczającej ochrony danych osobowych. Chiński rząd mówi – chcecie dzielić się danymi z Amerykanami, to czekają was miliardowe kary. Przemyślcie sprawę i wracajcie do Hongkongu, gdzie zapewnimy wam odpowiednie warunki. I tak się dzieje. Chińskie firmy tracą miliardy dolarów opuszczając Amerykę (pod presją amerykańskich lub chińskich władz) i wracają do kraju. I to właśnie Hongkong ma stać się przystanią dla chińskich gigantów. Powrót do Hongkongu zapowiedziały m.in. Didi i Weibo (chiński Twitter), a także wiele firm, których obecności na giełdzie w Nowym Yorku nie życzyli sobie Amerykanie – jak np. China Mobile – największej sieci komórkowej na świecie. Władze USA zarzucają chińskim firmom współpracę z tamtejszym rządem i wpieranie działań łamiących prawa człowieka.

Xi – wychowawca narodu

Chiny łączą rozwój technologiczny i powrót do maoistycznej koncepcji władzy z powrotem do pojęcia władzy jako wychowawcy narodu. To działania mające charakter „inżynierii społecznej”, mające głębokie zakorzenienie w chińskiej tradycji konfucjańskiej. Mają, zdaniem chińskich władz, budować siłę i jedność chińskiego społeczeństwa, odpowiednie „zdrowe postawy”, co ma pomóc w „wielkim renesansie narodu chińskiego”. Przykładem takich działań jest np. ograniczenie czasu grania w gry przez nieletnich do trzech godzin dziennie. Xi nazwał powszechne uzależnienie od gier (gra tam w gry 300 mln ludzi) współczesnym „opium”, nawiązując tym do uzależniania  Chińczyków od tego narkotyku w XIX w. – uzależnienia wspieranego przez mocarstwa zachodnie. Nowe regulacje odbiły się czkawką Tencenta – światowego giganta w produkcji gier wideo, który z tego powodu zanotował miliardowe straty. Chiński regulator zakazał także skierowanych do nieletnich reklam internetowych wielu produktów, np. gier komputerowych, kosmetyków czy zabiegów medycznych. W kampanie wychowawcze wpisują się także działania wobec niezwykle popularnych i wpływowych w Chinach celebrytów. Nowe regulacje medialne i internetowe zakazują promowania reprezentowanych przez nich „nienaturalnych kanonów urody” czy „zniewieścienia” wśród mężczyzn, nakazują pokazywanie w mediach „zwykłych ludzi” i ograniczenie kultury „fetyszyzowania” celebrytów. Sam Xi jest przedstawiany, jako rodzinny , dobry ojciec, dla którego ważne są tradycyjne wartości i rodzina.

„Dual Circulation” – nowy chiński mur

Chiny chcąc osiągać cele rozwoje państwa zawsze robią to działając w trybie zadaniowym, aby zmobilizować społeczeństwo czy władze lokalne. Towarzyszą temu hasła odpowiadające naszym kampaniom społecznym. O co więc chodzi Chińczykom i jakie cele przed sobą stawiają? Podstawowe są trzy: osiągnięcie „poziomu średniego dobrobytu”, co miało miejsce w 2021 r. na stulecie powstania KPCH, osiągnięcie statusu „społeczeństwa innowacyjnego” w 2035 r. i „wielki renesans narodu chińskiego ” w roku 2049, czyli w stulecie powstania CHRL, kiedy to Chiny mają stać się państwem w pełni rozwiniętym we wszystkich obszarach. Tym celom należy się bacznie przyglądać, ponieważ chińskie plany były z reguły z sukcesem realizowane przez ostatnie 40 lat, dzięki czemu rządząca KPCH cieszy się legitymacją społeczeństwa, jest więc zobligowana do ich realizacji.

Pandemia przyspieszyła realizację dwóch ważnych chińskich strategii – „Dual Circulation” i „Common Prosperity”. Covid spowodował ograniczenie łańcuchów dostaw i wyzwania z tym związane. Przyspieszył to, do czego dążą Chiny od dojścia do władzy Xi Jinpinga. W ostatnich latach obserwujemy swego rodzaju zamykanie się Chin i dążenie do nowocześnie pojętej samowystarczalności. W tradycji chińskiej to nic nowego. Kraj ten w swojej historii przechodził wahania pomiędzy otwieraniem się na świat i zamykaniem, czego symbolem jest chiński mur. Niektórzy mówią dziś o „chińskim firewallu” w kontekście polityki chińskich władz w stosunku do Internetu.

Na czym polega „Dual Circulation”? Chiny doszły do wniosku, że posiadają u siebie – i w obszarach, gdzie realizują swoje interesy – już wystarczająco dużo siły i zasobów, aby zagwarantować sobie samowystarczalność w strategicznych obszarach. Polityka tego kraju nie oznacza jednak odcięcia się od świata, ale wykorzystywanie globalizacji do wzmocnienia swojego rynku wewnętrznego i wewnętrznych procesów gospodarczych. Polityka wychodzenia w świat ramach koncepcji Pasa i Szlaku (Nowego Jedwabnego Szlaku) nie straciła na znaczeniu. Głównym celem jest dziś jednak zwiększenie konsumpcji wewnętrznej, zbudowanie zamożnego społeczeństwa chińskiego (ocenia się, że klasa średnia w Chinach to ok. 400-500 mln ludzi) i rynku, który zarówno tworzy jak i konsumuje. Niezbędne jest do tego bogatsze społeczeństwo, ale także własne siły produkcyjne, technologiczne i innowacyjne. Duże znaczenie ma tutaj kwestia kontroli nad danymi użytkowników.

Polityka „Dual Circulation” wywołuje napięcia w relacjach z USA, uważana jest bowiem za współczesny protekcjonizm gospodarczy. W odpowiedzi Stany Zjednoczone usuwają z giełdy chińskich gigantów i wprowadzają kolejne regulacje w listach firm, których działalność w USA jest ograniczana i z którymi zakaz współpracy mają firmy amerykańskie. Amerykanie uzasadniają te działania powiązaniami chińskich firm z chińskim rządem lub wspierania przez Chiny działalności związanej z łamaniem praw człowieka. W tle, patrząc na branże w których działają chińskie firmy, jest jednak chińsko-amerykańska rywalizacja technologiczna.

 „Common Prosperity” – chińska socjaldemokracja

Idea „Common Prosperity” została ogłoszona w 2021 r. Oznacza budowę społeczeństwa „sprawiedliwego” i egalitarnego – ze wspólnymi celami. W praktyce chodzi o niwelowanie różnic dochodowych w społeczeństwie i między regionami. Niektórzy dostrzegają tu inspirację zachodnią myślą socjaldemokratyczną. Realizując tę politykę chińskie władze pogodziły się z tym, że chiński wzrost nie będzie już dwucyfrowy, a przyszłość to wzrost na poziomie 5-6 proc.

Wyrazem polityki „wspólnego dobrobytu” są działania skierowane przeciw władzy koncernów technologicznych, ograniczające nadmierny czas pracy, czyli kulturze 996 (popularna w Chinach praca od 9.00 do 9.00 przez 6 dni w tygodniu), czy niezwykle silnemu w Chinach rynkowi prywatnych korepetycji, które zdaniem chińskich władz zmuszają dzieci do uczestnictwa w „wyścigu szczurów”, a także działania skierowane przeciw celebrytom, o których wspomniałem wcześniej. Niedawno aktywność chińskich władz skupiła się na zeznaniach podatkowych celebrytów. Cel: społeczeństwo chińskie powinno być „zdrowe”, „nieegoistyczne”, egalitarne i „nikt nie powinien uznawać się za lepszego”. Celem jest także budowa silnej klasy średniej, która zwiększy konsumpcję krajową i ograniczy uzależnienie gospodarki od eksportu.

Polityka ta obejmuje także liczne programy wsparcia dla seniorów i rodzin (chińskie społeczeństwo szybko się starzeje, a przyrost naturalny jest na poziomie polskiego, mimo odejścia w 2015 r. od polityki jednego dziecka). Chinki nie chcą rodzić dzieci, co wynika z konsumpcyjnego stylu życia, poprawy pozycji materialnej kobiet, zwiększenia ich niezależności i z procesów kulturowych analogicznych do zachodnich. Duże znaczenie ma także zwiększanie nakładów na ochronę środowiska i transformację energetyczną. Chiny są krajem sprzeczności – będąc największym trucicielem na świecie pod względem emisji gazów cieplarnianych są także liderem w inwestycje w zieloną energię.

Obok problemów demograficznych dużym wyzwaniem pozostaje także rynek nieruchomości, który jest wyjątkowo przeinwestowany (co pokazał przykład Evergrande) i rodzi zagrożenia dla rozwoju i wzrostu. Czas pokaże, jak chińskie władze poradzą sobie w tej kwestii.

Na wydarzenia w Chinach należy patrzeć w kontekście postrzegania Państwa Środka jako cywilizacji, która odzyskuje swoje światowe znaczenie. W naszej zachodniej perspektywie wydarzenia w Chinach mogą wydawać się niezrozumiałe, nieetyczne czy antybiznesowe. I może tak jest, ale rozwój Chin i zmiana światowego układu sił pokazuje, że nie wszystko jest takie oczywiste, jak nam się wydaje.