Na temat relacji między Kościołem a ekologią z o. Stanisławem Jaromim, franciszkaninem, filozofem i przewodniczącym Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu, rozmawia Konrad Rajca.

Jak przedstawiłby Ojciec stosunek Kościoła do ekologii?

Jako bardzo twórczy i wzajemnie inspirujący. Kwestia ekologiczna jest w Kościele rozwijana od ponad 50 lat. Na początku mówiliśmy o ochronie przyrody i skupialiśmy się na ochronie gatunków i ekosystemów. Potem przyszła ochrona środowiska, ekologia miasta, problem smogu i jakości życia. Dziś na plan pierwszy wysuwa się kwestia klimatyczna. Ekologia nigdy nie była jednak „tematem własnym” Kościoła, ale jednym z wielu rozwijanych w ramach nauczania społecznego. Jako Kościół troszczymy się o życie religijne, duchowe, sakramentalne i pragniemy doprowadzić wszystkich do zbawienia wiecznego. Angażujemy się też w „sprawy tego świata”, bo, jak powtarza papież Franciszek, nic ze spraw tego świata nie jest nam obojętne. Jeżeli ludzi interesuje tematyka ekologiczna i ich dotyka, to reagujemy na to także my – ludzie Kościoła.

W jakich najważniejszych dokumentach możemy szukać myśli Kościoła dotyczącej ekologii?

Polecam całą bibliotekę na portalu chrześcijańskich ekologów Święto Stworzenia. A tutaj warto wymienić kilka. Pierwszym znanym nam dokumentem poświęconym w całości ekologii był list papieża Pawła VI do uczestników Szczytu Ziemi w Sztokholmie w 1972 r. Załącznikiem do niego był obszerny dokument pokazujący spojrzenie na sprawy ekologii z moralnego punktu widzenia, jako odpowiedzialności za Dzieło Stworzenia. I to jest podstawowa perspektywa Kościoła w tym temacie.

Dwadzieścia siedem lat pontyfikatu Jana Pawła II to kolejne wystąpienia w reakcji na debatę i wydarzenia międzynarodowe. Mamy wspaniałe encykliki społeczne Jana Pawła II i orędzie Pokój z Bogiem Stwórcą, pokój z całym stworzeniem z 1990 r. To obszerny, prawie 20-stronicowy tekst poświęcony ekologii. Często właśnie orędzia na Światowy Dzień Pokoju, które słyszymy 1 stycznia, są okazją do prezentacji tematyki ekologicznej.

W czasie pontyfikatu Jana Pawła II ważnym momentem było ogłoszenie w 1979 r. patronem ekologów św. Franciszka z Asyżu. Kościół pokazał osobę Brata Franciszka i tradycję franciszkańską jako kluczową dla naszego katolickiego myślenia w kwestiach ekologicznych. Zwłaszcza że szybko do tematów sprawiedliwości i pokoju – tradycyjnych w społecznym zaangażowaniu Kościoła powszechnego – dołączyła ochrona stworzenia. I te trzy wymiary wraz z franciszkańską duchowością tworzą katolicką perspektywę w tym temacie.

Z czasów Benedykta XVI warto polecić jego orędzie z 1 stycznia 2010 r. oraz przemówienie w Bundestagu, gdzie pojawienie się ruchu ekologicznego nazwał „wołaniem o świeże powietrze”. Zatem encyklika papieża Franciszka Laudato si’, ogłoszona w 2015 r., zbiera 50-letnią katolicką refleksję nad kwestiami ekologicznymi, dodając jedynie kilka nowych tematów, ale też własną perspektywę papieża z Ameryki Południowej.

Na czym polega ta nowa perspektywa papieża Franciszka? Mówi się, że papież znacząco rozwinął myśl Kościoła na temat ekologii, a nawet że zrewolucjonizował to podejście. Postawił ją w centrum dyskusji o świecie i w centrum relacji człowieka ze światem.

Już tak długo zajmuję się tą tematyką, że widzę raczej jej rozwój i inny rozkład akcentów. Często na przykład zapominamy, że wszyscy czterej papieże, o których wspomniałem, mają swój intelektualny „background” narodowy i własną perspektywę. Inna jest perspektywa narracji niemieckiej, polskiej, włoskiej, a inna Ameryki Południowej. Myślę, że w przypadku innych organizacji wygląda to podobnie. Niemcy akcentują bardziej postęp technologiczny, a Latynosi obronę swojego dziedzictwa wykorzystywanego przez ponadnarodowe korporacje czy eksploatowanie Amazonii. Zasadniczy temat u papieża Franciszka to ekologia integralna oparta na właściwej antropologii i zasadzie dobra wspólnego, szanująca ludzką pracę, wsparta najlepszymi osiągnięciami ekologii środowiskowej, gospodarczej i społecznej. Ona uwzględnia ekologię kulturową, miasta i osiedli ludzkich oraz style życia nieulegające nadmiernemu i krótkowzrocznemu konsumpcjonizmowi. Bo nieszczęściem jest tzw. „paradygmat technokratyczny”, który wynika m.in. z fałszywego przekonania o nieskończonej dostępności dóbr naszej planety i prowadzi do ich „wyciskania” aż do ostatecznych granic, a jako cel wystarcza mu maksymalizacja zysków.

Jak scharakteryzowałby Ojciec stosunek Kościoła do relacji człowiek–przyroda na podstawie myśli i dokumentów Kościoła?

Słusznie Pan zauważył, że kluczowy jest temat relacji człowiek–przyroda. W naszej perspektywie to człowiek jest podmiotem. Wkładem Kościoła w debatę publiczną jest personalizm chrześcijański – postrzeganie człowieka jako osoby – którego wybitnym przedstawicielem był św. Jan Paweł II. Kluczowe jest dobro każdego człowieka – nie tylko tego najbogatszego, ale każdego mieszkańca naszej pięknej planety. Często tylko Kościół jest dziś reprezentantem ludzi pozbawianych głosu, słabszych, ubogich i wykluczonych, np. mieszkańców Amazonii. Wielkie projekty mówiły o „płucach Amazonii”, ale pomijały fakt, że mieszkali tam konkretni ludzie.

Warto zatem podkreślić, że w myśleniu Kościoła ekologia jest przede wszystkim ekologią społeczną. Wiemy, że człowiek nie funkcjonuje sam, ale w relacjach, a podstawową komórką społeczną jest rodzina. Ważna jest więc troska o zdrową i silną rodzinę, która jest naturalnym miejscem przekazywania wiary i edukacji. W dalszej kolejności są poszczególne społeczności, w których funkcjonujemy. Troska o perspektywę społeczną łączy się z troską o perspektywę przyrodniczą, która w naszym ujęciu jest przede wszystkim realizacją troski o „Boże Stworzenie”. Wierzymy, że Pan Bóg powierzył nam fantastyczny świat i chce, żebyśmy byli tutaj dobrymi gospodarzami. Jan Paweł II w encyklice Redemptor hominis pisał, że mamy być nie agresywnymi eksploratorami, ale dobrymi, uczciwymi gospodarzami Bożego Świata. Z tego wypływają kolejne zasady etyczne, takie jak troska o dobra wspólne i relacje społeczne, solidarność, odpowiedzialność czy kultura dialogu. To łączy się z działaniami na rzecz pokoju i katechezą przeciwko zbrojeniom i rozwiązywaniu problemów społecznych poprzez wojny i przemoc, bo współczesne konflikty generują zniszczenia zarówno społeczności ludzkiej, jak i przyrodniczej, nie rozwiązując nabrzmiałych problemów.

Wspomniał Ojciec o tradycyjnym myśleniu Kościoła wynikającym z tradycji chrześcijańskiej. Nowoczesne nurty ekologii traktują jednak człowieka coraz bardziej jak wroga przyrody i zagrożenie dla jej rozwoju i równowagi. Jak Kościół odnosi się do tej perspektywy?

Człowiek nie jest wrogiem przyrody. W perspektywie biblijnej jest Bożym stworzeniem i dzieckiem Bożym. Do Pana Boga zwracamy się Ojcze, a perspektywa personalistyczna mówi nam, że każdy ma wielką godność, która musi być przedmiotem troski i ochrony instytucji społecznych. Są jednak ludzie, którzy odrzucają tę perspektywę i siebie stawiają na miejscu Pana Boga, mówiąc, że wiedzą wszystko lepiej i wszytko mogą – rabując, niszcząc i eksploatując dla chciwości i zysku. W perspektywie kościelnej nazywamy ich grzesznikami. Wiemy dobrze, jak wiele trzeba pracy, aby tereny przyrodnicze w naszych miastach i wsiach były piękne, ale nieliczni niestety potrafią to zniszczyć. Kryzys ekologiczny wywołali wielcy grzesznicy pozwalający sobie na eksploatację zasobów świata – bez ram etycznych, społecznych czy ekologicznych. Wspierali ich mniejsi zatruwacze naszych rzek, jezior, powietrza czy żywności. Można ich nazwać „grzesznikami ekologicznymi”. Rozwija się w Kościele dyskusja na ten temat. Kwestia „grzechu ekologicznego” nie jest jeszcze utrwalona i zdefiniowana w myśli Kościoła, bo temat pojawił się dopiero pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II, a ostatnio na synodzie w 2019 r.

Jak pogodzić myślenie i działalność współczesnych ekologów uważających człowieka za zagrożenie dla przyrody i domagających się nieingerencji w jej rozwój z tradycyjną działalnością na rzecz zrównoważonego rozwoju przyrody?

Należy uświadomić sobie, czym jest nasze środowisko naturalne. Środek Warszawy nie jest środowiskiem naturalnym, ale sztucznym – zbudowanym przez człowieka. Inaczej zachowujemy się w takim środowisku, inaczej na terenach rolniczych czy lesie gospodarczym, a inaczej w dzikim ekosystemie. Wszyscy lubimy owoce lasu, chcemy mieć produkty z drewna, więc korzystamy z zasobów leśnych. Jest to zasób odnawialny i powinniśmy wiedzieć, jak prowadzić zrównoważoną gospodarkę leśną. Szczególnie dbamy o rezerwaty przyrody czy inne naturalne ekosystemy. Mnie przypominają świat Bożego stworzenia. Tam możemy odnaleźć ślady obecności Bożej w stworzeniu. To jest religijny argument za ochroną dzikich ekosystemów. Nasi leśnicy nie raz w czasie wypraw na ich tereny pokazywali mi swój trud budowania nowoczesnej, zrównoważonej i wielofunkcyjnej gospodarki leśnej, która dba o bioróżnorodność, reaguje na procesy ekologiczne spowodowane np. suszą, gatunkami inwazyjnymi czy efektami globalnych zmian klimatycznych, starając się jednocześnie odpowiedzieć na oczekiwania społeczne czy edukacyjne. Bo żeby to zobaczyć, trzeba mieć odpowiednią wiedzę, wrażliwość i otwarte oczy, uszy i wszystkie zmysły. Stąd tak ważna jest edukacja w terenie.

Jak Ojciec mówił, punktem centralnym w myśli Kościoła jest człowiek. Jak pogodzić dążenia człowieka do zmiany świata i rozwoju gospodarczego z myśleniem i działaniem ekologicznym? Dużo mówi się obecnie o zmianach klimatycznych, które można ograniczyć odchodząc od wykorzystania węgla. Ale dochodzi tu do różnicy w podejściu krajów, które już są rozwinięte i tych, które dopiero są na dorobku, a chciałyby mieć takie możliwości rozwoju, jakie miały kraje już rozwinięte. Gdzie jest więc ta granica między rozwojem gospodarczym a ochroną przyrody?

O tym debatują mądrzejsi od nas na międzynarodowych konferencjach, ale skutecznych rozwiązań nie ma. Ostatni szczyt klimatyczny w Glasgow zakończył się bez sukcesu – umiarkowanym kompromisem. Punktem newralgicznym była sytuacja krajów bogatych i tych na dorobku. Kościół w tej debacie wspiera idee trwałego zrównoważonego rozwoju. To równoważenie miałoby dotyczyć celów gospodarczych, społecznych i przyrodniczych. Wspaniale byłoby dodać jeszcze kryterium etyczne. Mamy świadomość, że planeta jest jedna, jej zasoby wodne, energetyczne czy przyrodnicze są rozpoznane dosyć dobrze, a populacja ludzka się zwiększa. Proponujemy trochę pokory wielkim i dobrowolne samoograniczanie się tych, którzy już skorzystali z dobrobytu. Niestety gra toczy się o to, kto ma być tym pierwszym, który kontroluje innych, kto podporządkuje sobie innych. Nie ma chęci równoważenia ani na poziomie ogólnoświatowym, ani naszym europejskim.

Jakie są zatem etyczne propozycje rozwiązań problemów ekologicznych?

Pandemia unaoczniła nam znaczenie kwestii suwerenności żywnościowej, energetycznej czy medycznej. Przerwane łańcuchy dostaw ograniczyły to bezpieczeństwo. Pokazało to potrzebę zadbania o te kwestie bardziej w skali lokalnej. Kościół uczestniczy w tej debacie, dążąc do tego, by pod uwagę były brane nie tylko globalne statystyki. Pandemia jeszcze bardziej obnażyła brak solidarności, troski o dobro wspólne i wzrost nierówności na świecie. Coś w obecnym systemie światowym nie gra, ale nie Kościół jest tym, który na to pytanie powinien odpowiedzieć. Wielu ekonomistów mówi, że są bariery rozwoju ekonomicznego i jest nią ekologiczna wydolność środowiskowa. Leśnicy wiedzą, że dany obszar lasu da nam określaną ilość drewna bez uszczerbku dla całości, że gdy pozyskamy go za dużo, zniszczymy równowagę przyrodniczą i zdolność regeneracji lasu się wyczerpie.

Dane pokazują, że konsumujemy za dużo i żyjemy ponad stan. Marnujemy także dużo żywności – w Polsce około 42 procent. Problemem nie jest jednak samo zaspokajanie potrzeb, ale system każący nam kupować rzeczy, których nie potrzebujemy i to sprzyja marnotrawstwu. Tutaj jest potrzebny rachunek sumienia zarówno na poziomie osobistym, grupowym, biznesowym, jak i międzynarodowym. Na razie jednak tego nie widać.

Na koniec chcę podkreślić, że w naszej katechezie ekologicznej mówimy, jak ważna jest pokora wobec świata natury i samoograniczanie się. Nazywam to dobrowolną skromnością. Franciszkańska perspektywa dodaje do tego budowanie w sobie poczucia wdzięczności za to, co mamy – a nie tęsknoty za tym, co jeszcze możemy mieć. Wdzięczność za ludzi, z którymi żyjemy, za rodzinę czy piękną przyrodę. Doskonale pokazuje nam to Boże Narodzenie. Jeżeli mamy w domu zdrowe, piękne drzewko – przyrodniczy symbol świąt – to jest ono częścią pojednania między Niebem i Ziemią, pomiędzy Stwórcą, który przychodzi do nas jako bezbronne dziecię a nami, którzy go przyjmujemy. I wtedy rośnie w nas nadzieja, że możemy zbudować świat, jako wspólny, gościnny dom dla wszystkich.

Dziękuję za rozmowę.

(Rozmowa powstała we współpracy z Instytutem Debat o Środowisku).

Poprzedni artykułObniżka VAT zaszkodzi najmniejszym sklepom?
Następny artykułJak pandemia wpłynęła na portfele najbogatszych ludzi świata?